TSUE zajął się wynagrodzeniem banków

opublikowano: 12-10-2022, 16:56
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Bankom nie należy się wynagrodzenie za korzystanie z kapitału po unieważnieniu kredytu frankowego – uważa większość instytucji, które wypowiedziały się przed Trybunałem Sprawiedliwości. Branżowy związek bije na alarm.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • kiedy może zapaść wyrok TSUE ws. wynagrodzenia za korzystanie z kapitału,
  • jakimi argumentami posługiwały się strony na rozprawie,
  • dlaczego banki nie mogą odpuścić wynagrodzenia po unieważnieniu umowy,
  • co jeśli wyrok TSUE będzie niejednoznaczny.

Rozprawa przed TSUE w Luksemburgu stała się okazją do przedstawienia stanowiska wielu stron w sprawie o wynagrodzenia za skorzystanie z kapitału w przypadku unieważnieniu umowy kredytu. Idzie o to, czy klient, który wygrał sprawę z bankiem, ma mimo to zapłacić mu za to, że pieniądze posłużyły do kupna nieruchomości.

Po stronie konsumentów stanęli: polski rząd, prokuratura, Rzecznik Finansowy oraz Komisja Europejska. Po stronie banków: rząd Portugalii (w tym kraju siedzibę ma główny akcjonariusz Banku Millennium), który złożył stanowisko pisemne, oraz przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego.

Rzecznik Finansowy (RF) podkreślał, że to nie konsument jest autorem umowy, więc nie może ponosić odpowiedzialności za skutki działania banku. Co więcej, gdyby bank dostał wynagrodzenie, to zniwelowałoby to skutki działania niezgodnego z prawem i sprawiłoby, że bank byłby chroniony lepiej niż konsument. Przedstawiciel RF zwracał także uwagę, że konsument może żądać wynagrodzenia, ale bank nie, bo winien ponosić odpowiedzialność za swoje działania i może żądać tylko zwrotu kwoty udostępnionej.

Przedstawiciel prokuratury wyraźnie wskazał, że każda ze stron może żądać kwot wypłaconych z odsetkami za opóźnienie od dnia wezwania, a inne roszczenie nie przysługują. Nie można żądać wynagrodzenia za wcześniejsze okresy, gdyż konsument działał w dobrej wierze.

Jacek Jastrzębski, przewodniczący KNF, twierdził jednak, że przyczyną sporów nie jest abuzywność, ale aprecjacja franka szwajcarskiego, a dyrektywa o ochronie konsumentów zwalnia ich z odpowiedzialności. Jego zdaniem sankcja kredytu darmowego nie wynika z dyrektywy. Stawiał on tezę, że stabilność systemu bankowego jest nadrzędnym interesem publicznym wobec innych interesariuszy, a koszty unieważniania umów pochłoną ponad 60 proc. funduszy własnych sektora, czego banki mogą nie przetrwać.

– W grę wchodzi upadłość jednego lub kilku banków, a to może przełożyć się na rynek w większym zakresie – mówił Jacek Jastrzębski.

Jego zdaniem instrumentalne wykorzystywanie abuzywności prowadzi do erozji pewności prawa, a granicą odpowiedzialności powinno być porównanie z kredytami złotowymi. Co ciekawe, to stanowisko sprzeczne ze stanowiskiem polskiego rządu, który wysłuchał opinii wszystkich instytucji w Polsce.

Komisja Europejska stanowczo sprzeciwiła się przyznaniu wynagrodzenia bankom, wskazując, że dyrektywa ochrony konsumentów nie przewiduje odszkodowań dla przedsiębiorców. Jej zdaniem skutek stosowania dyrektywy zostałby nieosiągnięty, gdyby pozaumownie bank mógł dochodzić jakichkolwiek roszczeń ponad udostępnioną kwotę.

– W świetle stanowiska banku jasne staje się, że bank dąży do zastąpienia umowy frankowej na umowę w złotych. Zdaniem komisji oznaczałoby to zastąpienie jednej umowy inną i osiągniecie zysku, zaś skuteczność dyrektywy zostałaby udaremniona – stwierdził przedstawiciel KE.

Wskazano też, że przyznanie wynagrodzenia dla banków zniechęciłoby konsumentów do dochodzenia swoich praw.

W ogniu pytań:
W ogniu pytań:
Sprzeciwiając się stanowisku rządu Jacek Jastrzębski pojechał do Luksemburga bronić banków. Trybunał jednak kwestionował jego argumenty.
Grzegorz Kawecki

Niewygodne pytania

Z trudnymi pytaniami musiał się zmierzyć przewodniczący KNF – trybunał pytał go o to, czy rynek finansowy w Polsce oparty jest na nieuczciwości i nie należałoby tego naprawić oraz jaka jest jego rola. Jacek Jastrzębski twardo obstawał przy tym, że abuzywność jest wykorzystywana przez klientów, aby koszt kapitału oraz ryzyko walutowe przerzucić na banki. Jego zdaniem punktem odniesienia powinien być koszt kredytu złotowego, aby zrekompensować bankom poniesione koszty. Trybunał nie wyglądał jednak na przekonany, gdyż dopytywał wprost o podstawę prawną takiej propozycji, nazywając ją polityczną.

Z trudnymi pytaniami musiał się zmierzyć przewodniczący KNF – trybunał pytał go o to, czy rynek finansowy w Polsce oparty jest na nieuczciwości i nie należałoby tego naprawić oraz jaka jest jego rola.

Trybunał pytał także Bank Millennium o to, czy wzbogacenie konsumenta to zawsze strata banku i jaki jest wpływ unieważniania umów na bilans banku, który jest zawsze zrównoważony niezależnie od tego, czy umowa istnieje czy nie. Bank zwracał uwagę na koszt kapitału i odsetki, ale trybunał zwrócił uwagę, że w takim razie konsument ma zapłacić za ryzyko banku. Przedstawiciel banku wyjaśniał, że nie chodzi tylko o koszt ryzyka, ale również tego, ile konsument zaoszczędził, bo nie zawarł umowy kredytu złotowego.

Trybunał pytał Komisję Europejską w sprawie symetryczności i niesymetryczności roszczeń banku i konsumenta. Zdaniem komisji roszczenia nie są symetryczne - gdyby konsument wystąpił z roszczeniem ponad kwotę wpłaconą, bank takiego roszczenia by nie mógł mieć, ale mógłby się bronić.

Banki mówią o patologii

Tadeusz Białek, wiceprezes ZBP podkreślał na konferencji w środę, 12 października, że w żadnym innym państwie nie doszło do powstania takiej patologii - bo tak określa masowe unieważnianie umów frankowych kredytów hipotecznych w Polsce - choć kredyty walutowe były obecne w 17 państwach UE.

– Nie może być tak, że kredytobiorcy, którzy mogli korzystać z kapitału uzyskanego przez bank, na skutek unieważnienia umowy kredytu nie są bankowi nic winni. To jest sytuacja w zasadzie patologiczna z punktu widzenia zasad sprawiedliwości społecznej i odniesienia sytuacji kredytobiorców frankowych do sytuacji kredytobiorców złotowych – mówi wiceprezes ZBP.

Jak zaznacza, wynagrodzenie za korzystanie z kapitału, czy też zwrot kosztów korzystania z kapitału, jest i tak mniejszy niż odsetki, które byłyby płacone przez te lata przez klienta.

ZBP uważa, że odebranie bankom prawa do ubiegania się o zwrot bezpodstawnego wzbogacenia byłoby kolejnym ciosem w stabilność stosunków zobowiązaniowych. Koszty sektora bankowego – według wyliczeń KNF – w wysokości ponad 100 mld zł przełożyłyby się na ograniczenie możliwości kredytowania całej gospodarki.

Bezpodstawne wzbogacenie

Według Cezarego Stypułkowskkiego, prezesa mBanku, który również wziął udział w konferencji ZBP, brak wynagrodzenia za korzystanie z kapitału byłby przede wszystkim niezgodny z ogólną zasadą prawa UE, która mówi, że ochrona praw nie powinna prowadzić do bezpodstawnego wzbogacenia tych, którym prawa te są przyznawane. I argumentuje, że celem dyrektywy 93/13 jest przywrócenie sytuacji, w której konsument znalazłby się, gdyby nie istniał warunek umowny uważany za nieuczciwy.

- Gdyby konsument spłacił jedynie nominalną wartość kapitału, zostałby bezpodstawnie wzbogacony o kwotę kosztów, które musiałby ponieść, aby skorzystać z usługi finansowania nieruchomości w walucie krajowej - mówi Cezary Stypułkowki.

Jego zdaniem, doszłoby także do naruszenia zasad równości i proporcjonalności, m.in dlatego, że konsument posiadający kredyt indeksowany do CHF byłby w znacznie lepszej sytuacji niż kredytobiorca, który zaciągnął kredyt w walucie krajowej. Ponadto konsument nie poniesie żadnych kosztów waloryzacji, a koszty realizacji ryzyka walutowego w całości poniesie bank.

- Banki, zgodnie z regulacjami publicznymi obowiązującymi w całej Europie, nie mogą ponosić tego rodzaju ryzyka. Jest to zakazane – mówi prezes mBanku.

Mecenas Paulina Gasińska, dyrektor zarządzająca w mBanku ocenia, że banki będą zmuszone do dochodzenia roszczeń z tytułu korzystania przez klientów z kapitału w sądach, co nie wyklucza, oczywiście, zakończenia spraw na drodze polubownej.

- Zarząd banku i każdej spółki akcyjnej jest zobowiązany do działania w interesie spółki i innych interesariuszy. Podstawowym obowiązkiem banków jest ochrona pieniędzy deponentów. Zaniedbanie tej ochrony byłoby naruszeniem tego obowiązku. Deponenci również oczekują od banków wynagrodzenia za swoje pieniądze – mówi Paulina Gasińska.

Sąd Najwyższy zamiast TSUE

Wyrok TSUE nie zapadnie wcześniej niż 16 lutego 2023 r., bo wtedy pojawi się opinia Rzecznika Generalnego.

– Wyroku możemy się spodziewać w połowie przyszłego roku. Zazwyczaj jest tak, że TSUE potrzebuje jeszcze kilka miesięcy po wydaniu opinii Rzecznika Generalnego, aby podjąć decyzję – mówi Agnieszka Sobczyk, radca prawny KL Legal.

Jednym z możliwych wariantów jest to, że nie przedstawi on jednoznacznej opinii i odeśle do prawa krajowego. Wtedy do działania powinien przystąpić krajowy Sąd Najwyższy. Z tym może być jednak spory problem.

- Jeśli trybunał wskazałby, że prawo unijne nie normuje tych zagadnień i powinniśmy odnosić się do przepisów prawa krajowego, to zostaje niepodjęta do dziś uchwała całej Izby Cywilnej Sądu Najwyższego. Pytanie szóste w tej uchwale miało się odnosić do tego, czy bankom przysługuje zwrot kosztów korzystania z kapitałów potocznie zwanego wynagrodzeniem. W dalszym ciągu na takie rozstrzygnięcie byśmy czekali, biorąc pod uwagę dotychczasowe orzecznictwo sądów – mówi Tadeusz Białek, wiceprezes ZBP.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane