Trzeci rok z rzędu przejadamy rezerwę

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 09-12-2011, 00:00

W 2012 r. rząd sięgnie po 2,9 mld zł z FRD. W trzy lata skonsumuje połowę pieniędzy odkładanych przez dekadę.

Rząd Donalda Tuska znowu planuje zasilić budżet państwa pieniędzmi gromadzonymi w Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD). Według przyjętego przez rząd projektu budżetu na 2012 r., na wypłatę bieżących emerytur zostanie przekazane z rezerwy 2,9 mld zł. To znaczy, że przez cały rok dość intensywnej prywatyzacji (to z niej finansowany jest FRD) zdołamy odłożyć na czarną godzinę zaledwie 1 mld zł.

Jakoś to będzie

Jeśli rząd zrealizuje plan na przyszły rok, łącznie w latach 2010-12 wyjmie z FRD aż 14,4 mld zł (w 2010 r. przelał 7,5 mld zł, a w 2011 r. 4 mld zł). To około połowa wszystkich pieniędzy, które gromadzone były w rezerwie przez dekadę. Jak wynika z naszych szacunków na podstawie danych Ministerstwa Finansów i Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, na koniec 2012 r. na koncie FRD będzie zaledwie 15,2 mld zł zamiast potencjalnych 29,6 mld zł. Wygląda na to, że rząd PO—PSL z rezerwy demograficznej uczynił stałe źródło pieniędzy do łatania dziury budżetowej. Rząd w uzasadnieniu budżetu tłumaczy, że sięga do FRD, bo musi „uzupełnić niedobór w funduszu emerytalnym wynikający z sytuacji demograficznej”. Ekonomiści protestują, bo dziś sytuacja demograficzna wcale nie jest zła — na rynku pracy są dwa wyże: osób urodzonych w latach 50. i 80. Taka sytuacja nie powtórzy się przez kilkadziesiąt lat.

— Nie jest prawdą, że rząd jest zmuszony sięgać do FRD. Gdyby bardziej zdecydowanie zajął się kontrolą wydatków państwa, nie musiałby przejadać demograficznych zaskórniaków — mówi Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest Banku. Zgodnie z założeniami reformy emerytalnej z 1999 r., pieniądze z FRD miały ratować finanse państwa za 10-20 lat, kiedy Polskę dotknie kryzys demograficzny. Niedługo wyż z lat 50. zacznie przechodzić na emeryturę i dziura w powszechnym systemie ubezpieczeniowym (czytaj: w finansach państwa) zacznie się powiększać. FRD miał łagodzić ten szok.

— Czyżby rząd Donalda Tuska zakładał, że staniemy się łupkowym potentatem i nasze przyszłe problemy demograficzne znikną? Wątpię. Rządzący myślą o tym, co tu i teraz, a ewentualne problemy demograficzne spadną na barki przyszłych pokoleń — mówi Rafał Antczak, wiceprezes Deloitte.

Wiek ma znaczenie

Długookresową sytuację w systemie emerytalnym poprawia decyzja rządu dotycząca wyrównania i podniesienia wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67. roku życia. Dzięki temu ludzie będą pracowali i odkładali składki dłużej niż obecnie, a pobierali emerytury krócej. Ekonomiści przekonują jednak, że reforma ta nie zwalnia rządu z odkładania pieniędzy w FRD.

— Podniesienie wieku emerytalnego to pozytywna zmiana, ale duże korzyści dla budżetu przyniesie dopiero za wiele lat. Tymczasem dziura w systemie emerytalnym już narasta — mówi Wiktor Wojciechowski. Według Rafała Antczaka, rząd powinien dołączyć do budżetu szczegółowe wyliczenie, jak w perspektywie kilkudziesięciu lat podwyższenie wieku emerytalnego będzie przekładać się na sytuację w systemie emerytalnym.

— Być może reforma ta rzeczywiście przyniesie finansom państwa taką ulgę, że rezerwa demograficzna nie będzie już nam potrzebna. Ale jeśli tak jest, niech rząd pokaże to na konkretnych liczbach — mówi Rafał Antczak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu