To było rewolucyjne 12 miesięcy w globalnej gospodarce. Wyjątkowo wiele rzeczy zdarzyło się po raz pierwszy w historii

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 30-12-2011, 00:00

ŚWIAT

Jeśli opierać się tylko na danych makro, rok 2011 w światowej gospodarce był pasmem sukcesów — ożywienie postępowało, i to szybciej, niż rok temu przypuszczano. Niestety, prosta statystyka nie oddaje pełnego obrazu. Rzeczywistość raczej rozczarowywała, niż budziła nadzieję. Niemal na każdym kontynencie działo się coś, co wcześniej było niemal niewyobrażalne.

Największe problemy przeżywała Europa. Grecka epidemia po zajęciu Irlandii przerzuciła się na Portugalię, Hiszpanię i Włochy oraz stanęła u bram Belgii i Francji. W dodatku zaczęła zataczać drugie koło — mimo dwóch programów pomocowych Grecja, jako pierwszy kraj strefy euro, właściwie stała się bankrutem. Politycy zdecydowali, że banki nie odzyskają w całości pożyczonych Helladzie pieniędzy. Po wolcie premiera Jeorjosa Papandreu, który ogłosił, że zamierza zorganizować referendum, zapachniało nawet niekontrolowanym bankructwem Grecji, a więc Lehmanem w wersji europejskiej. Na rynkach kipiało. W razie rozpadu strefy euro najlepszą inwestycją będą metale, broń i konserwy — stwierdził nawet w raporcie bank UBS.

Przez rok odbyło się kilkanaście mniejszych i większych szczytów, na których unijni przywódcy ogłaszali, że znaleźli sposób na rozwiązanie kryzysu. Były pomysły zrzutek, euroobligacji, dźwigni finansowych, pożyczek od Chin i MFW czy włączenia inwestorów prywatnych. Żaden z tych zbawiennych planów nie wypalił. Aktualnie na stole jest idea sięgnięcia po rezerwy banków centralnych, ale realizacja i tego planu idzie jak po grudzie. Strefa euro ma już w odwodzie tylko środek ostateczny — drukowanie pieniędzy, co blokują już właściwie tylko Niemcy.

Stany Zjednoczone też zmagały się z problemami fiskalnymi. Tam jednak główny spór polityków dotyczył nie tego, jak obniżać dług, ale jak go dalej podnosić. Zadłużenie dobiło w połowie roku do limitu (14,3 bln USD) i Kongres debatował, jak i pod jakimi warunkami go podnieść. Gdyby Demokraci i Republikanie nie doszli do porozumienia, 1 sierpnia USA mogłyby stać się po raz pierwszy w historii niewypłacalne. Za tę nieporadność w zadłużaniu się agencja S&P obniżyła Stanom rating — państwo po raz pierwszy straciło potrójne A. W Kongresie klincz wokół podatków i długu trwa do dziś.

Ważne zmiany zachodziły też w Afryce Północnej. Przez Tunezję, Egipt, Libię i Syrię przelała się tamtejsza wiosna ludów. W trzech pierwszych krajach dyktatorzy zostali obaleni. Jeśli rewolucjoniści rzeczywiście przyniosą ludziom demokrację, zmiany te mogą światu wyjść na dobre. Na razie jednak były dla większości gospodarek tylko kosztem, bo wywindowały cenę ropy naftowej. W kwietniu za baryłkę płacono 113 USD, czyli najwięcej od jesieni 2008 r.

Emocje na rynkach wzbudzała też Japonia. Po potężnym trzęsieniu ziemi wschodnie wybrzeże zostało zalane przez tsunami. Zginęło 15,8 tys. osób, wiele miast, dróg i firm zmieniło się w gruzowisko. Wstrząsy spowodowały też awarię w elektrowni jądrowej w Fukushimie. Siedem reaktorów zostało zamkniętych, około 200 tys. ludzi ewakuowano. Rząd szacuje straty poniesione na skutek tych wydarzeń na 309 mld USD. „To jest największy kryzys Japonii od drugiej wojny światowej” — twierdzi premier Naoto Kan. Złoty traci, indeksy giełdowe spadają, a ropa znowu drożeje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane