TEMPLETON ZAŻĄDAŁ ZMIAN W ELEKTRIMIE

Kobosko Michał, Siemieniec Tomasz
opublikowano: 04-07-2000, 00:00

TEMPLETON ZAŻĄDAŁ ZMIAN W ELEKTRIMIE

Polski holding może być zabawką w grze dwóch grup telekomunikacyjnych

KRYZYS: Bezpośrednio po WZA Barbara Lundberg próbowała zbagatelizować odmowną decyzję akcjonariuszy zapowiadając, że Elektrim pozyska fundusze z innych źródeł. Tylko kto da firmie pieniądze, jeśli nie chcą tego zrobić jej akcjonariusze? fot. GK

Nie słabną echa piątkowego WZA Elektrimu. Wczoraj Templeton oficjalnie zażądał zmian w radzie nadzorczej polskiej spółki. Tymczasem analitycy zwracają uwagę, że wskutek nieuchwalenia nowej emisji akcji Elektrim musi poszukać partnera dla telefonii stacjonarnej.

Inwestorzy zareagowali na przebieg piątkowego WZA wyprzedażą akcji Elektrimu. Na fixingu kurs spadł o 3,6 proc. (do 48,20 zł).

Żądamy głów

Wczoraj rano media otrzymały stanowisko Templetona, funduszu, który w ciągu kilku tygodni niespodziewanie wyrósł na lidera oponentów władz Elektrimu.

— Nie jesteśmy zasadniczo przeciwni emisji akcji dla pracowników, jednak nie jesteśmy w stanie ustosunkować się do tej propozycji ze względu małą ilość informacji na ten temat. Wadą Elektrimu jest słaby przepływ informacji między spółką a inwestorami. Wydarzenia na WZA oraz sposób informowania inwestorów przed zgromadzeniem wskazują, że w obecnym kształcie rada nadzorcza nie spełnia oczekiwań akcjonariuszy. Nie dysponuje ona siłą, niezależnością ani mocą sprawowania należytego nadzoru właścicielskiego. Dlatego zwracamy się do tych członków, którzy nie są bezpośrednimi reprezentantami znaczących akcjonariuszy, by niezwłocznie podali się do dymisji — napisali anonimowi (komunikat nie był podpisany) reprezentanci Templetona.

Ten fundusz ma 5 proc. akcji, dlatego musi znaleźć partnerów, by wspólnie (dysponując 10 proc.) zażądać zwołania NWZA, a następnie próbować zmienić radę i zarząd Elektrimu.

Elektrim odrzuca zarzuty

W swoim wczorajszym kontroświadczeniu zarząd Elektrimu zwrócił uwagę, że obecna rada została wybrana w ubiegłym roku na trzyletnią kadencję, a w jej składzie są fachowcy i przedstawiciele branż strategicznie ważnych dla rozwoju Elektrimu. Poza tym, w ostatni piątek rada dostała przygniatającą większością głosów skwitowanie swojej ubiegłorocznej działalności.

Trzecie oświadczenie wydał wczoraj Jan Kołodziejczak, szef rady Elektrimu. Powtarzając argumenty z pisma zarządu Elektrimu, napisał — w imieniu także innych członków — że nie widzi powodów do składania rezygnacji.

Coś na rzeczy

Analitycy byli wczoraj zgodni tylko co do jednego: już wkrótce dojdzie do rozmów Elektrimu zarówno z Templetonem, jak i z innymi dużymi akcjonariuszami.

— Niewykluczone, że zarząd Elektrimu pójdzie na pewne ustępstwa wobec akcjonariuszy finansowych. Sądzę, że już w najbliższych dniach odbędą się w tej sprawie rozmowy zainteresowanych stron. Potrzebne jest także poprawienie ogólnych relacji firmy z inwestorami — uważa analityk zachodniego banku.

Sprawy personalne to jedno, ale dla wszystkich bohaterów i obserwatorów wydarzeń najistotniejszy jest sam biznes Elektrimu. Tymczasem wczoraj Templeton nie przedstawił żadnych zastrzeżeń co do strategii rozwoju holdingu.

— Skoncentrowanie się na wykorzystaniu szans związanych z usługami telekomunikacyjnymi będzie korzystne dla spółki, a przy użyciu nowych rozwiązań, bardziej agresywnej i innowacyjnej strategii działania wraz z firmami Vivendi i Eastbridge oraz zainicjowanie współpracy z Deutsche Telekom przyczyni się do stworzenia z Elektrimu jednej z najbardziej atrakcyjnych spółek giełdowych w regionie — napisano w oświadczeniu.

Kosztem telefonów

— Działania Templetona nie są przejrzyste. Z jednej strony fundusz popiera strategię firmy i wie, że wymaga ona silnego finansowania, a z drugiej — blokuje nową emisję, praktycznie uniemożliwiając wprowadzenie strategii w życie. Trzeba pamiętać, że Templeton uaktywnia się zwykle w tych polskich spółkach, gdzie w grę wchodzi wejście inwestora strategicznego. Tak było w przypadku BIG BG, którego akcje fundusz sprzedał Deutsche Bankowi, tak może być i teraz — mówi jeden z londyńskich analityków.

Podobnie uważa Marcin Sadlej, szef analityków CDM Pekao SA.

— Nie jestem do końca przekonany, że to inwestorzy finansowi rozdawali karty na piątkowym WZA Elektrimu. Przypuszczam, że najwięcej do powiedzenia mogą mieć Vivendi i Eastbridge — mówi analityk.

Inni nasi rozmówcy twierdzą wprost, że piątkowe WZA stanowiło próbę nagięcia władz Elektrimu do oczekiwań dużych inwestorów branżowych. Sądząc także z treści komunikatu Templetona, w grę może wchodzić oddanie firmy pod kontrolę Vivendi, Deutsche Telekom bądź obu tych firm jednocześnie.

Podział łupów?

Na tym tle ciekawie rysuje się przyszłość części Elektrimu związanej z telefonią stacjonarną. Analitycy przewidują, że w związku z brakiem perspektyw na pozyskanie dużego kapitału holding będzie musiał wpuścić drugiego inwestora do El-Netu i innych spółek.

— Elektrim musi szybko znaleźć silnego partnera dla własnych przedsięwzięć w branży telefonii stacjonarnej. Jeśli nie dojdzie do porozumienia z odpowiednim kandydatem, to niewykluczone, że będzie zmuszony do wycofania się z tego biznesu — uważa Marcin Sadlej z CDM Pekao SA.

Spółka może finansować tę działalność długiem. W ciągu dwóch najbliższych lat będzie jednak potrzebować tylko na rozwój biznesu stacjonarnego około 300 mln USD (1,3 mld zł).

— Takie zwiększenie zadłużenia obarczone jest bardzo dużym ryzykiem — uważa Marcin Sadlej.

— Przypuszczam, że Vivendi konsekwentnie zmierza do objęcia kontroli nad Elektrimem Telekomunikacja (ET), a w praktyce nad Polską Telefonią Cyfrową. Elektrim nigdy do tego nie dopuści, chyba że będzie miał poważne problemy finansowe. Nie sądzę również, aby Francuzi zgodzili się na wniesienie akcji El-Netu do ET. Wcześniej nie chcieli i nie widać powodów, dla których teraz mieliby zmienić zdanie. Zależy im głównie na telefonii komórkowej. Potwierdzeniem takiego scenariusza jest zachowanie akcjonariuszy Elektrimu kojarzonych z Vivendi na ostatnim WZA. Głosowali przeciwko emisji GDR-ów, która miała przynieść ponad 1 mld zł właśnie na rozwój telefonii stacjonarnej — uważa analityk londyńskiego banku inwestycyjnego.

Światełko w tunelu

Swoje potrzeby na lata 2001-02 zarząd Elektrimu ocenia na 835 mln USD (ponad 3,6 mld zł).

— Elektrim może potrzebować dodatkowo około 200 mln USD (880 mln zł). Wkrótce zakończy się arbitraż z PenneCom, a z informacji obecnie dostępnych wygląda na to, że giełdowy holding przegra ten spór. Nie wiadomo skąd spółka mogłaby wziąć taką kwotę i to może być poważny problem.Dlatego m.in. ważne jest, aby Elektrim korzystnie sprzedał udziały w holdingu Elektrim Kable Polskie oraz w elektrowniach Pątnów-Adamów-Konin — twierdzi jeden z naszych rozmówców.

Paradoksalnie właśnie na polu telefonii stacjonarnej Elektrim zanotował wczoraj pierwszy mały sukces. Ministerstwo Łączności podało, że do 30 lipca zapadnie decyzja o zmniejszeniu o 105 mln euro (z 245 do 140 mln euro) opłaty za warszawską koncesję dla El-Netu. Stanie się tak, ponieważ taką właśnie kwotę za drugą koncesję warszawską uiści konkurencyjna Netia Holdings. Dodatkowo El-Netowi może zostać wydłużony termin wnoszenia opłat za koncesję.

— Jedną z propozycji jest, aby El-Net — podobnie jak i Netia — zakończył wnoszenie opłat do końca 2001 r. — powiedział Piotr Woźny, p.o. dyrektora departamentu zezwoleń i koncesji w resorcie łączności.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kobosko Michał, Siemieniec Tomasz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane