Trzy bez atu!

Michał Mizera
opublikowano: 29-10-2010, 00:00

Licytacja to podstawa. Choć czasem zdarzają się nieporozumienia. Także Renacie Dancewicz. Może dlatego, że zawsze licytuje z nadwyżką? Aktorka ma hopla na punkcie brydża. Bo to połączenie psychologii z matematyką. No i można blefować...

Pasja Renaty Dancewicz zaczęła się nietypowo. Wzięła się z książek, bo aktorka czyta nałogowo.

— Czytałam kiedyś powieść Agaty Christie, w której kluczową sprawą była analiza sposobu gry w brydża, licytacji, zachowania przy stole. Zaciekawiło mnie to, postanowiłam sama zgłębić tajniki tej gry. Zwłaszcza że jej motyw pojawiał się też w wielu innych książkach, które czytałam — opowiada Renata Dancewicz.

Fakt, brydż to ulubiona rozrywka angielskich dżentelmenów.

— W Anglii czy we Francji odgrywał i odgrywa zupełnie inną rolę niż u nas. To była elitarna rozrywka, dostępna w prywatnych klubach dla klasy średniej plus — wyjaśnia ze znawstwem aktorka.

Wczesny debiut

Trzeba z nią uważać. Analityczny umysł. Niczym Hercules Poirot albo panna Marple odkryje każdą nieścisłość. Podpadł jej nawet modny autor wziętych kryminałów.

— A, tak, rzeczywiście. Miałam przyjemność zwrócić uwagę Markowi Krajewskiemu, że w jednej powieści źle opisał licytację, rozgrywała niewłaściwa osoba. Bardzo go to ubawiło — śmieje się Renata Dancewicz.

No proszę, a autor "Końca świata w Breslau" chwalił się kiedyś, że jego bohater Eberhard Mock gra w brydża tak samo świetnie jak on sam! Może zaczął później niż Dancewicz? Ta miała wczesny debiut.

— Brydż przyszedł późno, a zanim do niego dojrzałam, przerobiłam niemal wszystkie gry. Kiedy miałam sześć lat, babcia nauczyła mnie grać w oczko, czyli blackjacka. A potem już poszło: tysiąc, makao, kierki, preferans, kanasta, remik, pasjanse… — wylicza jednym tchem.

Karty to towarzystwo. Albo sport. Albo jedno i drugie.

— Początki przygody z brydżem były bardzo prozaiczne. Podstaw nauczyłam się z podręczników. Na początku lat 90. mieszkałam przy Rynku Nowego Miasta w Warszawie, nikt nie miał pracy, więc dzień w dzień spotykaliśmy się i graliśmy w brydża, a jak nie było czwartego, to w kierki. To była urocza kompania. A kiedyś usłyszałam w nieistniejącym już Radiu Klasyka ogłoszenie o kursie brydżowym przy Mokotowskiej. Namówiłam jednego kolegę i poszliśmy — wspomina.

I to był strzał w dziesiątkę. Lekcje prowadził mistrz Władysław Izdebski, który do dzisiaj szkoli brydżystów.

— To były czasy! Chodziliśmy z Pawłem na te zajęcia co poniedziałek i graliśmy cały wieczór, potem pojawiły się pierwsze turnieje organizowane w Muzeum Kolejnictwa na nieczynnej stacji Warszawa Główna — rozmarza się aktorka na samo wspomnienie.

Współczynnik 4,0

Dziś Renata Dancewicz rzadko opuszcza ważne turnieje, jeśli tylko nie kolidują z jej pracą. Właśnie wróciła ze Starachowic, gdzie odbyły się mistrzostwa Polski. Zarzeka się, że nie jest zawodowcem, choć w kwalifikacji Polskiego Związku Brydża Sportowego doszła już do współczynnika 4,0 (arcymistrzowie mają 18).

— Oni grają na poważnie, a ja nie mam tyle czasu, żeby tak dużo grać. Zresztą, może wtedy straciłabym całą przyjemność z gry? A poza tym na razie wciąż mam problemy z techniką, na przykład z rozliczaniem składu — nieco kokietuje artystka.

Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
×
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

A może to nie kokieteria, tylko prawdziwa samokrytyka?

— No, ja mam trochę opóźniony zapłon… To jest logika i rachunek prawdopodobieństwa na bardzo wysokim poziomie… Ale będę coraz lepsza! — zarzeka się.

I zachwala:

— Na tym polega urok brydża, że można się cały czas rozwijać, są różne systemy gry, to się nie może znudzić!

Tak zachwala, że mogłaby sama założyć szkołę!

— Szkołę to może nie, ale mam takie plany na starość, żeby jeździć po całym świecie na turnieje i grać w brydża. To naprawdę świetne uczucie! — przekonuje aktorka.

Coś jest na rzeczy. Już dawno ktoś jej powiedział, że ma cechę niezbędną do kart: intuicję.

— Długo myślałam, że na przykład w brydżu sportowym, w odróżnieniu od towarzyskiego, element szczęścia nie występuje. Ale z czasem nabieram przekonania, że jednak się pojawia i ma znaczenie — mówi Renata Dancewicz.

Właśnie: szczęście… Tu wygrana, tam przegrana.

— Przegrać ze świetnymi zawodnikami to żaden ból. Przyjmuję to z godnością, bo wiem, że to jedna z najważniejszych umiejętności, także w życiu. A gram z naprawdę trudnymi przeciwnikami…

Grunt to dobry partner, zgrany duet to połowa sukcesu.

— Jeśli się kogoś lubi, to łatwiej i szybciej można osiągnąć porozumienie, ustalić system. Ważne, by pamiętać, czy dana osoba licytuje ostrożniej, czy odważniej, jak my to określamy: do przodu czy do tylu — zdradza tajniki brydżowej kuchni.

A te porażki… Bardzo bolą?

— Najgorsze są porażki z własnej głupoty: za mała koncentracja albo niewykorzystana pomoc partnera, albo jakiś mój długo pielęgnowany chytry pomysł, który okazał się niewypałem…

Karciany maraton

Anegdoty brydżowe?

— No, to nie jest sport, o którym można by barwnie opowiadać godzinami ludziom, którzy nie grają. Oczywiście, przerzutki się trafiają, fałszywe zrzutki, niedogadanie z partnerem… To mi się czasem zdarza, bo ja zawsze licytuję wariant optymistyczny, prezentuję takie myślenie życzeniowe: "hej, do przodu!" — z rezygnacją macha ręką karciana optymistka.

Ale przecież od czego są roberki z przyjaciółmi! Tu można odreagować turniejowe stresy.

— O, pamiętam dobrze jeden taki rekord. Graliśmy raz ze znajomymi na Mazurach przez 38 godzin non stop…

Ile???

— 38 godzin! Wprawdzie potem przez kilka dni przeżywaliśmy noc żywych trupów, ale graliśmy rzeczywiście do upadłego. Piękne chwile! — wspomina zawodniczka Renata Dancewicz, zarejestrowana w Polskim Związku Brydża Sportowego pod numerem 088166.

Pozostaje tylko pozazdrościć kondycji… l

Renata Dancewicz

W życiu i na scenie

Aktorka, na początku lat 90. występowała w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu. Od 1999 roku związana z warszawskim Teatrem Kwadrat, gdzie obecnie można ją zobaczyć w farsach "Nie teraz, kochanie" oraz "Co ja panu zrobiłem, Pignon?".

W kinie debiutowała w 1993 roku w "Samowolce" Feliksa Falka. Popularność widzów i uznanie krytyki przyniosły jej kolejne role: w "Ekstradycji", "Pułkowniku Kwiatkowskim", "Tacie", a także Weroniki Wilk w serialu "Na Wspólnej".

Jej partnerem życiowym jest Tomasz Winciorek, czołowy polski brydżysta, z którym ma syna Jerzego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Mizera

Polecane