To może być cisza przed burzą

Mateusz Wojtala
11-03-2018, 22:00

Wzrost protekcjonizmu gospodarczego wpłynie na pogorszenie klimatu inwestycyjnego, na czym w pierwszej kolejności stracą waluty rynków wschodzących. W tym złoty

 

Biały Dom zdecydował się wprowadzić cła importowe na stal i aluminium. Zmaterializowały się więc groźby z początku marca, a nowe taryfy zaczną obowiązywać w ciągu 15 dni po podpisaniu w czwartek specjalnego dekretu przez prezydenta Donalda Trumpa. Złagodził on jednak nieco swoje wcześniejsze stanowisko i na czas prowadzenia renegocjacji w sprawie traktatu NAFTA zwolnienie warunkowe otrzymały Kanada i Meksyk. Pomimo obaw dotyczących negatywnych konsekwencji możliwych wojen handlowych dla światowej gospodarki reakcja rynku walutowego była spokojna.

— W krótkim terminie nie spodziewałbym się dużych turbulencji, rynek już wcześniej zdyskontował wprowadzenie ceł. Teraz najważniejsze jest to, czy inwestorzy uznają, że to już koniec i nie będzie dalszej eskalacji wojny handlowej, czy stwierdzą, że to dopiero początek i będzie się ona zaostrzała — mówi Łukasz Wardyn, dyrektor na Europę Wschodnią w CMC Markets.

Lista krajów wyłączonych spod obowiązku płacenia nowej daniny może być modyfikowana, co według Marka Rogalskiego, głównego analityka walutowego DM BOŚ, pokazuje, że jest to zagranie pod renegocjację umów handlowych zarówno z Unią Europejską, jak i traktatu NAFTA. Stal i aluminium nie są istotnym ogniwem handlu dla Stanów Zjednoczonych, więc być może ruch ten należy rozpatrywać w kategoriach politycznych. — Wydaje się nieprzypadkowe, że wybór padł akurat na te dwa metale oraz że w kontekście dalszej eskalacji wojny handlowej Donald Trump wspomniał import aut z Unii Europejskiej, bo być może gra on pod elektorat, który go wybrał i liczy na jego aktywizacje ze względu na zbliżające się listopadowe wybory uzupełniające do Kongresu. Nie wierzę, żeby była to długofalowa polityka handlowa — dodaje Bartosz Sawicki, kierownik departamentu analiz w DM TMS Brokers.

Inwestorzy w rozkroku

Ścieżka, jaką podąży dolar, jest jednak nie do końca znana. Rynek zastanawia się, czy kierować się coraz bardziej jastrzębio nastawionym Fedem, czy obranym przez administrację amerykańską kursem na wojnę handlową. Według Bartosza Sawickiego, obecnie na rynek większy wpływ mają czynniki polityczne niż gospodarcze: wybory we Włoszech, formowanie koalicji w Niemczech, sytuacja na Półwyspie Koreańskim. Negatywnie na notowania dolara wpływać mogą nie tyle same cła, co chaos i styl całego procesu ich wprowadzania oraz to, co dzieje się w otoczeniu gabinetu Donalda Trumpa (duża rotacja doradców).

— O dziwo, na razie, dolar wyszedł z całego zamieszania obronną ręką, wspierany oczekiwanymi działaniami Fedu oraz wiadomościami płynącymi z amerykańskiego rynku pracy. Piątkowe dane pokazały, że zatrudnienie zanotowało imponujący wzrost i chociaż dynamika płac nieco spowolniła — wyniosła 2,6 proc. względem 2,8 proc. miesiąc wcześniej — to tendencja wciąż jest wyraźnie wzrostowa. Teraz należy czekać na marcowe posiedzenie Rezerwy Federalnej, nie tylko ze względu na prawdopodobną kolejna podwyżkę stóp procentowych, ale też z powodu kwartalnych prognoz gospodarczych — uważa Marek Rogalski z DM BOŚ.

Na razie rynek oczekuje trzech podwyżek w 2018 r., ale jeśli obecna dynamika płac się utrzyma, to będzie kolejny sygnał możliwości przeprowadzenia jeszcze jednej, co dodatkowo wsparłoby notowania dolara. Jednak kluczowa w kwestii układu sił ma rynku walutowym pozostaje ewentualna reakcja, lub jej brak, ze strony Unii Europejskiej, która jest drugim po Kanadzie największym eksporterem stali do Stanów Zjednoczonych. Trudno ocenić, czy Komisja Europejska zrezygnuje z ewentualnych działań odwetowych w celu uniknięcia eskalacji konfliktu.

— Dla rynku ważne jest to, czy wprowadzenie ceł zainicjuje wojnę handlową czy nie. Prezydent Donald Trump zapowiada, że na działania odwetowe ze strony Komisji Europejskiej odpowie nałożeniem ceł na importowane auta z Unii Europejskiej, więc byłby to początek przepychanek, który w dłużej perspektywie szkodziłby złotemu i innym walutom rynków wschodzących. Brak odpowiedzi byłby lepszy dla ogólnego sentymentu — dodaje Marek Rogalski.

Odłamkiem w złotego

Jak zauważa Anna Wrzesińska, analityk walutowy w Noble Securities, takie protekcjonistyczne działania negatywnie oddziałują na daną walutę i już same zapowiedzi wprowadzenia ceł pociągnęły dolara w dół. Ale — co ważniejsze — prowadzą one do niepotrzebnych napięć, bo inne kraje nie pogodzą się łatwo z dodatkową daniną na rzecz Stanów Zjednoczonych. Wpłynie to na pogorszenie światowego klimatu inwestycyjnego, a w przypadku dalszego zaostrzania sytuacji traciłyby przede wszystkim waluty rynków wschodzących, w tym polski złoty.

— Jeśli ma rynku pojawi się większa niepewność i zwiększona awersja do ryzyka, to złoty na pewno ucierpi. Moim zdaniem, potencjał do umocnienia już się wyczerpał, rynek zdyskontował dobre dane płynące z gospodarki i teraz polska waluta pozostaje bardziej wrażliwa na wydarzenia z zagranicy — mówi Anna Wrzesińska.

Zdaniem analityków, złoty będzie się osłabiać zarówno do euro, jak i dolara. Jednak najważniejszym czynnikiem ciążącym na notowaniach naszej waluty pozostaje gołębie nastawienie Rady Polityki Pieniężnej i wypowiedzi prezesa Adama Glapińskiego o odłożeniu w czasie podwyżek stóp procentowych nawet do 2020 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz Wojtala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / To może być cisza przed burzą