TMS: złoty może się umacniać w przyszłym tygodniu

opublikowano: 12-01-2007, 17:12

Miniony tydzień był dosyć burzliwy dla złotego, a zła passa rozpoczęta na początku roku trwała do środy 10 stycznia. Wtedy to przypadło apogeum wyprzedaży - notowania euro na chwilę przekroczyły poziom 3,91 zł, a dolara 3,01 zł.

Miniony tydzień był dosyć burzliwy dla złotego, a zła passa rozpoczęta na początku roku trwała do środy 10 stycznia. Wtedy to przypadło apogeum wyprzedaży - notowania euro na chwilę przekroczyły poziom 3,91 zł, a dolara 3,01 zł. Później sytuacja uległa poprawie i złoty pozostał nawet względnie stabilny w piątek, mimo pojawienia się spekulacji odnośnie chwiejnej przyszłości obecnej koalicji. W efekcie na koniec tygodnia za jedno euro płacono mniej niż 3,87 zł, a za dolara nieco powyżej 2,99 zł.

Wydarzeniem ostatnich dni był wybór Sławomira Skrzypka na stanowisko szefa Narodowego Banku Centralnego, do czego doszło 10 stycznia wieczorem. Jego kandydatura zyskała poparcie posłów koalicji, chociaż to do końca nie było to pewne, ze względu na „chwiejną” postawę Ligi Polskich Rodzin, której wyraźnie zależało na wzmocnieniu swojej politycznej pozycji. Nowy szef NBP został jednak dosyć neutralnie przyjęty przez rynki finansowe, które zwracały uwagę na zbytnie upolitycznienie nominacji i pewne braki w merytorycznym „portfolio” kandydata. Niemniej jednak pierwsze słowa miały na celu pewne uspokojenie nastrojów – Sławomir Skrzypek powtórzył, że będzie dbał o kondycję złotego, a także niską inflację i wzrost gospodarczy. Dodał również, iż bank centralny zachowa swoją niezależność, a jego działania będą transparentne – temu ma też służyć pewna zmiana sposobu komunikacji z rynkiem i większa oszczędność w słowach – możemy spodziewać się odejścia od zwyczajowych konferencji prasowych po posiedzeniach Rady Polityki Pieniężnej, podczas, których głos najczęściej zabierał Leszek Balcerowicz. Rzeczywistą ocenę pracy Sławomira Skrzypka rynki wyrobią sobie jednak po jego pierwszych działaniach, dlatego tak istotne będzie pierwsze decyzyjne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej w dniach 30-31 stycznia b.r. Z wypowiedzi nowego szefa NBP wynika, iż będzie on bardziej wspierał obóz „gołębi” w Radzie, także nie można wykluczyć, iż prognozowana przez analityków podwyżka stóp procentowych może się przesunąć na kwiecień. W tej materii wiele będzie jednak zależeć od publikowanych 15 stycznia b.r. danych o inflacji konsumenckiej za grudzień (szacunki 1,5-1,6 proc. r/r), danych o średniej płacy (16 I) i produkcji przemysłowej, oraz cenach PPI (19 I). Dużo może wnieść także spodziewana w końcu miesiąca nowa projekcja inflacyjna NBP.

Notowania złotego nie zależały w tym tygodniu jedynie od napływających informacji z krajowego podwórka. Negatywny wpływ miało obserwowane pogorszenie się nastrojów na rynkach wschodzących będące wynikiem reorientacji inwestorów w kierunku amerykańskiego dolara (przez zmniejszenie się zagrożenia w postaci obniżek stóp procentowych przez FED), a także silną wyprzedaż na rynku surowców i niepokojące informacje napływające z Wenezueli (nowe nacjonalizacyjne pomysły prezydenta Hugo Chaveza). Od drugiej połowy tygodnia sytuacja na rynku towarów uległa jednak nieznacznej poprawie, a wciąż słaby jen stanowił pewną zachętę do odnowienia pozycji opartych o strategię carry-trade mającą znaczenie dla kształtowania się koniunktury na rynkach naszego regionu. Wydaje się także, iż pomału zbliżyliśmy się także do pewnego przesilenia na rynku amerykańskiego dolara, który na przestrzeni ostatniego miesiąca dosyć wyraźnie zyskał na wartości. Tym samym o ile w najbliższych dniach na rynku nie dojdzie do jakichś politycznych wstrząsów (potwierdzenia się zarzutów wobec Andrzeja Leppera i rozpadu koalicji z Samoobroną), to złoty ma szanse w nadchodzącym tygodniu zyskać na wartości. Nie można wykluczyć testowania okolic 3,8450 zł za euro i 2,9450 zł na dolarze.

Rynek międzynarodowy:

Miniony tydzień był okresem siły amerykańskiej waluty, co dobrze pokazał wzrost koszykowego indeksu dolarowego (US Dollar Index) na przestrzeni tygodnia z 84,63 pkt. do 85,07 pkt. „Zielony” stracił tylko w relacji do brytyjskiego funta, co było wynikiem nieoczekiwanej, czwartkowej podwyżki stóp procentowych do poziomu 5,25 proc. przez Bank Anglii. Ta decyzja była wynikiem obaw związanych z utrzymującą się zbyt wysoką inflacją, chociaż mając na uwadze fakt, iż poziom stóp ze Stanami Zjednoczonymi się wyrównał, na podobne posunięcia w najbliższej przyszłości raczej nie należy liczyć mimo pewnej „konsternacji” wśród analityków, mającej miejsce po czwartkowym posiedzeniu BoE.

Katalizatorem dla umocnienia dolara w ostatnich dniach była przede wszystkim postępująca reorientacja rynku w kwestii rozpoczęcia cyklu obniżek stóp procentowych przez FED. O ile jeszcze w grudniu ub.r. dosyć popularne były opinie, iż może do tego dojść już podczas I półrocza, a nawet I kwartału 2007 r., to teraz odsuwa się to w czasie. Dobre serie danych makroekonomicznych z ostatnich tygodni sprawiły, iż amerykańska gospodarka ma większe szanse na „miękkie” lądowanie i dalej powrót do trendu wzrostowego. Dodatkowo członkowie amerykańskiego FED niemal jednogłośnie zwracali uwagę na utrzymujące się zagrożenia inflacyjne (w takiej sytuacji obniżki stóp nie mają uzasadnienia). Dolara wsparły także dobre dane o deficycie handlowym w listopadzie, który wyniósł 58,23 mld USD, a o 1,5 mld USD zmniejszyła się nierównowaga w handlu z Chinami. Dobre były także dane o sprzedaży detalicznej za grudzień, która wyniosła 0,9 proc. m/m, chociaż dane listopadowe zostały zrewidowane w dół do 0,6 proc. m/m z wcześniejszych 1,0 proc. m/m.

Z kolei wsparciem dla europejskiej waluty nie stało się czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Stopy procentowe pozostały zgodnie z oczekiwaniami na poziomie 3,5 proc., a podczas konferencji prasowej Jean-Claude Trichet nie zdecydował się na użycie sformułowania o „czujności” banku centralnego, oddalając tym samym możliwość podwyżki stóp już w lutym. Według najnowszych sondaży 80 proc. uczestników rynku spodziewa się podwyżki w marcu, a 64 proc. kolejnej we wrześniu – w efekcie celem na 2007 r. jest poziom 4,0 proc.

Najbliższy tydzień może jednak przynieść pewne odreagowanie rynku EUR/USD, który stał się już dosyć wyprzedany. Dodatkowo notowania wsparły się w piątek na dziennej średniej 100-tygodniowej przebiegającej na poziomie 1,2866. Za odbiciem przemawia także psychologia – oczekiwania, co do dalszego kształtowania się kursu dolara stają się zbyt optymistyczne, a inwestorzy nieco zapominają o mechanizmie dyskontowania przyszłości, która nie rysuje się w aż tak „różowych” barwach. Tym samym odbicie kursu przynajmniej w okolice 1,3050 w najbliższych dniach wydaje się dosyć prawdopodobne. Próbę powrotu do mocnego dolara może przynieść jednak koniec tygodnia z racji zaplanowanych publikacji danych o grudniowej inflacji CPI i planowanych kolejnych wystąpień przedstawicieli FED.

Marek Rogalski, Główny analityk walutowy DM TMS Brokers S.A.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane