To będzie tłusty rok dla restauracji

MICH
25-04-2012, 00:00

W ubiegłym roku po raz pierwszy od kryzysu rynek gastronomii urósł. Ale Polacy wciąż mogą jeść dużo więcej na mieście.

Coś drgnęło w gastronomii — w 2011 r. pierwszy raz od początku kryzysu ekonomicznego branża restauracyjna odnotowała wzrost, i choć było to 0,8 proc., to w tym wypadku pierwsza jaskółka wiosnę uczyni. Jak wynika z raportu PMR, kolejne lata mają być znacznie lepsze. — Na ten rok prognozujemy 4,6-procentowy wzrost dla segmentu restauracyjnego.

W 2013 r. będzie to poniżej 3 proc. Po pierwsze dlatego, że nie będzie już piłkarskich mistrzostw, a po drugie — będziemy startować z wyższej bazy — właśnie z powodu EURO. Wzrost napędzany jest przez zmianę przyzwyczajeń Polaków, którzy coraz częściej jedzą na mieście, powracają też do przedwojennej tradycji chodzenia do kawiarni czy restauracji i spotykania się tam z przyjaciółmi, a nie przyjmowania ich w domu — mówi Jarosław Frontczak, analityk PMR.

Dużymi wzrostami za ubiegły rok chwali się Sfinks.

— Nasze sieci — Sphinx i Wook — w 2011 r. zwiększyły obroty o odpowiednio 6,3 proc. i 17,5 proc. i był to dla nich kolejny rok wzrostów. Mamy nadzieję, że pozytywne tendencje utrzymają także w tym roku. Jeśli chodzi o rynek gastronomiczny ogółem, to największe szanse na wzrost w tym roku — moim zdaniem, będą miały duże sieci restauracji, które przejmują sporą część obrotów rynku i lepiej radzą sobie z okresowymi wahaniami koniunktury — twierdzi Mariola Krawiec-Rzeszotek, wiceprezes Sfinksa.

Najwięksi wprawdzie konkretnych prognoz wystrzegają się jak ognia, ale inwestują w kolejne lokale.

— Trudno mówić o konkretnych liczbach. Planujemy utrzymać tempo rozwoju sieci (otworzyć 20 lokali), implementujemy nową platformę on-line, prowadzimy prace analityczne i strategiczne. Zakładamy, że te działania przyniosą nam co najmniej kilkunastoprocentowy wzrost — mówi Magdalena Piróg, wiceprezes Da Grasso, lidera wśród sieci pizzeri.

Prezes największej sieci lodziarni Grycan, który też uruchamia kolejne punkty sprzedaży, dostrzega jednak pewien limit na gastronomicznym rynku.

— W niektórych aglomeracjach następuje powoli przesycenie galeriami handlowymi, więc wydatki klientów na restauracje rozkładają się na większą liczbę placówek. Nasz konsument z roku na rok wcale nie kupuje większych porcji, więc zwiększamy sprzedaż dzięki rozszerzaniu oferty i docieraniu do coraz większej liczby klientów, otwierając kolejne lodziarnie — tłumaczy Zbigniew Grycan.

Jak bardzo pojemne są jeszcze żołądki i kieszenie Polaków?

— Statystyczny Polak wydaje na jedzenie poza domem około 5-8 proc. budżetu na żywność, Niemiec — 20-25 proc., a Amerykanin — ponad 40 proc. — wylicza Jarosław Frontczak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MICH

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / To będzie tłusty rok dla restauracji