Trwa gehenna inwestorów na GPW

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 16-01-2008, 17:33

Po wczorajszym ponad 4 proc. tąpnięciu można było sądzić, że pozostało już niewielu chętnych do rozstania się z akcjami za wszelką cenę. Niestety, znowu okazało się, że zawsze może być jeszcze taniej.

Nasilająca się od tygodnia przecena akcji doprowadziła inwestorów na skraj histerii i spowodowała przeczulenie na najmniejsze negatywne sygnały. Teraz każde wahnięcie w dół amerykańskich indeksów wywołuje wielokrotnie większy spadek w Warszawie, a GPW jest w skali Europy swoistym kuriozum, zachowując się jak rynek położony w znacznie mniej rozwiniętej gospodarczo części świata.

Mocno spadkowa wtorkowa sesja w USA budziła obawy o notowania warszawskich spółek, ale skala porannej paniki przerosła wszelkie oczekiwania, dając powód do głębokiej troski nad kondycją opanowanego przez skrajne emocje rynku. Tuż po pierwszym dzwonku indeksy zgodnie runęły w przepaść tracąc ponad 5 proc., a GPW stała się najbardziej przecenionym rynkiem Europy.

Poziom 3000 pkt. na Wig20, który jeszcze wczoraj można było uznać za silne, pękł jak zapałka, a indeksowi udało się zjechać siłą rozpędu ponad 100 pkt. niżej i ustanowić minimum na poziomie 2888 pkt. Ten początkowy cios był tak silny, że ciężko doświadczone byki nie były już później w stanie odrobić porannych strat.

Wyjątkowo niskie otwarcie stwarzało jednak okazję do wyprowadzenia kontrataku. Dodatkową zachętę stanowiła stopniowa poprawa notowań amerykańskich kontraktów indeksowych w miarę zbliżania się otwarcia sesji za oceanem. Pierwszy, przedpołudniowy atak popytu został szybko spacyfikowany, ale drugi, rozpoczęty po południu, mógł znacznie zmniejszyć wielkość spadku. Niestety, w końcówce kupujący spasowali i Wig20 podsumował dzień stratą 3,6 proc.

Godne uwagi były niezwykle wysokie obroty, które osiągnęły wartość 3,4 mld zł. – dwuipółkrotnie więcej niż na poprzedniej sesji. Tak intensywna wymiana akcjami może sugerować, że moment zwrotny jest blisko, ale aby do tego doszło, niezbędna będzie poprawa koniunktury w  USA. Wzrosło jednak tylko 38 spółek, a więc nieco mniej niż we wtorek. Najwięcej – ponad 8 proc. - zyskała Novita. Największym balastem wśród blue chipów był KGHM, który odchorował dwudniową silną korektę na rynku miedzi. Papiery spółki traciły nawet 10 proc., ale po powrocie notowań miedzi ponad poziom 7000 USD/t. odrobiły niemal połowę strat.

Obecnie  szkoda chyba czasu i energii na analizy fundamentalne czy nawet techniczne, aby określić, dokąd w krótkim terminie podąży rynek. Rządzi nim teraz wyłącznie psychologia tłumu. Niestety, rynki zagraniczne, które straciły dotąd znacznie mniej niż GPW, mają jeszcze spory potencjał spadkowy. Jeśli będą kontynuować marsz na południe, nieobliczalne reakcje krajowych inwestorów mogą zepchnąć indeksy jeszcze niżej mimo tak poważnych strat. Wielu z nich to posiadacze jednostek TFI. Kupowali je zwabieni reklamami z przekonaniem, że w ciągu roku góra dwóch osiągną takie zyski jak pokazywane w na ekranie czy w ulotkach. Zainwestowali pod wpływem impulsu na krótki termin i teraz równie impulsywnie wycofują się, złorzecząc wszystkim. A każdy spadek powiększa liczbę tych, których kusi, by zrealizować topniejące zyski lub uciąć straty.

Dzisiaj próba powrotu Wig20 nad poziom 3000 pkt. zakończyła się fiaskiem. Droga do obszaru 2600-2700 pkt. stoi otworem. Spadek amerykańskich indeksów o kolejne 10 proc. stanowiłby gwarancję, że tak się stanie. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że po publikacji raportów przez największe amerykańskie spółki inwestorzy dostrzegą szklankę w połowie pełną, w czym być może pomoże im wkrótce Ben Bernanke wraz z kolegami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane