To jeszcze nie jest czas złotego

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 08-01-2009, 00:00

Inwestorzy za oceanem poczuli, że zbliża się przesilenie, co wzmocniło złotego. Ale dobre nastroje w USA mogą prysnąć w każdej chwili.

Inwestorzy za oceanem poczuli, że zbliża się przesilenie, co wzmocniło złotego. Ale dobre nastroje w USA mogą prysnąć w każdej chwili.

Początek roku nastchnął optymizmem Stany Zjednoczone. Wprawdzie o końcu kryzysu nikt jeszcze nie mówi, ale informacje z gospodarki przekonały część inwestorów, że USA łapie grunt pod nogami. Nawet jeżeli dobre nastroje okażą się nieuzasadnione, dla Polski mają duże znaczenie. Właśnie amerykański punkt widzenia kształtuje siłę złotego.

Na podbój świata

Kiedy na jesieni wybuchł kryzys, inwestorzy w panice zaczęli uciekać z rynków wschodzących — w tym z Polski — i ściągać pieniądze do USA. Stąd gwałtowne osłabienie naszej waluty i umocnienie dolara. Teraz część amerykańskich instytucji finansowych zaczyna dostrzegać pierwsze pęknięcia kryzysu i ich skłonność do inwestowania poza Ameryką wzrasta.

— Początek roku pozytywnie usposobił inwestorów, co widać chociażby po notowaniach na GPW i kursie złotego. Zagraniczny kapitał, a więc głównie z USA, zawitał znowu do Polski — mówi Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego.

Od początku roku do wczorajszego południa złoty zyskał wobec euro i dolara odpowiednio 6,4 i 4,5 proc.

— Największe umocnienie nastąpiło we wtorek wieczorem, co może oznaczać, że stoją za nim fundusze z USA — mówi Marek Rogalski, główny ekonomista FIT DM.

Co Amerykanie odebrali jako pierwsze jaskółki ożywienia? Przede wszystkim dane makro. W poniedziałek miłą niespodzianką była informacja, że w listopadzie wydatki na inwestycje budowlane w USA spadły o 0,6 proc., podczas gdy ekonomiści spodziewali się spadku o 1,4 proc. We wtorek pozytywnie zaskoczył indeks ISM dla sektora usług z grudnia — wyniósł 40,6 pkt, a analitycy prognozowali 37 pkt. Ekonomiści sądzą też, że w grudniu ubyło znacznie mniej etatów niż w listopadzie (475 tys. wobec 533 tys.). Oficjalne dane poznamy w piąek. Wyraźnej poprawy analitycy spodziewają się również w nadchodzących danych o handlu zagranicznym i kredycie konsumenckim. Z entuzjazmem rynki przyjęły też odważny (wart 310 mld USD) plan ulg podatkowych przedstawiony przez prezydenta elekta Baracka Obamę.

Uroki płynnego kursu

Co będzie zatem dalej z gospodarką USA i złotym? Według ekonomistów, obecnie nastroje inwestorów amerykańskich są nieprzewidywalne.

— Może się okazać, że optymizm pryśnie równie szybko, jak wybuchł. Rynek walutowy jest teraz bardzo dziwny. Dlatego w najbliższych tygodniach należy spodziewać się dużych wahań kursu złotego — mówi Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

Pierwsze symptomy powrotu pesymizmu już widać. Wczoraj firma ADP oszacowała, że w grudniu ubyło 693 tys. miejsc pracy, a więc znacznie więcej niż oczekiwali ekonomiści. To wywołało spadek amerykańskiej giełdy i osłabiło złotego. Eksperci są jednak przekonani, że w perspektywie kilku kwartałów nasza waluta musi się umocnić.

— Złoty jest w długookresowym trendzie aprecjacyjnym. Osłabienie, które obserwowaliśmy pod koniec roku, było związane z odpływem kapitału z rynku akcji i obligacji. Kiedy kapitał portfelowy wróci, sytuacja może się zmienić. Wahania są urokami płynnego kursu. Fundamenty gospodarki są dobre — zapewnia Katarzyna Zajdel-Kurowska, wiceminister finansów.

Zbliżającą się siłę złotego dostrzega też zagranica. W poniedziałkowej ankiecie międzynarodowej agencji Bloomberg analitycy uznali naszą walutę za jedną z trzech najbardziej perspektywicznych na świecie.

— Trudno na podstawie kilku dobrych dni uznać, że odtąd złoty będzie się już tylko umacniał. Najbliższe miesiące są niepewne. Jednak w drugiej połowie roku złoty może wejść na drogę trwałego umacniania — uważa Piotr Kalisz.

— W stosunku do euro złoty może wrócić do poziomu 4,30. Ale to będzie już szczyt. Od wiosny cena unijnej waluty będzie spadać — dodaje Marek Rogalski.

Najczęściej pojawiające się prognozy walutowe mówią, że w najbliższych miesiącach złoty znowu dostanie w kość — za euro możemy płacić 4,20-4,30 zł. Później jednak sytuacja w światowych finansach ma wracać do normy, co zapoczątkuje trwałe umacnianie się złotego. Co z tego wynika?

Jeżeli chodzi o eksporterów — wydaje się, że mają zapewnione jeszcze kilka miesięcy działania przy sprzyjających kursach walutowych, a najbardziej korzystne poziomy do zawierania transakcji są jeszcze ciągle przed nimi. W drugiej części roku może być już gorzej. Ekonomiści uspokajają jednak, że kiedy złoty zacznie się umacniać, nie będzie tego robić w tak morderczym dla eksporterów tempie, jak w pierwszej połowie ubiegłego roku.

Prognozy analityków wskazują na to, że najbliższe miesiące to też świetny moment — zarówno dla firm, jak i przeciętnego Kowalskiego — na zaciąganie kredytów walutowych. Umacnianie się złotego, które według ekonomistów mogłoby potrwać kilka lat, zmniejszałoby nasze zadłużenie.

Sami analitycy podkreślają jednak, że wszelkie prognozy walutowe należy traktować ostrożnie. Ostatnie miesiące pokazały, że nie wszystko da się przewidzieć. Sytuacja jest tym bardziej niepewna, że zaczęła się wielka batalia polityczna o wprowadzenie w Polsce euro. Jeśli w najbliższych miesiącach okaże się, że rząd nie jest w stanie dotrzymać harmonogramu (czyli wejść do ERM2 — przedsionka euro — w połowie roku) i musi odłożyć integrację na jakiś czas, wówczas złoty na umocnienie może czekać jeszcze długo.

Jacek Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy