Test resora

Marcin Bołtryk
10-02-2011, 16:34

Limuzyny, rajdowe potwory, ciągniki, kombiaki, walce i willysy. Obok siebie. W jednej kolekcji za szybą orzechowej meblościanki. Wielki świat na półko-tapczanie.

Kilka miesięcy temu na jednym z portali internetowych ukazała się informacja o dwóch złodziejach samochodów. Kradli wyłącznie luksusowe modele, ponoć chcieli uzbierać kolekcję. Wpadli. Po policyjnym nalocie na ich "dziuplę" odkryto aż 35 pięknych aut. Złodzieje mieli lat 9 i 11. Kradli z Tesco. Resoraki. Oj, zebrało się na wspomnienia. O resorakach oczywiście, nie o kradzieżach.

Boiskowe konkury

Resoraki, resorowce, resorówki, żelaźniaki. Czyli Matchbox, Majorette (zwane mażoretkami), SIKU lub Bburago. W Polsce lat 70. i 80. słowa zaklęcia. Na boisku przedmioty kultu i podziwu. Mieć kilka resoraków znaczyło tyle, co być na topie. Kilkanaście — to był prawdziwy szpan, kilkadziesiąt czyniło z piątoklasisty szkolnego idola. Konkury marek i producentów. Kilka firm, kilkaset modeli. Który lepszy: Volvo 440 od Matchboksa czy Citroen DS od Majorette? Może straż pożarna SIKU czy kolekcjonerskiego ferrari od Bburago, co mu się drzwi otwierają?

Wszelkie wątpliwości rozwiewał test. Test resora. Wystarczyło delikatnie chwycić przód modelu dwoma palcami, unieść centymetr lub dwa w taki sposób, by tylne koła zachowały styk z podłożem, i puścić. Odbija się — dobrze, nie odbija — chała. Matchboksy podskakiwały najlepiej. Bburago najgorzej.

Każdy miał resoraki, każdy sprawdzał resory. Ta mała zabawka na Zachodzie była… małą zabawką. W Polsce — niekwestionowanym liderem dziecięcych listów do Świętego Mikołaja. Kult w skali.

Królewska karoca

Zanim kolorowe modele zagościły na polskich boiskach, ktoś musiał je wynaleźć. Jak to w tamtych czasach bywało, przedmioty pożądane po wschodniej części kurtyny wymyślano po zachodniej. Resoraki też. Można się spierać, który był pierwszy, choć to nie ma sensu. Przyjmijmy zatem, że pierwszy był lider półkotapczanowych kolekcji — Matchbox.

Jeśli tak, to początków resoraka należy szukać w 1953 r. Wówczas Brytyjczyk Jack Odell, współwłaściciel firmy Lesney, robiącej odlewy metalowe, w oczekiwaniu na poważne zlecenie opracował — trochę z nudów — formę do odlewu miniaturowej karety koronacyjnej królowej Elżbiety II. Sprzedał ponad milion karet. Dodatkowy bodziec do produkowania modeli pojazdów na szeroką skalę dała mu córka. Jej koleżanki i koledzy często przynosili do szkoły swoje ulubione zabawki niewielkich rozmiarów — mieściły się w kieszeni. Z obawy przed uszkodzeniem nosili je w pudełkach po zapałkach.

Kiedy Odell w wolnej chwili zrobił córce maleńki model walca drogowego, a ona zaniosła go w pudełeczku do szkoły, jej koledzy wpadli w zachwyt. Wszyscy z klasy małej Odellówny chcieli go mieć. Powstała więc słynna seria 1-75, a sukces małych zabawek w kartonikach przypominających pudełka po zapałkach przeszedł wszelkie oczekiwania. Staranne odlewy i efektowne opakowania stały się znakiem firmy Lesney.

W 1959 r. Lesney Products wykupiła od swego dystrybutora udziały w prawie do znaku firmowego i nazwy Matchbox. Od tej pory spółka prowadziła samodzielną politykę finansową. W tym samym czasie pojawił się pierwszy katalog. Rok później powstał model, który wzbudził ogromne zainteresowanie kolekcjonerów: Rolls-Royce Silver Ghost z 1907 r. wykonany z wielką precyzją i dbałością o szczegóły. Donosiła o nim nawet fachowa prasa motoryzacyjna, co w owym czasie nie było częstym zjawiskiem. Model zapoczątkował serię przepięknych pojazdów weteranów sprzed 1914 r. Lata 60. utrwaliły pozycję firmy na światowych rynkach, na polskim — 10 lat później.

Szpara w kurtynie

Świat za Władysława Gomułki był szczelny. Jak witamina C, to tylko w kapuście kiszonej. Cytryny? A po co komu cytryny. A tym bardziej resoraki. Dopiero Edward Gierek rozsunął nieco stalową przegrodę i wpuścił do Polski i cytryny, i coca-colę, i żelaźniaki. Przez specjalną bramę — Pewex. W ten sposób we wczesnych latach 70. do nielicznych resoraków przywożonych w tzw. imporcie prywatnym dołączyli koledzy — inne modele, marki itp. Kolekcje rosły w siłę. Samochody z Europy, amerykańskie krążowniki szos, ciężarówki, traktory, dźwigi, przyczepy, motocykle… Słowem wszystko, co można było spotkać na światowych drogach, pakowano w małe kartonowe pudełka. A te kłuły dziecięce oczy wlepione w szyby Peweksów.

Niedostępność tych luksusów dla dużej części smarkaterii powodowała kuriozalne, z dzisiejszego punktu widzenia, zachowania i mody. Zbieranie puszek po piwie nie po to, by oddać je na złom, lecz w celach estetycznych. To był szpan. Tak samo opakowania po papierosach LM, Marlboro, Lux, Dunhill. Tymi fantami handlowano — wymiennie i klasycznie. W tym świetle resorak jawi się zaskakująco dobrze. Był czymś, a nie tylko wspomnieniem po czymś. Doskonałą zabawką. Ale nade wszystko marzeniem, które zaklęto w niewielką postać — zmniejszając 43 razy (skala 1:43 to jedna z częściej widywanych na polskich podwórkach).

Pomyślcie tylko: po socjalistycznych nawierzchniach polskich boisk szkolnych rozbijały się porsche, mercedesy i lotusy, podczas gdy z ulic wiało syreną, warszawą i trabantem.

Ten kontrast uczynił z resoraka obiekt kultu. Rozumieją to jednak wyłącznie trzydziestoparo- i czterdziestoparolatkowie, którzy światowej motoryzacji uczyli się z kartek wydartych z zagranicznych gazet i z "pudełek od zapałek".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Motoryzacja / Test resora