To nie był wyż, tylko wyżyk

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 30-01-2012, 00:00

Demograficzna bomba tyka coraz głośniej - mijający baby boom okazał się klapą. To zagrożenie, ale też szansa dla biznesu.

Alarmujące informacje płyną z porodówek - liczba narodzin drugi rok z rzędu w Polsce spada. W 2011 r. urodziło się 391 tys. dzieci - podał Główny Urząd Statystyczny (GUS). Jego demografowie trzy lata temu prognozowali, że liczba ta będzie o 22 tys. mniejsza. Wszystko wskazuje więc na to, że w obecnym wyż mamy już za sobą i że ten baby boom był wyjątkowo mizerny w porównaniu z poprzednimi. A następna narodzinowa górka czeka nas najwcześniej za około 30 lat.

Ludność w kryzysie

Mijający wyż demograficzny był wielokrotnie niższy i krótszy od tych sprzed 30 i 60 lat. Między dnem niżu z 2003 r. a szczytem wyżu z 2009 r. minęło jedynie sześć lat, a liczba narodzin wzrosła o 66 tys.

Dla porównania, powojenny wyż demograficzny trwał około 12 lat, a liczba narodzin w tym czasie wzrosła o około 200 tys. (dokładnych liczb brak, bo szczytem niżu był okres drugiej wojny światowej). Drugi wyż — z lat 80. — był jeszcze bardziej imponujący. Trwał 16 lat, a liczba narodzin wzrosła o 202 tys.

— To, co wydarzyło się w ostatnich latach, trudno nawet nazwać wyżem demograficznym. To raczej drobna korekta w ogólnie negatywnej tendencji. Osoby z poprzedniego wyżu demograficznego nie tworzą nowego, bo opóźniają moment założenia rodziny i spłodzenia potomka. W dodatku statystyczna rodzina ma coraz mniej dzieci — tłumaczy Janusz Witkowski, prezes GUS.

Według prognoz GUS — dziś wydaje się, że zbyt optymistycznych — za 15 lat liczba narodzin spadnie poniżej 300 tys. W tym czasie liczba zgonów wzrośnie do 428 tys. z obecnych 376 tys. Ta demograficzna mizeria rodzi wiele ryzyk dla gospodarki. Po pierwsze, za kilka, kilkanaście lat polskim pracodawcom może brakować rąk do pracy.

— Populacja zdolna do pracy będzie się stopniowo kurczyć. Lukę tę na szczęście będzie wypełniał podwyższony wiek emerytalny — mówi Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego. Ponadto, rosnąca liczba emerytów i spadająca liczba młodych ludzi będzie powiększać niedobory systemu emerytalnego. Już teraz budżet państwa dokłada rocznie do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych 77 mld zł.

— Fakt, że coraz więcej emerytów będzie na utrzymaniu osób w wieku produkcyjnym, jest wyzwaniem dla polskich finansów publicznych — ostrzega Monika Kurtek.

Deficyt przedszkolaków

Przetasowania demograficzne będą też w najbliższych kilkunastu latach oznaczać być albo nie być dla wielu firm. Starzejące się coraz szybciej społeczeństwo stawia pod znakiem zapytania opłacalność wielu prywatnych przedszkoli, szkół czy uczelni wyższych. Należy też spodziewać się stopniowego spadku popytu na zabawki, pieluchy, ubranka i książki dla dzieci, podręczniki szkolne, wózki dziecięce czy produkty żywnościowe skierowane do młodej grupy odbiorców.

— Spadek narodzin na pewno nas nie cieszy, choć w wynikach sprzedaży jest to jeszcze niezauważalne. Nic na to zjawisko nie poradzimy — to zadanie dla rządu, który musi robić coś więcej, niż rozdawać becikowe — mówi Marek Szostak z firmy Wójcik Fashion, prowadzącej 110 sklepów z odzieżą dziecięcą.

Ale starzejące się społeczeństwo to też biznesowa szansa. Wiedzą o tym firmy farmaceutyczne — starsze osoby wydają na leki więcej pieniędzy niż młode. Do coraz wyższego wieku statystycznego klienta przygotowują się też firmy handlowe. Sieć detaliczna Netto wprowadziła nawet specjalną ofertę produktów skierowanych do osób starszych. Na stały wzrost sprzedaży liczą też producenci sprzętu elektronicznego dostosowanego do potrzeb odbiorców w podeszłym wieku, na przykład tzw. babciofonów.

— Nasz rynek docelowy wzrasta i dane GUS pokazują, że będzie wzrastał jeszcze przez wiele lat — mówi Arkadiusz Wilusz, prezes MaxComu, firmy produkującej i dystrybuującej m.in. telefony dla seniorów i medyczne smartfony.

Można też spodziewać się wzrostu popytu na usługi i produkty związane z opieką nad osobami starszymi. W perspektywie kilkunastu lat powinna wyraźnie wzrosnąć sprzedaż sprzętu rehabilitacyjnego i ortopedycznego.

— Od dwóch lat zajmujemy się opieką nad osobami w podeszłym wieku. Na decyzję o wejściu na ten rynek miały wpływ właśnie perspektywy stopniowego starzenia się społeczeństwa. Ponadto, był to rynek słabo zagospodarowany — przekonuje Agnieszka Szpara, prezes Continuum Care.

 

OKIEM PRZEDSIĘBIORCY

Biznes dostosuje się do demografii

ADAM ROZWADOWSKI

prezes Enel-Med, sieci prywatnych placówek medycznych

Starzenie się społeczeństwa traktujemy raczej jako potencjał rozwoju biznesu niż ryzyko. Jeśli statystyczny pacjent będzie coraz starszy, to znaczy, że coraz częściej będzie potrzebował naszych usług. Statystycznie konieczność korzystania z opieki medycznej wyraźnie wzrasta po 70. roku życia. Publiczna służba zdrowia nie będzie w stanie tego popytu zaspokoić, tymczasem prywatne placówki mogą dostosować się do dowolnych potrzeb rynku i je zaspokoić. Nie sądzę, by wraz z rosnącym wiekiem naszych pacjentów spadały ich możliwości finansowe. Ludzie są aktywni zawodowo coraz dłużej, a wiek emerytalny będzie szedł w górę. Ponadto zmienia się mentalność ludzi. Coraz większą część swoich pieniędzy będą inwestować w stan zdrowia kosztem innych wydatków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk, Współpraca: AT, MZAT

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy