Transylwania Pawła Reka

Wysłuchała Danuta Hernik
30-08-2018, 22:00

Dyrektor generalny Amadeus Polska stał się admiratorem i propagatorem tego regionu. Podróżował z dziećmi, bo — choć mało popularny — nie jest to kierunek wymagający przygotowań. Samoloty latają do Bukaresztu i Kluż-Napoki. A wrażenia? Warte podróży.

Paweł Rek

Wyświetl galerię [1/5]

Siedmiogród. Średniowieczny zamek obronny w Branie, Braszów i Sybin — zaliczane do najpiękniejszych rumuńskich miast — wspaniała przyroda... Transylwania słusznie jest uważana za turystyczną perełkę. FOT. ARCHIWUM PRYWATNE PAWŁA REKA

Z zawodu archeolog, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Dyrektor generalny firmy Amadeus w Polsce i dyrektor regionalny w Europie Środkowo-Wschodniej. W Amadeus Polska odpowiada m.in. za relacje z partnerami i inwestorami, dalszy rozwój firmy i oferowanych technologii IT oraz za operacje finansowe i HR. Wcześniej w Carlson Wagollit Travel prowadził międzynarodowe projekty, w tym start-upy. Tata trójki dzieci, podróżnik prywatny i służbowy.

Transylwania, inaczej Siedmiogród, to przede wszystkim góry. Tam nie jeździ się szybko, bo to jednak serpentyny. Po drodze lasy, wioski i miasteczka, no i góry po horyzont. Dzikie, piękne i bardzo ciekawe. Kolory tych gór... To robi wrażenie. Wszechobecna przyroda, dzika. Bardzo mało ludzi. Krajobraz jest naturalny, okolice nieskomercjalizowane, nie ma tam nic „plastikowego”.

Dla mnie — poza przyrodą i związanymi z nią widokami — wielką atrakcją Transylwanii są zabytkowe miasta i niezliczone warownie na wgórzach, mnóstwo ufortyfikowanych klasztorów na skałach, które broniły dostępu niewiernym.

Siedmiogród to kraina w środku Rumunii, odgrodzona od reszty świata pasmami Karpat. Przez wieki zajmowana przez wszelkiej maści najeźdźców i osadników: po Rzymianach przyszli Germanie, po nich, w IX-X w., plemiona węgierskie, a od XII w. kolonizowana była przez Sasów, którzy zakładali swoje miasta. W XV w. zaatakowana przez imperium osmańskie, by w XVII w. z rąk tureckich przejść pod panowanie Habsburgów. Po I wojnie światowej i rozpadzie Austro- -Węgier Siedmiogród w 1918 r. stał się częścią Rumunii. Węgiersko-rumuńskie perturbacje, m.in. zabiegi Węgrów o odzysknie tych ziem, przybierały różne, czasem drastyczne formy, szczególnie w czasie II wojny światowej. Ostatecznie jednak Transylwania pozostała w Rumunii i jest perłą turystyczną kraju.

Ludzie i ich kultura. Rumuni są bardzo serdeczni, sympatyczni. Bardzo pomocni. Kiedy pozna się ich bliżej, widać, że mają serce na dłoni. Ludzi, którzy przyjeżdżają do nich, biorą poważnie ich kulturę, traktują niezwykle serdecznie. Są szczęśliwi, że ktoś interesuje się ich krajem. Bardzo wyraźnie widać różnicę w standardzie życia w Bukareszcie i poza nim. Sporo inwestycji w infrastrukturę, w renowację zabytków idzie z funduszy unijnych. Rumunia się zmienia. Bardzo zmienia się Bukareszt, odnawia się wiele zabytków, które są przywracane do życia obok komunistycznych, monumentalnych budowli tego miasta. To samo widziałem w Braszowie czy w Sighisoarze i po drodze. Rumuni starają się, żeby ich kraj był coraz bardziej atrakcyjny dla turystów.

W Rumunii bardo docenia się kulturę ludową. Tak też było przed wojną i w latach komunistycznych. Poświęca się jej programy telewizyjne, imprezy plenerowe, buduje się skanseny, tworzy programy edukacyjne. Wszędzie jest mnóstwo rękodzieła — ceramika, tkaniny, wyroby drewniane. Mnie najbardziej podobają się obrazki malowane na szkle. Myślę, że kultura ludowa, która cały czas żyje, pełni funkcję jakby mitu założycielskiego narodu. Rumuni musieli przez wieki walczyć o swoją tożsamość narodową w wielokulturowym społeczeństwie zdominowanym przez Niemców albo Węgrów czy Turków... W historii było wiele powstań zbrojnych na tle narodowościowym. Kultura ludowa wydaje się elementem, który identyfikuje i jednoczy Rumunów.

To zwyczajny europejski kraj, chociaż widać kontrasty. Widać je również np. na drogach i w miastach, najbardziej w Bukareszcie. Na jednym parkingu stoją luksusowe samochody i stare, rozsypujące się dacie. Tak samo jest z taksówkami. Stare dacie wożą klientów za 1,20 leja, a lepsze auta, tzw. taksówki vipowskie, już cztery razy drożej.

Tropem Drakuli. Zamek w Branie pokazywany jest turystom jako siedziba Vlada Tepesa, zwanego Palownikiem, hospodara wołoskiego. W czasie najazdu Turków na ziemie wołoskie w 1462 r. przygotował na powitanie wojsk sułtańskich makabryczną niespodziankę w postaci nabitych na pal jeńców tureckich. Długi szpaler pali ustawionych wzdłuż drogi przeszedł do historii jako Las Pali i przysłużył się powstaniu przydomku Palownik. Natomist imię Drakula Vlad odziedziczył po ojcu (drakul — diabeł). Wychowany w niewoli u Turków, którzy podstępnie zgładzili jego ojca i brata, Vlad darzył ich nienawiścią i zwalczał bezlitośnie.

Historię, a właściwie legendę, Drakuli przez lata tworzyli jego polityczni adwersarze, opisując popełnione i domniemane czyny Vlada. Cokolwiek zrobił za życia, opisy jego zbrodni przerastały rzeczywistość, liczby zamordowanych podawano absurdalnie wysokie. Legenda rosła, w końcu przekroczyła granice i rozlała się aż po Rosję. W XIX w. ożyła ponownie za sprawą książki „Drakula” irlandzkiego pisarza Brama Stokera. Powieść inspirowana legendą Vlada Palownika opisuje transylwańskiego hrabiego, wampira Drakulę. Postać pojawiła się poźniej w filmach fabularnych, a nawet w animacjach dla dzieci. Stała się nie tylko wampiryczną ikoną w kulturze masowej, ale też wielką atrakcją Transylwanii, ojczyzny Drakuli.

Dwa zamki wspomnień. Średnowieczny zamek obronny w Branie wygląda imponująco. Stoi na wysokiej, stromej skale, wieżami dziobiąc chmury. Przez tę dramaturgię bardzo pasuje do legendy o hrabim wampirze. Nie był jednak prawdziwą siedzibą Drakuli, chociaż wewnątrz znajdują się nawiązania do pierwowzoru najpopularniejszego wampira. Właścicielami zamku były rodziny książęce i królewskie — od Krzyżaków przez Sasów po władców Austro-Węgier. Od 1920 r. służył za letnią rezydencję królowej Rumunii, Marii.

Siedziba została odrestaurowana i urządzona przez królową. Architektura zamku pozostaje oryginalna, jednak wyposażenie wnętrz pochodzi już z różnych epok. Obecnie właścicielem zamku jest dziedzic Habsburgów, a obiekt jest jedną z największych atrakcji turystycznych Rumuniii — rocznie odwiedza go pół miliona turystów. W sezonie trzeba postać chwilę w kolejce do wejścia.

Mieszkaliśmy w Branie, w pensjonacie dosłownie na przeciwko zamku, i widzieliśmy go z balkonu. Kiedy przyjechaliśmy do miasta, przywitała nas burza, co dodało nie tylko atmosfery grozy, ale wzbogaciło nas o dodatkowe przeżycia — mały, wynajęty samochód wspinał się na wzgórze, a żwirowa nawierzchnia uciekała w ulewie spod kół i bałem się, że zmyje nas potok, który powstał na drodze.

Bran tkwi w głębi Karpat. Słowo bran znaczy brama, a miasto i zamek strzegą przełęczy poniżej.

Około 20 km na północ od miejscowości Curtea de Arges stoją na wzgórzu ruiny innego zamku, XIII-wiecznej warowni Cetatea Poienari (Zamku Poienari). Według ludowej legendy, a także części historyków, jest to właśnie pozostałość zamku Drakuli. Tam też zwiedzających, którym udało się wspiąć na górę, witają kukły nabite na pal. Największe wrażenie robi jednak widok z ruin murów na dolinę i góry.

Piękne miejsca. Największe miasta Transylwanii to Kluż-Napoka (Cluj-Napoca), Braszów, Sybin i Tirgu Mures. Nie wolno pominąć Sighisoary, gdzie urodził się Vlad Palownik i można zobaczyć jego dom. Pozostał tam jeden z najpiękniejszych i najlepiej zachowanych średniowiecznych zespołów miejskich w Europie Środkowo- -Wschodniej, starówka wpisana na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Stoi tam jeszcze budynek niemieckiej szkoły i sporo pozostałości architektury po niemieckim osadnictwie.

Punktem orientacyjnym jest wieża zegarowa z XVI w., w której mieści się muzeum historyczne. Są też — oczywiście — mury obronne z basztami i bramami miejskimi i liczne stare kościoły.

Jedno z najpiękniejszych miast Transylwanii to Braszów. Z gotyckim ratuszem na głównym placu i wieżą strażniczą. Rynek otoczony jest starymi kamieniczkami. Opodal widać sylwetkę Czarnego Kościoła, którego budowę rozpoczęto w latach osiemdziesiątych XIV w., a zakończono w XVI — po drodze był dewastowany przez Turków. Mury sczerniały po pożarze pod koniec XVII w.

W Braszowie jest też najwęższa uliczka w Europie, ulica Sznurowa. Jej szerokość to 1,3 m. Zachowały się fragmenty starych fortyfikacji, murów obronnych. Z siedmiu miejskich baszt najlepiej zachowana jest Baszta Tkaczy z XVI w.

Na górze Tampa, na którą można wjechać kolejką linową lub wejść pieszo, jest rezerwat, w którym żyją m.in. niedźwiedzie. Ze szczytu rozciąga się piękny widok na miasto.

A propos niedźwiedzi — jest u podnóża Karpat rezerwat (Libearty Bear Sanctuary). Miejsce, gdzie żyje kilkadziesiąt tych zwierząt. Są wyzwolone z niewoli i ulokowane w warunkach najbardziej zbliżonych do naturalnych. Nawiasem mówiąc, w Rumunii żyje największa w Europie populacja dzikich niedźwiedzi brunatnych.

Mięso i wino. Jedzenie można znaleźć na każdą kieszeń, całkiem dobry nocleg — za niewielkie pieniądze. Jestem miłośnikiem kuchni bałkańskiej, i to, co tam jadłem, z reguły mi odpowiadało: baranina, danie jak nasze gołąbki w kapuście, podawane z kwaśną śmietanką, różne mięsa z grilla, dość bogato przyprawione. Lokalna kuchnia jest bardzo dobra. Jedyny raz jadłem stek z niedźwiedzia. Do tego rumuńskie wino — można trafić średnie i wybitne, to także kwestia ceny.

Hotel czterogwiazdkowy z basenem, pokój trzyosobowy w Sighisoarze, kosztował jakieś 50 euro za noc. Podobnie w Bukareszcie.

Czeka na mnie jeszcze wyprawa do delty Dunaju, z jej przyrodą, siedliskami ptaków... To w całości rezerwat, również na liście dziedzictwa UNESCO.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wysłuchała Danuta Hernik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Transylwania Pawła Reka