Trwa dramat inwestorów. Wszystko przez TFI

Andrzej Stec
opublikowano: 15-01-2008, 00:00

Akcjonariusze małych i średnich spółek czują się jak na beczce prochu. W tym roku stracili już 15 proc.

Krajowe indeksy giełdowe wciąż szukają dna. W poniedziałek leciały na łeb na szyję już czwartą sesję z kolei. Znów rządziły strach i ogromna niepewność. Indeks 20 największych firm tracił 3 proc. Inwestorów najbardziej parzyły jednak w ręce papiery małych i średnich spółek. Tutaj brakowało jedynie iskry, by wywołać prawdziwy pożar. Indeks sWIG80 nurkował nawet 5 proc. Pod koniec dnia krajowi inwestorzy powstrzymali emocje. Indeksy zdołały odrobić część poniedziałkowych strat. Pomogły im w tym mocno rosnące początkowo giełdy w USA.

Krajowych inwestorów znów wystraszyły informacje zza oceanu. W piątek Dow Jones stracił ponad 240 pkt, czyli prawie 2 proc. Niepewność na rynku zwiększył raport amerykańskiego Merrill Lyncha. Kilka dni temu stwierdził on, że w USA właśnie zaczęła się recesja. Wielu analityków, słysząc to, puka się w głowę, bo recesja zgodnie z definicją to okres dwóch kwartałów o ujemnym PKB. Tymczasem jeszcze w trzecim kwartale (nowszych oficjalnych danych nie ma) największa gospodarka świata rosła w zawrotnym tempie 4,9 proc. Czwarty kwartał nie powinien być dużo słabszy, dzięki konsumentom, którzy mają 70-procentowy wpływ na tamtejszy PKB. Wielu inwestorów dobrze jednak pamięta, jak kilka lat temu w równie głośnym raporcie Merrill Lynch przewidział zbliżającą się zapaść dolara.

Niepewna sytuacja na światowych rynkach nie wszystkim daje się we znaki. Większych powodów do zmartwień nie mają inwestorzy z rynków zaliczanych do rozwijających się. Wśród nich są przede wszystkim Brazylia, Rosja, Turcja czy Chiny. Wciąż płyną do nich pieniądze zagranicznych inwestorów. Dzięki temu tamtejsze indeksy są w tym roku na niewielkim minusie. W tej grupie powinna znaleźć się też Polska. Nasza gospodarka rozwija się w równie dynamicznym tempie. Jednak indeksy zachowują się najgorzej.

Przyczyn słabości GPW należy szukać wśród największych obecnie graczy na rynku — czyli krajowych funduszy inwestycyjnych. One rozdają karty na warszawskim parkiecie. Wielu zarządzających przyznaje w nieoficjalnych rozmowach, że nie przygotowało się na tak zły początek roku. Jeśli zwiększy się grono klientów umarzających jednostki, to trzeba będzie zmniejszyć zarządzany portfel, by wypłacić pieniądze. I tak się działo w ostatnich dniach. Problem w tym, że wystawionych na sprzedaż przez krajowe TFI akcji maluchów nie ma komu odebrać. Fundusze emerytalne, do których miesięcznie wpływa 1 mld zł, obserwują rynek z boku. Jeśli już kupują, to selektywnie. Inwestorzy zagraniczni natomiast wolą przeczekać wzmożoną niepewność. Zresztą ta grupa inwestorów preferuje raczej większe, bardziej płynne spółki.

Wystarczy więc niewiele, by wołać rzeź. W poniedziałek handlowano papierami małych i średnich spółek wartymi 310 mln zł. Dla porównania w ostatnich pięciu latach Polacy w funduszach małych i średnich spółek odłożyli prawie 8 mld zł.

W najbliższych tygodniach będzie jeszcze nerwowo. Emocji dostarczą chociażby największe w USA banki — Citigroup, Merrill Lynch i Goldman Sachs. Już wkrótce rozpoczną publikację wyników finansowych z czwartego kwartału. W cenzurkach kwartalnych mogą, ale nie muszą znaleźć się kolejne odpisy i straty związane z kryzysem na tamtejszych rynku hipotecznym.

Przed końcem miesiąca może dojść także do obniżki stóp procentowych w USA. Ben Bernanke, szef amerykańskiego banku centralnego, zasygnalizował już taką możliwość. Ma to pomóc gospodarce w odzyskaniu sił. W USA zbliżają się też wybory prezydenckie. Historia wskazuje, że w roku wyborczym indeksy amerykańskie rosły z reguły 8,4 proc. Pisaliśmy o tym wczoraj.

Andrzej Stec

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Stec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu