Telefony komórkowe odzyskane

Adam Sofuł
05-07-2007, 00:00

Zmiana warty w Polkomtelu nie może być zaskoczeniem — w ostatnich tygodniach media spekulowały o tym wystarczająco dużo, by prezes Jarosław Bauc miał czas, by spakować osobiste rzeczy w swoim gabinecie. To, że decyzja rady nadzorczej Polkomtela nie była zaskakująca, nie oznacza, że jest przez to bardziej zrozumiała. Nie usłyszeliśmy żadnych merytorycznych przyczyn dymisji prezesa Bauca — jedynym wytłumaczeniem może być to, że Adam Glapiński cieszy się większym zaufaniem premiera. I to od lat. To decydujący argument i nie tylko pod rządami tej koalicji.

Jarosław Bauc też był wprawdzie prezesem z politycznego nadania — na to stanowisko przeforsował go poprzedni premier Kazimierz Marcinkiewicz. Nie da się jednak ukryć, że Bauc miał znacząco większe praktyczne doświadczenie w biznesie niż przejmujący po nim schedę Glapiński. I — by użyć wyświechtanego powiedzenia — sprawdził się w biznesie, telekomunikacyjnym. Pod jego rządami Pol-komtel z Kopciuszka na polskim rynku komórkowym zbliżył się znacznie do pozycji lidera. To prawda, że Bauc miał nieco ułatwione zadanie, jeśli wziąć pod uwagę zamieszanie wokół konkurencyjnej Ery, jednak na Plus trzeba mu zapisać, że potrafił tę szansę wykorzystać. Okazuje się jednak, że w dzisiejszych czasach znakomite wyniki spółki nie są dla jej prezesa żadną rekomendacją. Ważniejsze okazuje się zaufanie, jakim darzą go kręgi władzy. Ład korporacyjny w spółkach skarbu państwa w IV RP nie różni się niczym od tego, z czym mieliśmy do czynienia w III RP. I zapewne jeszcze niejeden zaufany rządzącej koalicji dostanie szansę, by się sprawdzić w biznesie. Na razie koledzy premiera i prezydenta sprawdzają się i w biznesie, i w administracji rządowej. Z różnym niestety skutkiem.

Adam Glapiński nie musi być wcale gorszym prezesem niż Jarosław Bauc, jednak poszukiwanie idealnego prezesa metodą prób i błędów jest praktyką dość ryzykowną. Być może chodzi o jakąś tajemną strategię, która umożliwiłaby pozostawienie Pol-komtela pod pośrednią kontrolą państwa i Glapiński jest lepszym kandydatem do realizacji tych zamiarów. Być może. Ale nic o tym nie wiemy. Może jest jeszcze bardziej przewrotne wyjaśnienie — może to nie Glapiński był potrzebny w Polkomtelu, tylko Jarosław Bauc jest potrzebny na innym odpowiedzialnym odcinku. Przypomnijmy, że jego nazwisko pojawiało się rok temu w kontekście prezesury w PKO BP. Bank jednak po wielomiesięcznej gehennie ma już prezesa. Nasuwa się już tylko jedno podejrzenie — w obliczu narastających żądań płacowych i finansowej fantazji posłów budżet może zacząć trzeszczeć w szwach. A któż ma większe doświadczenie w straszeniu dziurą budżetową niż Jarosław Bauc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Telefony komórkowe odzyskane