Toruń i Bydgoszcz dostaną 340 mln zł na spalarnię śmieci

AJ
opublikowano: 02-03-2011, 00:00

Miasta kujawsko-pomorskiego przetrą podobnym projektom szlak do unijnego dofinansowania.

Miasta kujawsko-pomorskiego przetrą podobnym projektom szlak do unijnego dofinansowania.

Bydgoszcz i Toruń zbudowały sojusz ponad podziałami i wybudują wspólnie spalarnię śmieci. W czwartek podpiszą umowę o dofinansowanie inwestycji, dzięki czemu na projekt wart ponad 600 mln zł z Brukseli popłynie 340 mln zł. Wkrótce odpowiedzialna za niego spółka Pronatura (jej udziałowcem jest w 100 proc. Bydgoszcz) ogłosi przetarg na przygotowanie dokumentacji inwestycji, której realizacja w trybie zaprojektuj i wybuduj wystartuje w połowie 2012 r.

— Prace zakończymy w 2013 r., a odpady spalarnia zacznie przyjmować w 2014 r. Dzięki inwestycji Toruń i Bydgoszcz będą miały wspólny system gospodarki odpadami. Współpraca ma również wymiar symboliczny, bo wcześniej różnie się układało — tłumaczy Michał Zaleski, prezydent Torunia.

Bydgosko-toruński projekt przetrze szlak do dofinansowania 17 innym inwestycjom w spalarnie śmieci, które czekają na liście projektów kluczowych programu Infrastruktura i Środowisko.

— Wkrótce podpiszemy umowę na spalarnie w Krakowie, a za dwa — trzy miesiące na projekt w Koninie. W kolejce czeka też podobny projekt z Olsztyna — wyjaśnia Adam Zdziebło, wiceminister rozwoju regionalnego.

Na zakład termicznego unieszkodliwiania odpadów w Krakowie Bruksela wyłoży 385,5 mln zł. Całość jest warta 782 mln zł. Spalarnia konińska do tej pory była na liście rezerwowej. W poniedziałek wskoczyła jednak na listę projektów, które kasę z UE dostaną w pierwszej kolejności. Dzięki temu projekt wart 207 mln zł dostanie 155 mln zł dofinansowania.

— Stało się tak, bo projekt z Konina jest gotowy do procedur przetargowych. Jako jeden z nielicznych uniknął bowiem oprotestowania decyzji środowiskowych, które powinny być wkalkulowane w harmonogramy inwestycji w spalarnie — wyjaśnia Krzysztof Siwek, dyrektor departamentu przygotowania projektów indywidualnych w resorcie rozwoju.

Takiego szczęścia Bydgoszcz i Toruń nie miały.

— W tym przypadku protesty decyzji środowiskowych wydłużyły procedury o rok. Ponieważ potem takie same problemy miały inne projekty i tak okazał się liderem — wyjaśnia Krzysztof Siwek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AJ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu