Trio prezydenckie

Jacek Zalewski
09-02-2007, 00:00

Jeśli dziś piątek, to jaki minister będzie zmieniany? Gdy pisałem te słowa, na kolejne zmiany kadrowe w rządzie się nie zanosiło, ale nim słońce zajdzie — nie wiadomo. W każdym nie tylko opinia publiczna i media, ale nawet politycy z najwyższej półki PiS do tej pory nie mogą wyjść z zaskoczenia po zawierusze kadrowej z ostatnich dni.

Zmiany w kluczowych resortach politycznych i siłowych doprowadziły nie tylko do ich „odzyskania” przez IV RP — choć trudno tak klasyfikować przypadek MSWiA — ale do odtworzenia kategorii resortów prezydenckich. MSZ, MON i MSWiA są obecnie obsadzone przez ludzi bezpośrednio związanych z prezydentem Lechem Kaczyńskim, a nie premierem Jarosławem — czyli Annę Fotygę, Aleksandra Szczygłę i Janusza Kaczmarka. Tym samym wyszła na jaw idealna zgodność w stylu zarządzania między adwersarzami — obecnym prezydentem oraz jego imiennikiem Lechem Wałęsą. Dawną i dzisiejszą głowę państwa dzieli przepaść wzajemnej niechęci, ale łączy pragnienie posiadania na kluczowych stanowiskach bezwzględnie wiernych i dyspozycyjnych wykonawców poleceń.

Między braćmi Kaczyńskimi nie ma żadnego konfliktu o rząd dusz (rządowych), potwierdziła się jedynie ich specjalizacja, zauważalna już w filmie „O dwóch takich, co ukradli księżyc”. Jarosław był i jest tym, który stwarza wizję, ale pozostaje samotnikiem. Tym, któremu zdecydowanie lepiej wychodzi skupianie ludzi wokół generalnej linii i który przez lata stał się frontmanem braterskiej firmy politycznej, jest oczywiście Lech. Wystarczy przypomnieć, kto na samym początku „dał twarz” Prawu i Sprawiedliwości, kto wreszcie wystartował po prezydenturę. Gdyby do tego wszystkiego przybrał się Jarosław — osiągnąłby efekty wyborcze na poziomie jego dawnego Ruchu Odbudowy Polski, czyli szczątkowe.

Nietypowa pozostaje sytuacja ministra Zbigniewem Ziobry. Teoretycznie jest on od lat człowiekiem prezydenta, ale kiedy odbierał tytuł Człowieka Roku 2006 tygodnika „Wprost” — którą to uroczystość zaszczycili obecnością obaj bracia — swoje wiernopoddańcze „łubudubu” rodem z „Misia” skierował najpierw do premiera Jarosława, a dopiero potem do prezydenta Lecha. To było niezwykle charakterystyczne i spryciarskie — najpierw wychwalił bezpośredniego szefa, a w drugiej kolejności historycznego nauczyciela.

Niestety, dla ich siły przebicia, a na szczęście, jeśli się weźmie pod uwagę możliwość czynienia szkód — bracia Kaczyńscy nie są bezpośrednimi patronami ministrów bloku gospodarczego, no, może z wyjątkiem Wojciecha Jasińskiego. Szefowie resortów w tej części gabinetu pochodzą głównie z naboru Kazimierza Marcinkiewicza, z wyjątkiem Zyty Gilowskiej, której przechwycenie poczytuje sobie za osobistą zasługę Jarosław Kaczyński. Część doszła z całkowitego przypadku, w następstwie kontraktów koalicyjnych. Mimo tak ogromnej niespójności kadrowej i braku jednolitej wizji rozwojowej polska gospodarka jednak trwa — co wypada uznać za cud.

No, dobrze, ale zmiany kadrowe także w resortach gospodarczych podobno są nieuchronne, zatem ponowimy pytanie — jeśli dziś piątek, to…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Trio prezydenckie