Trudno rozstrzygać pod presją czasu

Jacek Zalewski
opublikowano: 17-01-2008, 00:00

Niemal jednoczesne wizyty — naszego ministra obrony narodowej Bogdana Klicha w Waszyngtonie i amerykańskiego asystenta sekretarza stanu (byłego ambasadora USA w Polsce) Daniela Frieda w Warszawie — potwierdziły, że tarcza antyrakietowa powoli zaczyna przypominać potwora z Loch Ness. Nieliczni przysięgają, że ją na własne oczy widzieli — najdokładniej odchodzący prezydent George W. Bush z jego ekipą w Pentagonie, w Polsce zaś prezydent Lech Kaczyński, który lokalizację tarczy uznał za w zasadzie przesądzoną. Zdecydowanie większa jest grupa takich, którzy chętnie popatrzyliby na nią jako na niewątpliwą atrakcję, ale zachowują rezerwę i niewiarę. Do tej kategorii można zakwalifikować nie tylko obecny rząd Polski, ale również — co ważniejsze — demokratycznych kandydatów na prezydenta USA.

Zmiana władzy w Białym Domu następuje 20 stycznia 2009 r. w południe, czyli ekipie republikańskiej od najbliższej niedzieli pozostał dokładnie rok. Trudno się zatem dziwić, że za wszelką cenę chciałaby w tym czasie zakończyć swój sztandarowy projekt obronny, aby pozostawić po sobie coś więcej niż rzędy białych słupków przybywających na Arlington i innych cmentarzach, gdzie chowani są polegli w Iraku i Afganistanie. Historia jednak uczy, że podpisywanie tak znaczących porozumień pod ciśnieniem czasu nigdy nie wychodzi im na dobre, nie tylko w dziedzinie obronności.

Niewątpliwą zmianą strategiczną jest okoliczność, że strona amerykańska musiała się oswoić, iż w Polsce istnieją obecnie dwie władze z przeciwstawnych obozów: prezydent i rząd. To dla USA zasadnicza różnica, gdyż obecny prezydent Bush przez swoje dwie kadencje kontaktował się po naszej stronie z jednorodnymi politycznie duetami: Kwaśniewski — Miller, Kwaśniewski — Belka, Kaczyński — Marcinkiewicz i Kaczyński — Kaczyński. W nowej sytuacji Amerykanie muszą w swoich tarczowych kalkulacjach na kogoś postawić — i wszystko wskazuje, że wybrali rząd.

Tarcza antyrakietowa jeszcze nie stała się polem tak jaskrawego konfliktu między prezydentem Lechem Kaczyńskim a premierem Donaldem Tuskiem jak, powiedzmy, termin wycofania wojsk z Iraku czy reprezentowanie kraju na szczytach Rady Europejskiej. Ale — wróżymy — wkrótce sie stanie. Rząd najchętniej widziałby międzynarodową aktywność głowy państwa, ograniczającą się jedynie do reprezentacji — jak podczas wczorajszego kurtuazyjnego spotkania noworocznego z korpusem dyplomatycznym. Ale tak nigdy nie będzie, choćby dlatego, że to prezydent jako zwierzchnik sił zbrojnych, a nie premier, weźmie udział — choć w towarzystwie ministrów spraw zagranicznych i obrony — w kwietniowym szczycie NATO. W przeglądzie polityki zagranicznej dla dyplomatów Lech Kaczyński zaledwie jednym zdaniem wspomniał o tarczy — oczekuje, że do jej zainstalowania w Polsce jednak dojdzie. Donald Tusk był wczoraj tylko gościem, więc tego nie komentował — ale realna decyzja należy wyłącznie do Rady Ministrów.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane