Trochę większy wysiłek popłaca

Dorota Gąsowska
opublikowano: 05-06-2006, 00:00

Programy strukturalne to nie jedyna droga do dotacji unijnych. Komisja Europejska przedstawiła propozycje programów wspólnotowych.

Budżet UE na lata 2007-13 wynosi 864,3 mld EUR. Są w nim pieniądze przekazywane do beneficjentów w poszczególnych państwach, m.in. poprzez programy strukturalne. Są też środki, które Unia przeznacza na swój ogólny rozwój i w postaci programów wspólnotowych kieruje do wszystkich krajów członkowskich.

Non profit

Komisja Europejska (KE) przedstawiła propozycje programów wspólnotowych na lata 2007-13. Po te środki mogą sięgnąć m.in. samorządy, organizacje pozarządowe, placówki szkoleniowe i naukowe, służba zdrowia, spółdzielnie mieszkaniowe i przedsiębiorstwa.

— Wyodrębnienie tych programów ma sens, bo porządkuje myślenie na temat unijnych pieniędzy: fundusze strukturalne to programy operacyjne skuteczne w skali krajowej, natomiast programy wspólnotowe narzucają myślenie w skali ogólnounijnej — tłumaczy Katarzyna Gniazdek, prezes DGE Bruxelles.

Pojawiają się głosy, iż przygotowanie projektów wymaga specjalistycznej wiedzy. Według KE, takie opinie są nieuzasadnione.

— Świadczą o tym choćby liczne przykłady udanych projektów przygotowanych przez małe grupy, których celem było rozwiązanie problemów konkretnych społeczności lokalnych. Ważne jest zapoznanie się z celami, na które mogą być przeznaczone środki i właściwy dobór programu do planowanego przedsięwzięcia — mówi Anna Zalewska-Urbańczyk z biura prasowego Reprezentacji Komisji Europejskiej w Polsce.

Kłopotliwy język

Programy wspólnotowe mogą być uzupełnieniem programów strukturalnych. Dzięki nim można uzyskać dodatkowe wsparcie finansowe, nawiązać kontakty, zacieśnić współpracę z partnerami realizującymi analogiczne projekty, i zwiększyć swoje szanse na udział w następnych projektach. Mimo to w Polsce nie cieszą się zbyt dużą popularnością.

— Barierą może być język. Projekty należy bowiem przygotować w języku angielskim, gdyż najczęściej są bezpośrednio kierowane do KE i przez nią rozpatrywane. Równocześnie fakt, iż projekty ze wszystkich krajów członkowskich są oceniane w skali całej Europy przez jedną instytucję, oznacza, że konkurencja między potencjalnymi beneficjentami jest ogromna — mówi Katarzyna Pawlikowska, koordynator projektów w Biurze Programów Zagranicznych Akademii Ekonomicznej w Krakowie.

Kolejnym problemem jest brak pewności, że dany projekt rzeczywiście uzyska dofinansowanie.

— Pieniądze w programach operacyjnych są konkretnie rozdzielane między regiony, wiadomo, jaki jest ich budżet i kto na jaką dotację może liczyć. Łatwiej je otrzymać — mówi Halina Dobosz z departamentu polityki regionalnej i funduszy strukturalnych w podlaskim Urzędzie Marszałkowskim.

Doświadczeni górą

Przy podziale pieniędzy powinny być zachowane proporcje geograficzne, ale rzeczywistość jest czasem inna. Na przykład we Francji, Włoszech i Hiszpanii działają firmy, które od lat zajmują się przygotowywaniem projektów. Co więcej, mając dobry projekt, który już wygrał konkurs, w następnym roku łatwiej jest znów sięgnąć po dotację. Również dlatego polskim firmom czy samorządom trudniej się przebić.

— Samodzielne startowanie w wyścigu o pieniądze w programach wspólnotowych jest trudne. Unia zaleca tworzenie tzw. konsorcjów składających się co najmniej z trzech instytucji. Jednak i tu pojawia się problem: trudności ze znalezieniem odpowiednich partnerów, którzy będą chcieli włożyć ogrom pracy i poświęcić swój czas na przygotowanie projektu, którego los nie jest pewny — mówi Katarzyna Pawlikowska.

Często pojawia się też problem rozbieżności między regulacjami obowiązującymi w kraju i we Wspólnocie.

— Na przykład zdaniem Unii w projektach edukacyjnych priorytetowe jest wydawanie przez kilka uczelni tzw. wspólnych dyplomów. W Polsce do niedawna było to w ogóle niemożliwe, a i obecnie nie jest jednoznacznie określone. Podobnie, rzecz się ma w kwestiach finansowych — rozliczanie delegacji czy wynagrodzeń nie jest spójne i często prowadzi do sytuacji, w której zostają niewykorzystane pieniądze. A to z kolei oznacza konieczność zwrotu nadmiaru środków i równoczesne zachwianie proporcji podziału kosztów np. 75 proc. — UE i 25 proc. — wkład własny, czyli wymóg wyłożenia większej kwoty ze swojej kieszeni — mówi Katarzyna Pawlikowska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Gąsowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu