Tracę wiarę we wzrost portfela

Anonimowy Inwestor
25-02-2002, 00:00

Wraz z powrotem zimy, chłodem powiało także na warszawskim parkiecie. Chcąc, nie chcąc, musiałem zrewidować swoje optymistyczne nastawienie co do perspektyw wzrostu rynku. Jeszcze do niedawna nie zauważałem silnego związku między fundamentalnymi przesłankami do wzrostów bądź spadków cen akcji a rzeczywistym zachowaniem kursów giełdowych spółek. Ostatnio publikowane raporty za IV kwartał 2001 r. zdają się jednak potwierdzać korelację między złymi wynikami a następującymi po nich spadkami wartości walorów. Wciąż jednak nie jest dla mnie jasne, dlaczego tylko negatywne wiadomości wpływają adekwatnie na notowania, natomiast pozytywne nie znajdują przełożenia na wzrost cen akcji.

Jestem bardzo rozczarowany spadkami, jakie dotknęły ostatnio PGF. Najgorsze jest jednak to, że nie mam pojęcia, dlaczego walory tej spółki z dnia na dzień tanieją. W 2001 r. firma dokonała restrukturyzacji, czego widocznym efektem jest bezprecedensowa redukcja straty netto. W 2001 r. PGF wypracował 16 mln zł zysku netto, podczas gdy w 2000 r. grupa zanotowała 109 mln zł straty. Inwestorzy zdają się jednak tego nie dostrzegać — zamiast entuzjastycznej reakcji i szału zakupów, kurs PGF spadł w ciągu dwóch tygodni o blisko 5 proc. Dla porównania, producent kas fiskalnych Elzab zakończył 2001 r. stratą netto na poziomie 1,6 mln zł. Poprzedni rok był dla technologicznej spółki jeszcze gorszy, bo wynik netto wyniósł minus 11 mln zł. Można by wyciągnąć wniosek, że w przeciwieństwie do akcjonariuszy PGF, inwestorzy posiadający papiery Elzabu nie mają się z czego cieszyć. Tymczasem to właśnie Elzab należy do liderów giełdowych wzrostów. Podczas ostatnich dwóch tygodni jego kurs zyskał już blisko 20 proc. i nadal rośnie. Moim zdaniem, z jakąkolwiek logiką ma to niewiele wspólnego.

Do niedawna należałem do grona inwestorów, którzy wierzyli, że indeks WIG 20, zbliżywszy się do granicy 1500 punktów, lada dzień przebije opór ustanowiony na tym poziomie. Spodziewałem się, że gdy tylko to nastąpi, wyzwolona zostanie jeszcze silniejsza fala wzrostowa. Było już na prawdę blisko, jednak ostatecznie złe wyniki finansowe spółek odebrały resztki odwagi nawet największym optymistom, takim jak ja.

Chyba będę zmuszony zdjąć różowe okulary. Nabieram bowiem przekonania, że w perspektywie kilku tygodni nie zanosi się na powrót popytu na GPW. Po prostu nie ma ku temu dostatecznie silnych przesłanek. Z drugiej jednak strony już tak często rynek zaskakiwał wszystkich, że całkowitej pewności nie mam. Wydźwięk większości komentarzy jest zdecydowanie pesymistyczny — analitycy prognozujący powrót hossy są w zdecydowanej mniejszości. Mimo to jestem święcie przekonany, że mój portfel jest niemal idealny. Mam trzy firmy reprezentujące różne branże, a wszystkie bądź osiągnęły satysfakcjonujące wyniki w 2001 r., bądź ich wypracowanie jest spodziewane. Za kilka dni Sokołów poda poziom przychodów i wynik netto, ale z lektury raportu analitycznego BDM PKO BP wniosek płynie prosty — spółka zaliczy 2001 r. do jednego z najbardziej udanych. Tylko co z tego? Przykład PGF świadczy, że wcale niekoniecznie dobry wynik Sokołowa oznaczać będzie dla mnie zysk z inwestycji portfelowej. Na wszelki wypadek zacząłem więc studiować prawa rządzące rynkiem instrumentów pochodnych. W przypadku głębokiej bessy wcale nie zamierzam salwować się ucieczką z rynku kapitałowego. Pierwsza przygoda z kontraktami terminowymi z września 2001 r. zakończyła się co prawda klęską, ale jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anonimowy Inwestor

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Tracę wiarę we wzrost portfela