Trzy argumenty za ostatnim zrywem

Paweł Bieniek, StockWatch.pl
opublikowano: 14-07-2011, 00:00

Mimo nerwowości na rynkach akcji i złych danych makro inwestorzy mają jeszcze nadzieję na wielomiesięczne mocne wybicie kończące hossę

Paweł Bieniek, StockWatch.pl: Hossa trwa już ponad dwa lata, ale inwestorzy coraz częściej zastanawiają się, kiedy skończą się zwyżki. Niepewność podsycają napływające regularnie złe wieści ze świata. Kolejne kraje Europy mają kłopoty z zadłużeniem, co przedłuża kryzys. Chiny chłodzą swoją gospodarkę. Surowce są drogie i nie jest jasne, w którą stronę podąży ten rynek. Rynek jest mocno zróżnicowany. Duże spółki sobie radzą, ale notowania mniejszych wyglądają już jak podczas rynku niedźwiedzia. Doradcy zalecają daleko idącą ostrożność. Niepewność dotyczy wszystkich, także bezpiecznych i silnych fundamentalnie spółek.

1. Sytuacja jest podobna jak w latach 2004-05

Patrząc na wykresy warszawskich indeksów, nie mamy wątpliwości, że panuje rynek byka i wciąż obowiązuje trend wzrostowy. Ale już analiza stóp zwrotu z poszczególnych akcji psuje ten radosny obraz. Portfel składający się ze wszystkich spółek rynku podstawowego, bez przyznawania wag poszczególnym walorom, przyniósł inwestorowi w ciągu ostatniego roku zaledwie 5,5 proc. Natomiast indeks WIG wzrósł w tym czasie o 19,5 proc. Różnica jest zbyt duża, by ją przemilczeć. Na rynku tylko 48,6 proc. notowanych walorów przyniosło dodatnią stopę zwrotu. Wniosek jest jeden: indeksy nie są najlepszym narzędziem do oceny sytuacji na parkiecie, bo ich skład dobierany jest arbitralnie i nie odzwierciedla realnego portfela rynkowego.

Ten problem dostrzegł już dawno Aleksander Elder, który w książce "Trading for a Living" zaproponował narzędzie nazwane indeksem NHNL (New Highs, New Lows, czyli nowe szczyty, nowe dołki). Obrazuje ono różnicę pomiędzy liczbą spółek osiągających swoje roczne maksimum a liczbą osiągającą minimum. Indeks rośnie, jeśli spółek ustanawiających rekordy wyceny jest więcej niż tych, na których wykresach rysują się nowe dołki. Pełniejszy obraz otrzymamy, jeśli uzupełnimy go o wskaźnik mówiący o liczbie spółek w trendzie wzrostowym i spadkowym, np. za pomocą narzędzia ADX Wellesa Wildera.

Hossa z lat 2002-2007 różniła się od poprzednich, bo trwała znacznie dłużej. Szukając czasowych analogii, na podstawie wykresu historycznego można stwierdzić, że w tych pięciu latach zabrakło jednego rynku niedźwiedzia. Pojawił się za to okres pewnej słabości, analogiczny do obecnego zachowania rynku. W okresie od września 2004 do maja 2005 r. mimo wzrostu WIG więcej spółek osiągało swoje roczne minima, a także więcej znajdowało się przez ten czas w trendzie spadkowym. Prosta analogia pozwala wysnuć hipotezę, że czeka nas jeszcze jedna fala wzrostowa, gdyż jesteśmy aktualnie w bardzo podobnym ustawieniu sił.

2Fundamenty potwierdzają wnioski techniczne

Wnioski o dobrym ustawieniu do kolejnej fali hossy można potwierdzić, analizując historyczne wartości popularnych wskaźników C/Z oraz C/WK. Po mocnych zwyżkach w pierwszej połowie 2003 r. wskaźnik C/WK dla szerokiego rynku osiągnął we wrześniu wartość 1,78, a w kolejnych 20 miesiącach stracił dynamikę i rozpoczął ostatnią fazę wzrostową, kończącą hossę przy 3,2 w listopadzie 2007 r. Zauważmy, że aktualnie znajdujemy się około 1,2, a więc znacznie niżej.

Sytuacja z okresu od kwietnia 2009 do września 2009 r. (pierwszej fazy obecnej hossy) jest bardzo podobna, jeśli chodzi o czas, wartość zwyżki i maksimum do pierwszej fazy poprzedniego cyklu. Dalej jednak następuje stabilizacja wskaźnika w przedziale 1,37-1,65. Jeśli założymy, że okres mniejszej dynamiki z poprzedniego rynku byka odpowiada obecnej stabilizacji, to można oczekiwać lada dzień rozpoczęcia kolejnej fazy wzrostowej.

Nieco inne jest zachowanie wskaźnika C/Z. Otóż na początku hossy przyjmuje on skrajnie wysokie wartości, a potem na skutek poprawy wyników przez spółki dynamicznie spada w drugiej fazie nowego cyklu, niejako konsumując poprzedzające ten ruch zwyżki cen akcji. W poprzedniej hossie był to spadek z okolicy 200 do wartości 12,9, trwający około 21 miesięcy. Obecnie, jeśli miałoby się zakładany scenariusz, to za miesiąc, czyli po publikacji raportów okresowych za półrocze, powinniśmy obserwować minimum wskaźnika, a następnie okres zwyżki aż do 24, który zakończyłby obecny cykl.

3. ISM też sugeruje możliwy wyskok

Wyraźne podobieństwa w obecnym cyklu można znaleźć także w zachowaniu wskaźników wyprzedzających koniunkturę. Jednym z nich jest indeks ISM w sektorze wytwórczym, którego zachowanie z okresu od czerwca 2003 do czerwca 2005 r. przypomina obecną sytuację. Indeks zanotował drugi wzrost do wartości 60 i odnotował spadek, ale trzyma się powyżej 50. To oznacza, że sytuacja powinna się poprawiać.

Przedstawione proste analizy sytuacji rynkowej na trzy różne sposoby sugerują zbliżający się okres zakończenia słabości szerokiego rynku i wejście w ostatnią fazę wzrostową. Powinna ona objąć większość spółek. Jeśli faktycznie pojawią się oznaki powrotu do zwyżek, trzeba będzie przebudować portfele i ponownie wystawić się na ryzyko związane ze spółkami cyklicznymi. Rynki oczywiście nie zawsze muszą zachowywać się analogicznie. Jeśli jednak zakładamy aktywną grę rynkową, zawsze trzeba przyjąć jakieś scenariusze bazowe. Można oczywiście ograniczyć ryzyko. Defensywa, dywersyfikacja i doważanie portfela pomogą jeszcze trochę zarobić, gdy zacznie się ostatni zryw hossy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Bieniek, StockWatch.pl

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Trzy argumenty za ostatnim zrywem