Trzymajcie swoje psy!

Karolina Guzińska
25-02-2005, 00:00

Na próg jurty nastąpić nie wolno — w Mongolii to przynosi pecha. Przekracza się go prawą nogą.

Nóż, na znak przyjaznych intencji, zostawić trzeba na zewnątrz.

W domu mongolskich nomadów — jurcie — chodzi się zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Tradycja każe też zamieszać kumys w skórzanym worze — lub w wypierającej go plastikowej beczce. Potem goście siadają. Honorowi — na wprost drzwi. Mniej dostojni — po lewej (mężczyźni) lub po prawej (kobiety) stronie. Poczęstunek przyjmują tak, jak gospodarze podają — obiema rękami. Ewentualnie prawą, dotykając lewą ręką prawego łokcia. To pamiątka czasów, gdy Mongołowie nosili długie rękawy. Czasów Czyngis-chana...

Mleczny kożuch

— Żeby się tu dobrze czuć, trzeba lubić ludzi. Niezatrzymanie się na pogawędkę z nieznajomym to obraza! Potem on zaprosi cię do siebie i choć chciałeś ruszać dalej, spędzisz w jurcie trzy dni, jeżdżąc z gospodarzem na pastwisko — twierdzą Katarzyna i Andrzej Mazurkiewiczowie, podróżnicy, organizatorzy pokazów slajdów, piloci autorskich wypraw po Azji.

Drzwi jurty — drewniane i wzorzyste — stoją otworem. Goście zapowiadają się wołając: „trzymajcie swoje psy na uwięzi!” Na stół wjeżdżają: zupa, kefir, sute caj — herbata z tłustym mlekiem i solą, kumys — sfermentowane kobyle mleko, archi — wódka pędzona z mleka...

— Zdradliwe świństwo! Niesmaczne, szybko uderza go głowy... Za to kumys niezły. Smakuje jak serwatka. Sączy się go z jednej czarki: jadąc do Mongolii, warto się zaszczepić na żółtaczkę — wtrąca Katarzyna Mazurkiewicz.

Jada się kalorycznie — mięso im tłustsze, tym lepsze (głównie baranina), potrawy mączne i przetwory mleczne, np. masło wymieszane na papkę z cukrem i mąką, arul: twardy jak podeszwa suszony ser, urum: przypominający naleśnik kożuch z mleka...

— Na powitanie mężczyźni częstują się tabaką. Z pięknych, bogato zdobionych tabakierek w ozdobnych woreczkach. Gość podaje swoją gospodarzowi, później kolejnemu mężczyźnie. Potem koło zatacza tabakiera gospodarza — tłumaczy Katarzyna Mazurkiewicz.

Zachwyca egzotyka strojów: wysokie buty i del (przewiązany pasem płaszcz zapinany z boku na guziki) noszą kobiety i mężczyźni. Od święta panowie wkładają masywne czapki z ozdobnym szpicem, na co dzień — w prawie kowbojskie kapelusze.

— Czasem trudno poznać płeć. Słodka dziewczynka z kucykami okazuje się chłopcem przed postrzyżynami. Po tej uroczystości 5-latek, z krótką już czupryną, przechodzi pod opiekę ojca — śmieje się Katarzyna Mazurkiewicz.

Przenośny dom

— Gospodarz nie spyta: skąd jesteś? Tylko: gdzie twoja jurta? Bo dla Mongołów to coś więcej niż dom. To mała ojczyzna — opowiada Andrzej Mazurkiewicz.

Solidny, drewniany szkielet jurty — kratownica i oparte na niej krokwie odchodzące od górnej obręczy — łączy się rzemieniami. Na tej konstrukcji rozpina się biały wojłok. Mongołowie wyrabiają go z owczej wełny, wbijając ją na pal i włócząc po stepie. Zadziwia łatwość, z jaką jurta daje się składać i rozkładać — koczownicze rodziny pakują się w dwie godziny, mieszcząc na dwóch niedużych wózkach dom wraz z zawartością. I ruszają w dal, ze stadami owiec i wielbłądów.

— Jurta kryje drewniane, malowane sprzęty: niziutki stolik, stołeczki, łóżka, skrzynie... I okrągły, żelazny piecyk z długim kominem. Stoi na środku, bo ogień uważa się za świętość. Nie wolno rzucać doń śmieci, a gdy rządził Czyngis-chan, sikanie do ogniska karano śmiercią. Za obrazę ducha ognia — dodaje Katarzyna Mazurkiewicz.

Ważnym miejscem jest domowy ołtarzyk — szafka z posążkami Buddy, tekstami modlitw, naczyniami do palenia kadzidła... Obok fotografie: portret dalajlamy i — obowiązkowo — zdjęcie kogoś z rodziny w Ułan Bator, na tle pomnika Suche Batora (przywódcy mongolskiego ruchu komunistycznego).

— Lamaizm — tybetańska wersja buddyzmu — przywędrował do Mongolii w XVI w. Pierwotna religia, szamanizm, przetrwała w szczątkowej formie: kulcie zwierząt, ognia, przodków, duchów opiekuńczych. Ale Caatanowie, pasterze reniferów znad jeziora Cagaan Nuur, wciąż kultywują szamanizm — zapewnia Andrzej Mazurkiewicz.

Buddyzm przejął szamańskie symbole — np. owoo: kamienne kopce usypane na wzgórzach, gdzie składano ofiary. Mijając je, kładzie się kamień, monetę czy chadak: błękitną szmatkę, by podziękować bóstwom opiekuńczym. Tak samo czci się kamienne baby (z tureckiego: ojciec) — posągi z ludzkimi twarzami, związane z kultem przodków.

Płonące klify

Ocalało niewiele zabytków. Do Mongolii jedzie się podziwiać naturę, zniewalającą przestrzenią i krajobrazami. Spotkamy tajgę, wysokie góry, lasostep, step, step pustynny i pustynię. Sześć stref zróżnicowanych przez klimat, krajobraz, glebę, roślinność i zwierzęta. Warto zobaczyć pustynię Gobi z „płonącymi klifami” Bajandzag, gdzie znaleziono szkielety dinozaurów. Rudoczerwony piaskowiec — przepiękny o zachodzie słońca — przybiera fantazyjne kształty — baszt, turni, smoków... W pobliskiej niecce kwitną stuletnie „lasy saksaułowe” — drzewiaste, gęste, bezlistne krzewy wysokości 2-4 m. U stóp Ałtaju Gobijskiego, w masywie Gurwan Sajchan, zobaczy się piaszczyste wydmy Chongoryn Els. I wąwóz Jolyn Am, gdzie przez cały rok leżą połacie śniegu. A stepy? Urzekają barwami. To zielone pagórki pokryte dywanami ziół i kwiatów.

— Pola goździków, szarotek, sasanek, astrów, ostróżek, lilii... — zachwyca się Katarzyna Mazurkiewicz.

Mongolia ujmuje parkami narodowymi i krystalicznymi jeziorami. W ich głębi żyją ponoć rybie potwory. Wieść niesie, że stwory z Chubsuguł — jeziora skrytego wśród świetlistej tajgi, oddzielonego od Rosji ośnieżonym pasmem Sajanów — zasmakowały w rosyjskich i czeskich geologach...

— Mongołowie żywią szacunek dla przyrody. To ich świętość. Gdy jedna z rosyjskich ciężarówek, które woziły paliwo po zamarzniętym Chubsuguł, zanieczyściła jego wody, od razu zamknięto drogę — chwali Andrzej Mazurkiewicz.

Statystycznie na mieszkańca przypada 20 sztuk zwierząt hodowlanych: owiec, kóz, koni, jaków... Dzikich gatunków jest więcej. W tajdze kryją się piżmowce, rosomaki czy burunduki — wdzięczne ssaki syberyjskie. W wysokich górach króluje irbis — niezwykle rzadka, śnieżna pantera. Żyją dzikie owce argali, koziorożce syberyjskie, szczekuszki... Nad stepami i lasostepami szybują klucze żurawi, w dole pomykają konie Przewalskiego, antylopy dżereń, bobaki, susły, wilki... Po pustyni Gobi wędrują baktriany — wielbłądy dwugarbne z kudłatym futrem, i dzikie osły — kułany, symbol piękna i elegancji. Ich imieniem nazywa się kobiety...

— Zadziwia liczba ptaków drapieżnych: orłów, myszołowów, sępów, rarogów... Na każdym przydrożnym słupie siedzi wielkie ptaszysko — zdumiewa się Katarzyna Mazurkiewicz.

Raj dla koniarzy

Przemierzanie bezkresnych stepów ułatwiają Mongołom konie, a orientację — licznie rozsiane jurty.

— Niskie, wytrzymałe koniki to nie tylko wyznacznik statusu. To przyjaciele. Wiele obrzędów wiąże się z kultem koni, np. słupy do ich wiązania symbolizują wszechświat. Mają trzy nacięcia: środkowe dla konia człowieka, górne dla wierzchowca dobrych duchów, dolne — dla zwierzęcia duchów złych — opowiada Katarzyna Mazurkiewicz.

Koń odgrywa ważną rolę w obrzędach weselnych: para młoda, zanim uda się na swoje, trzy razy objeżdża konno jurty rodziców. Zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

— Byliśmy na mongolskim weselu. Młodzi, z dwuletnim może dzieckiem, otrzymali błogosławieństwo od rodziców — błękitną szarfę chadak. Dostali prezenty od gości i sami wręczyli im upominki: mężczyznom papierosy, kobietom — grzebienie. Potem była uczta... — wspominają Mazurkiewiczowie.

Wyścigi konne budzą najwięcej emocji spośród konkurencji rozgrywanych podczas festiwalu Naadam w Ułan Bator (corocznie 10-15 lipca). Ani zapasy, ani łucznictwo nie ściągają takich tłumów na stadiony.

— W gonitwach bierze udział tysiąc koni. Ścigają się nawet 5-7-letnie dzieci. I to na 25-km dystansach! No, ale zwycięzców dekoruje sam prezydent... Widzowie — także na koniach — przepychają się, by zobaczyć jak najwięcej. Podnosi to tumany kurzu, z którego wyłaniają się jeźdźcy. Zawodnicy noszą kolorowe stroje, a ich konie — krótko przyciętą grzywę. Po to, by widzowie nie wyskubali jej czempionowi „na szczęście” — opisuje Katarzyna Mazurkiewicz.

Obserwując płynną jazdę, łatwo uwierzyć, że Mongołowie są stworzeni do życia w siodle. Tkwią w nim niemal nieruchomo. Mają własną technikę amortyzującą wstrząsy i oszczędzającą tylną część ciała.

— Wygląda to westernowo, ale Europejczykom radzę przywożenie własnych siodeł. Bo mongolskie, choć pyszne — drewniane, o wysokich łęgach, nabijane srebrnymi guzami — zostawiają na udach wspaniałe siniaki! — twierdzi Andrzej Mazurkiewicz.

Wypożyczenie konia na dwa tygodnie — z przewodnikiem lub bez — kosztuje jakieś 100 USD. Opłaca się i kupno: około 300 USD (potem konia sprzeda się innemu hodowcy). Ale uwaga — mongolskie koniki, choć mizernej postury, są silne i narowiste. Trzeba umieć się z nimi obchodzić. Choć to najciekawszy sposób zwiedzania kraju, niekoniarzom pozostaje rower górski. Albo wynajęcie 7-osobowego UAZ-a (35-40 USD dziennie plus benzyna).

— No i komunikacja autobusowa. Działa w systemie gwiaździstym: do wszystkich miejscowości dojedzie się z Ułan Bator; między nimi nie ma połączeń. Jazda autobusem niesie niespodzianki. Ludzie często śpiewają. Raz zaintonowali „Deszcze niespokojne”. Po mongolsku... — wspomina Katarzyna Mazurkiewicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Trzymajcie swoje psy!