Czytasz dzięki

Trzeba wrócić do tematu przenoszenia produkcji do Europy

  • Materiał partnera
opublikowano: 30-10-2020, 11:17

Rozmowa z Michałem Bolesławskim, wiceprezesem ING Banku Śląskiego nadzorującym Pion Klientów Biznesowych.

Sytuacja jest bardzo dynamiczna, ale jeszcze za wcześnie na krystalizację tendencji. Jeszcze nie obserwujemy takich reakcji firm, jakie stosunkowo szybko pojawiły się w marcu br. Tym razem przedsiębiorcy nie są zaskoczeni, nie przewidują wprowadzenia całkowitego zamknięcia gospodarki i w dalszym ciągu pracują. Tylko część z nich zaczyna doświadczać wygasania rynku, np. restauratorzy. Jednak trudności narastają – w jakimś stopniu zamknięcie szkół rykoszetem uderza w biznes.

Michał Bolesławski, wiceprezes ING Banku Śląskiego nadzorujący Pion Klientów Biznesowych
Michał Bolesławski, wiceprezes ING Banku Śląskiego nadzorujący Pion Klientów Biznesowych

Przedsiębiorcy oczekują od instytucji finansowych, że będą przewidywalne i pomogą im zachować płynność finansową, nie odetną możliwości kredytowych, a jednocześnie będą rozwijać kanały zdalnej komunikacji i szybkiej obsługi zapytań czy zleceń. Chcą mieć w instytucjach finansowych partnerów, którzy pomogą im zmagać się ze skutkami kryzysu.

Banki nie różnicują swojego podejścia do przedsiębiorców z uwagi na sytuację, w jakiej znajdują się poszczególne firmy. Odpowiedzialność banków polega na tym, by tak budowały portfel klientów i go dywersyfikowały, aby nie znajdowały się w nim duże, znaczące grupy firm, które przeżywają problemy. Wobec tego prawda jest taka, że podmioty branży turystycznej i gastronomicznej znajdują się obecnie w szczególnie krytycznej sytuacji. Potrzeba dużej wiedzy i doświadczenia, by je finansować. ING Bank Śląski, na miarę możliwości, wspiera je od strony zarządzania kapitałem obrotowym, realizowania płatności i dostarczania różnych przydatnych im instrumentów finansowych. Natomiast w ograniczonym stopniu je kredytujemy. Nasza polityka wynika z wielu lat doświadczenia, które nauczyły nas, że w sytuacji kryzysu branże hotelarska, turystyczna czy gastronomiczna zderzają się z rafami.

Pandemia w gospodarce ma różne oblicza – są sytuacje krytyczne i trudne, ale też pojawiają się niespotykane wcześniej okazje. Gdy dochodzi do zerwania łańcuchów dostaw, szczególnie z Chin i szerzej – z Azji, przed polskimi firmami pojawia się wiele szans, np. zastąpienia azjatyckich dostawców. Czy z perspektywy dużego banku widać, że przedsiębiorcy dostrzegają w kryzysie nowe możliwości i wykazują skłonność do inwestowania?

Zwłaszcza na początku 2020 r. dużo mówiono o potrzebie dywersyfikacji dostaw i odejścia od uzależnienia od dostaw Chin i Azji. Pojawiły się postulaty przenoszenia mocy produkcyjnych do Europy, a zwłaszcza do Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie koszty pracy są wciąż relatywnie niskie. Potem jednak przyszła pandemia i zamknięcie gospodarek, co spowodowało, że nie doszło do realizacji planów, skądinąd interesujących. Szkoda, bo w ING Banku Śląskim wykonaliśmy pierwsze kroki przygotowań do zmaterializowania tych założeń, ale zaraz potem trzeba było stawić czoła kryzysowi COVID-19 i wdrażać wakacje kredytowe. Jednak do tematu zdecydowanie warto wrócić, bo w zaoferowaniu finansowania tego rodzaju projektów tkwi ogromna szansa nie tylko dla banków, ale dla firm i całej gospodarki. Pamiętajmy, że wiosenna fala pandemii pokazała, jakie zagrożenia wynikają ze zbytniego uzależnienia europejskiego biznesu od dostaw z Azji, np. zerwanie łańcucha dostaw komponentów z Chin unieruchomiło produkcję wielu zakładów w Niemczech. Zbudowanie nowych mocy produkcyjnych w Polsce i Europie, a zarazem ograniczenia importu z Azji mogą mieć ożywczy wpływ na gospodarkę oraz na ograniczenie ryzyk, jakimi obecnie namacalnie obarczonych jest wiele firm. Europa nie może odstąpić od tego rodzaju inwestycji ani przespać konieczności ich zrealizowania.

Obecnie firmy walczą o przetrwanie, o utrzymanie pracowników, o podtrzymanie działalności w warunkach rynkowej stagnacji i wywiązywanie się z podstawowych zobowiązań. W takich warunkach trudno myśleć o inwestycjach. Również dlatego, że i przed pandemią nie mieliśmy w Polsce ani Europie do czynienia z ruchem wzrostu inwestycji.

Pamiętajmy, że jesienią 2019 r. kredyty dla przedsiębiorstw były o 27 mld zł mniejsze niż w 2018 r. Już to pokazało, że rok temu mieliśmy do czynienia z zastojem inwestycyjnym. A więc nie tylko pandemia, lecz również klimat w gospodarce, jaki panował w okresie ją poprzedzającym, nie zachęcają do inwestycji.

Przede wszystkim potrzebna jest stabilizacja nie tylko w gospodarce, ale i w jej otoczeniu. Potrzebna jest przewidywalność obowiązującego prawa. Firmy muszą mieć pewność, że ich plany kilkuletnich czy krótszych inwestycji są możliwe do zrealizowania i pozbawione większych ryzyk.

Dla inwestorów ryzyko prawne jest ważne. Oni muszą mieć pewność, że warunki prawne nie zmienią się w trakcie procesu inwestycyjnego ze szkodą dla jego realizacji. Czynnikiem odstraszającym inwestorów jest niestabilność prawa – wprowadzanie zmian, które wpływają na warunki realizacji inwestycji i je pogarszają. W Polsce do tego rodzaju sytuacji niestety dochodzi i to jest czynnik zniechęcający do inwestycji.

Na pewno pojawienie się szczepionki przeciw COVID-19 i perspektywa zahamowania postępu epidemii też są niezbędne. Nie tylko lekarze, pacjenci i społeczeństwa na nią czekają, ale także gospodarka.

Już wiele lat temu banki sięgnęły po narzędzia cyfryzacji i są pod tym względem pionierami w całej gospodarce. Konkurencja między poszczególnymi bankami sprawia, że trwa między nimi wyścig o możliwie najlepsze wykorzystanie zdobyczy technologicznych w celu pozyskania klienta. W efekcie możliwe jest obecnie elektroniczne podpisywanie umów kredytowych i dostęp do innych usług bankowych przez internet.

Od początku marca 2020 r., od czasu zamknięcia gospodarki, firmy zaczęły chętniej korzystać z tych możliwości. Nastąpił skokowy wzrost korzystania z kanałów bankowości online. Potem, w czerwcu i lipcu 2020 r., zaczął on maleć na rzecz kontaktu z bankiem w sposób tradycyjny, w oddziałach. Przed pandemią ING Bank Śląski realizował 83 proc. interakcji z klientami przez tzw. samoobsługę. W marcu i kwietniu 2020 r. ten odsetek wzrósł do 89 proc. Taki wzrost, zgodnie z naszymi przewidywaniami, powinien zająć w normalnych warunkach dwa lata, a doszło do niego w ciągu dwóch miesięcy. Jednak latem nastąpił spadek i doradcy klienta w placówkach bankowych, które normalnie funkcjonują, odnotowali z kolei przypływ klientów.

Nie tyle pojawiły się nowe wektory, ile nastąpił wzrost użytkowania już dostępnych, cyfrowych rozwiązań, np. wzrost użytkowania bramki internetowej do dokonywania płatności za zakupy online sięgnął 500 proc. – wiosną 2020 r. nagle obsługiwały one dziesiątki tysięcy transakcji na miesiąc.

Właściwie plan rozwoju usług bankowych świadczonych w trybie online był opracowany już przed pandemią i jest sukcesywnie realizowany. Teraz wiemy, że to dobry kierunek i spodziewamy się, że w ciągu roku–dwóch lat możliwe będzie dokonanie wszelkich operacji bankowych w trybie samoobsługi.

Pandemia spowodowała, że zaproponowaliśmy klientom wakacje kredytowe, dotacje z PFR, kredyty z gwarancjami BGK. Bankowe systemy transakcyjne okazały się środkiem niezbędnym do dystrybucji funduszy z tarcz antykryzysowych, które są dla firm pomocą, ale i buforem bezpieczeństwa.

Z ponad kilkunastu mld zł, które trafiły na konta ING Banku Śląskiego, by stanowić pomoc i bufor dla firm, wciąż zdecydowana większość pozostaje do dyspozycji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane