To ostatnia Wigilia?

Łukasz Gromkowski, Wojciech Surmacz
23-12-2003, 00:00

Znów przewrót, nędza i rządy barbarzyńców. Oto co nas czeka po 10 maja 2004 roku... Jeśli nie pójdziemy po rozum do głowy.

„Puls Biznesu”: Kolekcja w holu robi wrażenie. Trzeba jednak przyznać, że grubo przesadzone są opinie, iż ksiądz prałat ma tu niesamowite skarby i opływa w luksus. To po prostu niezwykłe zamiłowanie człowieka do historii?

Ks. prałat Henryk Jankowski: To pamiątki. Od kiedy wprowadziłem wojsko i policję do Kościoła, gdziekolwiek się pojawię, żołnierze lub funkcjonariusze starają się mnie uhonorować — szablą czy proporcem.

Ksiądz czuje wyjątkową sympatię do armii. Skąd się wzięła?

Chciałem zostać wojskowym.

Marzenie z dzieciństwa?

Tak. Wychowywałem się u boku rotmistrza — zawsze był dla mnie wzorem. Po wojnie zastrzelił go milicjant. Odechciało mi się wojska.

Ale ksiądz prałat ma też inne zamiłowania — choćby dobrą kuchnię.

Odpowiednią etykietę również wyniosłem z rodzinnego domu.

Czy to się przenosi na organizowane przez księdza spotkania, bankiety, rauty?

Na pewno. Osobiście dbam o potrawy czy wystrój. Można mieć bardzo dużo pieniędzy i urządzić taką chałturę, że potem się człowiek tylko wstydzi... To się tyczy również organizacji i wystroju kościołów. Z własnej inicjatywy pobudowałem 15 kaplic — wojskowych, więziennych, szpitalnych, policyjnych. Nakłoniła mnie do tego sytuacja w latach 80. To moje główne hobby! Oczywiście dziś byłoby to trudniejsze niż przed rokiem 90. Za dużo papierkowej roboty, uzgodnień... Przeszkadzają i tacy, którzy nie powinni być dzisiaj w policji, wojsku, tylko pracować jako kolejarze — przestawiać tory! Żyją starym systemem! To komuna w innym wydaniu! Do nich demokracja jeszcze nie dotarła. Przypodobali się SLD, by utrzymać się na stołkach. Bywa, że komendant, trzymający w ryzach podwładnych, narzuca im swój ateizm. To są sprawy nie do przyjęcia! To świadczy o przegranej procesów dekomunizacji i demokratyzacji państwa.

A do Kościoła katolickiego demokracja już dotarła? Może jej przejawem było np. odstąpienie od postu w wigilię Bożego Narodzenia?

To nie jest absolutnie przejaw demokracji. Te zmiany wprowadził Sobór Watykański II. Na Zachodzie wcielono je w życie od razu. A ksiądz kardynał Wyszyński był temu przeciwny. Chciał, by te wytyczne zastosować etapami — m.in. wprowadzono formułę odprawiania mszy twarzą do ludzi, zastąpienie w liturgii łaciny językiem polskim. Zniesienie postu nie jest objawem demokracji, bo gdyby demokracja weszła do Kościoła, to nawet nie chcę myśleć, co by się stało... Są kanony, które należy respektować i szanować. Nie posunęliśmy się zbyt daleko w zmianach soborowych. Dalece głębiej uczyniła to na przykład Holandia. Poszła bardzo daleko. Za daleko. Dzisiaj Kościoły na Zachodzie cierpią. Laicyzacja toczy społeczeństwo. Tam Kościół jest zamknięty, ludzie mu nie ufają.

Nie sądzi ksiądz, że w Polsce też już widać przejawy laicyzacji?

Ale one mają inne podłoże! Ludzie żyją w nędzy! W Polsce jest straszna bieda. I wierni inaczej reagują na rzeczywistość. Oskarżają hierarchię kościelną o pomnażanie grzechu — bo zabraniamy tańczyć w piątek... Ponadto ciągłe ataki na Kościół ze strony libertyńskiej lewicy robią swoje. Najbardziej szkoda mi młodzieży. To wszystko jest niepotrzebne!

Ksiądz wraz z „Solidarnością” budował w Polsce demokrację, stał w szpicy wszystkich przemian. Mamy wolny rynek, kapitalizm... Tak to miało wyglądać?

To nie tak, jakbym sobie wymyślił. Demokracja, którą mamy w Polsce, może zjeść człowieka, a nie człowiek ją. Dlatego należy ją kontrolować i poprawiać. To musi być system mądry, rozsądny, racjonalny i odpowiedzialny, bo w przeciwnym razie będzie bardzo szkodliwa. Podgryzie zdrowe korzenie społeczne, narodowe. Ostrożnie z demokracją! Bo my, Polacy, się nią zachłysnęliśmy! Każdy uważał, że w demokracji może lekceważyć prawo, zasady moralne, własność, tradycję i patriotyzm! Uwaga! Bo nastąpi przesyt, ludzie zawołają: dlaczego on ma, a ja nie mam?! I może dojść do niektontrolowanego wybuchu lub anarchizacji życia społecznego!

Większego niż na początku lat 80.?

Większego.

Jak tego uniknąć?

Każdemu dać do kieszeni.

Ale ci, którzy mają, raczej niechętnie dają tym, którzy potrzebują.

Społeczeństwo nie ma pieniędzy i siedzi w domu. Ale nie jest głupie! Biedni ludzie mają telewizory i widzą wszelkie dobra. Nie mają nawet na suchy chleb, a patrzą na luksusy. Codziennie mam tu kolejki ludzi, którzy przychodzą po pomoc, po paczki na święta. Dużo dla nich zrobiłem. Dużo daję. Ale jest pewna granica...

Media interesują się księdza mercedesem, zapraszanymi gośćmi, a niewiele się mówi o działalności charytatywnej księdza. Dlaczego? Ksiądz prałat nie chce o tym mówić?

Ludzie widzą, co chcą widzieć. Nie chce się tego nagłaśniać, by ksiądz Jankowski nie wyskakiwał przed szereg. Ja się tym nie przejmuję. Nie robię tego dla siebie, tylko dla ludzi, dla Gdańska. Teraz czekam na lekarstwa wartości 800 tys. USD. I nie z myślą, aby ktoś napisał, powiedział. Byleby ludziom pomóc, bo są w strasznej biedzie... Moim największym marzeniem jest dziś otwarcie i organizacja gdańskiego szpitala przy ul. Łąkowej. W roku 1945 państwo przejęło ten katolicki szpital jako mienie poniemieckie i oddało Akademii Medycznej. Nikt wtedy nikomu nie płacił Dzisiaj państwo stara się na nim zarobić. Chcieli 15 mln złotych, ale zeszli do 7 mln. Uważam, że to i tak złodziejstwo! Po roku 1989 r. tony leków i sprzętu stamtąd gdzieś się rozpłynęły. Poszły w ludzi — jak ja to mówię. Kto to zrobił, roztrwonił? Nie dociekam, choć wiem. Dzisiaj chciałbym, aby to był szpital dla biednych. Co najmniej raz w tygodniu chcemy leczyć za darmo.

A tyle się mówi o księdza układach i znajomościach. Nie powinno być żadnych problemów.

Dla mnie każdy Polak jest znajomym. Nie liczę na znajomości. Nie mam też specjalnych układów.

I nigdy ksiądz prałat nie odczuł, że ktoś chce wykorzystać jego znajomości do rozwiązywania własnych problemów?

Staram się każdemu pomóc. Ale to przypadki indywidualne. Przychodzą do mnie np. osoby chore na raka — po dokładnej analizie odsyłamy na leczenie. To są ogromne nakłady finansowe, koszty leczenia. Ale ja wiele nie potrzebuję. Rodziny nie mam, żony nie mam. Pomagam ludziom. Na przykład w stanie wojennym wielu dopomogłem wyjechać za granicę. Ale co to dało? Nic. Ci ludzie ciężko tam harują — na kiepskich warunkach. Byłem w Ameryce i widziałem, jak dwunastu Polaków strzyże trawę — vis-á-vis siedział na fotelu i palił cygaro elegancko ubrany Murzyn. Oczywiście żadna praca nie hańbi, ale trzeba mieć godność! Dlatego jestem bardzo negatywnie nastawiony do Ameryki. Ona jeszcze nikomu nic nie dała!

Ksiądz wspomniał o granicy dobroczynności. Gdzie ona leży? Kiedy ksiądz mówi: dość!

To nie tak. Jeszcze się nigdy nie wycofałem. Bieda ludzka stale narasta. Staram się posuwać coraz dalej i jeszcze nie dotarłem do tej granicy. Jest dużo do zrobienia. Na przykład w szpitalu reumatologicznym w Sopocie. Przepiękny jest! Jestem tam prezesem zarządu fundacji i czuwam nad rozwojem tej placówki. Odremontowaliśmy go. Budujemy tam baseny kąpielowe dla rehabilitacji. Pacjent wchodzi obolały, a wychodzi uzdrowiony — jak z rzeki Jordan.

Taki szpital działa w warunkach rynkowych i przynosi dochody?

Tak. Takie, że jesteśmy w stanie go remontować.

Skąd u księdza taka przedsiębiorczość, kapitalistyczne zachowania?

Może stąd, że moi rodzice byli przedsiębiorcami? Ojciec był kupcem, mama prowadziła salon kosmetyczny w Starogardzie Gdańskim. Rodzina ze strony ojca miała sklepy m.in. w Elblągu, Lubawie, Brodnicy. Dziadek zaś był dworskim fryzjerem Wilhelma II, rezydował w Gdańsku. Zatem można powiedzieć, że „mam to w genach”. Ale to nie kapitalizm — to po prostu zdrowy rozsądek.

Ksiądz jest biznesmenem.

Nie! Ale jak ktoś mnie tak nazywa, to mnie to schlebia! Z ubogim nikt nie chce rozmawiać, a z bogatym — każdy.

Jak ksiądz postrzega świat biznesu w Polsce?

Z jednej strony każdy chce się szybko dorobić! Stąd wiele nadużyć. Nikt nie patrzy na prawo, tylko na lewo: muszę mieć szybko, pokazać się! Stąd rauty, spotkania na pokaz. Oczywiście takie meetingi są potrzebne, ale — powtarzam — nie na pokaz. Powinny się odbywać w wąskim gronie. Z drugiej strony, cieszę się, że są ludzie, którzy wykorzystują bogactwo i umiejętności przedsiębiorcze do pomocy biednym. Przekazują mi dary dla najbiedniejszych, pomagają realizować inne dzieła. Mam z nimi kontakt od wielu lat — i mogę im tylko podziękować.

Jakie tematy poruszy ksiądz prałat, wygłaszając homilię na tegorocznej pasterce?

Jeszcze o tym nie myślałem, ale z pewnością sięgnę do danych statystycznych. Powiem, ile pieniędzy się marnuje w państwie. Trzeba o tym głośno mówić! Nasz parlament jest chory, rząd zżera gangrena! Brak moralności, uczciwości! Korupcja!

Święta Brygida to patronka tutejszej parafii, ale jest też patronką Europy. Najbliższa Wigilia będzie jednocześnie ostatnią przed wejściem do UE. Następną będziemy celebrowali już we wspólnocie...

A nie jestem przekonany, czy wejdziemy i czy będziemy rzeczywiście członkiem wspólnoty... Osobiście jestem temu przeciwny! Unia zrobi z nas niewolników i ogołoci z resztek majątku narodowego! Uważam, że to będzie zarzewie konfliktów i ciężkiej walki o przetrwanie. Na spotkaniu z władzami powiedziałem, że Europa już chyba zapomniała, że polska partyzantka była zawsze najlepsza... I politycy coraz częściej mówią, że takie stanowisko jest bardziej bliskie prawdy, a ja się nie wycofam! To niebezpieczny proces! Bo Polacy będą bici po grzbiecie i będą na kolanach uciekać z Unii! Jeśli w przeddzień wejścia do Europy Francja i Niemcy zaczynają nam dyktować, co mamy robić, to ja widzę to bardzo czarno... Dlatego, jako kapłan, będę negował integrację europejską! To nie droga dla młodego pokolenia Polaków.

Ale nie starczy księdzu sił, by powstrzymać procesy, które trwają od kilku lat.

Będziemy próbowali do końca! Do maja można jeszcze dużo zrobić! Cieszę się, że w naszym parlamencie coraz częściej pojawiają się rozsądne głosy. Bo nam się narzuca pewne schematy zachodnie, niemieckie i francuskie. A proszę popatrzeć: Francja była córką Kościoła — i co się z nią stało? Jest dzisiaj jego wrogiem!

To co mamy robić?

Gdybym był w parlamencie, a szkoda, że księża nie zasiadają w parlamencie, zdecydowanie podkreślałbym i walczyłbym z tym zagrożeniem. Musimy ratować Polskę! Chociażby nasz ogromny majątek. Dlaczego tego nie oddać ludziom?

Majątek — w jakim sensie?

Ten niewykorzystany! Oddać za symboliczną złotówkę i pozwolić ludziom gospodarzyć! Stać nas na to, żebyśmy się sami wyżywili. Polacy na pewno by się wzięli do roboty. Ale bez zaplecza finansowego, organizacyjnego nic nie wyjdzie. Banki nasze — „nie nasze” są fatalne, nieudolne, wręcz wrogie dla polskiego biznesu... Wpuszczamy obcy kapitał, a nasz się nie rozwija. Nie ma odpowiednich możliwości kredytowania. Uważam działania pana Balcerowicza za zbrodnicze przeciwko polskiemu biznesowi. Nie tędy droga! Sądzę, że bardzo źle postępuje — i naród go kiedyś rozliczy! Ten naród, który tyle wycierpiał, rozdarty przez Zachód i Wschód —wciąż cierpi! I powinniśmy bardziej patrzeć na polski interes narodowy niż na sprawy innych państw zachodnich, które nieraz już nas oszukały i robią to nadal!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Gromkowski, Wojciech Surmacz

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / To ostatnia Wigilia?