Czytasz dzięki

Trzeba wprzęgnąć biznes w budowę lepszego świata

opublikowano: 13-11-2020, 06:15

Albert Judycki, współwłaściciel i wnuk założyciela Lukullusa, opowiada, dlaczego cukiernia sprzedaje napoleonki z błyskawicą.

„PB”: Jak się sprzedają?

Albert Judycki: Wspaniale. Od kiedy się pojawiły, czyli przez kilka ostatnich dni października, sprzedaliśmy 2494 sztuki, a prawie 30 tys. zł trafiło na konto Strajku Kobiet. W związku z ogromnym zainteresowaniem na początku robiliśmy ich tyle, że sparaliżowało to naszą produkcję i musieliśmy ograniczyć się do 300 dziennie. Szaleństwo trochę się uspokoiło, ale wciąż robimy trzy razy więcej napoleonek niż wcześniej.

Prawie 2,5 tys. Dużo to czy mało?

Wcześniej sprzedawaliśmy około 100 napoleonek dziennie. Przez te kilka dni udało się więc sprzedać prawie tyle, ile wcześniej w miesiąc. Napoleonki są w menu Lukullusa na stałe, natomiast na pewno do końca roku będą z błyskawicą.

Czy są klienci, którzy się na was obrazili? mBank np., który wyraził wsparcie dla kobiet, miał kłopoty, akcje spółki spadły, a wielu klientów zapowiadało, że zamknie konta.

Jasne, że tak. Jest trochę hejtu, choć jego skala jest zaskakująco mała. Nie spodziewaliśmy się, że nasza akcja spotka się z tak dużym odzewem, że napisze o nas Reuters, a materiał na temat naszych napoleonek ukaże się w holenderskich wiadomościach. Było kilka niepochlebnych opinii czy komentarzy na Facebooku, mieliśmy kilka niemiłych mejli, kilka obraźliwych telefonów. Jest to jednak kropla w morzu słów uznania, wsparcia i gratulacji.

Dlaczego Lukullus poparł Strajk Kobiet?

Ja i Jacek Malarski, mój wspólnik, osobiście go popieramy. Tak jak wiele osób w Polsce uważamy, że sprawy zaszły za daleko. Każdy ma prawo decydować o własnym życiu i ciele. Niektórzy obrażeni klienci pisali, że jesteśmy za aborcją i zabijaniem dzieci. My nie wypowiadamy się jednak, czy jesteśmy za aborcją, czy przeciw. Wspieramy kobiety w prawie do wyboru, w prawie do podjęcia niezależnej decyzji, którą uważają za słuszną.

To niesamowite, że tak dużo firm poparło Strajk Kobiet. Dotychczas biznes dystansował się od polityki. Co się stało?

My też nigdy nie angażowaliśmy Lukullusa w działania, które mogą być uznane za polityczne. Chcieliśmy, żeby był miejscem, w którym każdy czuje się dobrze: i osoby młode, i starsze, i bardziej zamożne, i mniej. Nadal chcemy, żeby tak było. Przyszedł jednak czas, żeby się opowiedzieć po którejś stronie. Albo będziemy wspierać wolność i szacunek dla drugiego człowieka, albo totalitaryzm. W późnym kapitalizmie, w którym chyba żyjemy, zdajemy sobie sprawę, że biznes to nie jest tylko biznes, nie działa poza odpowiedzialnością i etyką. Myślenie, że biznes jest poza odpowiedzialnością, doprowadziło do tego, że szkodzimy naszym społeczeństwom i naszej planecie. Nie chcemy już tak postępować, trzeba wprzęgnąć biznes w budowanie lepszego świata.

Nie obawia się pan, że zajęcie stanowiska po jednej ze stron może zaszkodzić firmie? A może wręcz przeciwnie: długofalowo to się będzie opłacało? Zastanawialiście się nad tym?

Nie, to była bardzo spontaniczna decyzja. Jacek zadzwonił do mnie wieczorem i zaproponował, żebyśmy zrobili na napoleonce znak błyskawicy. Rano wycięliśmy z kartonu formę i zrobiliśmy dekorację. Wysłałem zdjęcie do przyjaciela, który odpisał, że pomysł jest super, ale może zostać odczytany jako chęć zarobku i komercjalizacji symbolu protestów. I słusznie. Dlatego zdecydowaliśmy, że cały dochód ze sprzedaży napoleonek do końca roku przeznaczymy na Strajk Kobiet. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że będzie to nawet cały przychód. Nie mamy w Lukullusie działu PR czy marketingu. Takie decyzje nie zapadają w wyniku zaplanowanej strategii komunikacji. Podejmujemy je we dwóch tak jak nam w duszy gra. Dotyczy to wszystkiego: tego, jak nasze ciastka mają smakować, jakie pudełka robimy, jak wyglądają nasze sklepy oraz decyzji takich jak ta. To było bardzo spontaniczne, wynikało z naszych przekonań. Nie zastanawialiśmy się, czy to zrobi naszemu biznesowi dobrze, czy źle. Dwa lata temu ogromne kontrowersje wzbudziła reklama firmy Nike, w której wystąpił czarnoskóry sportowiec, chyba gracz NFL, znany z tego, że w ramach protestu przeciwko nierównościom społecznym i rasowym w USA klęka podczas hymnu. W reakcji na tę reklamę ludzie na kanale YouTube palili buty Nike’a. Trzeba sobie zadać pytanie: czy dlatego, że ktoś spali parę butów, firma Nike nie powinna robić reklamy z tym sportowcem? Przecież to absurdalne. Tak samo w naszym przypadku. Czy to, że jacyś klienci się na nas obrażą i nie będą do nas przychodzić, ma sprawić, że nie poprzemy prawa kobiet do decydowania o ich własnym życiu? \

Rozmowy z Albertem Judyckim posłuchaj tutaj:

Podcast Puls Biznesu do słuchania co piątek od rana w twojej aplikacji podcastowej oraz na pb.pl/dosluchania, dziś: „Co wkurza kobiety”, goście: Anna Kowalczyk — pisarka, Anna Karaszewska — Stowarzyszenie Kongres Kobiet, Albert Judycki — Lukullus, Marek Tomków — Naczelna Rada Aptekarska, dr hab. Jacek Wasilewski — UW

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane