Tusk: PO "kręgosłupem" ruchu obywatelskiego na rzecz zmiany władzy

Platforma Obywatelska musi stać się podstawą ruchu obywatelskiego na rzecz zmiany władzy - mówi w wywiadzie dla PAP Donald Tusk, który w niedzielę na konwencji PO zapewne ponownie wybrany zostanie na przewodniczącego partii. Według niego, Platforma jest obecnie jedyną realną alternatywą dla rządzących.

Platforma Obywatelska musi stać się podstawą ruchu obywatelskiego na rzecz zmiany władzy - mówi w wywiadzie dla PAP Donald Tusk, który w niedzielę na konwencji PO zapewne ponownie wybrany zostanie na przewodniczącego partii. Według niego, Platforma jest obecnie jedyną realną alternatywą dla rządzących.

Tusk: PO "kręgosłupem" ruchu obywatelskiego na rzecz zmiany władzy

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 19-05-2006, 14:00

Platforma Obywatelska musi stać się podstawą ruchu obywatelskiego na rzecz zmiany władzy - mówi w wywiadzie dla PAP Donald Tusk, który w niedzielę na konwencji PO zapewne ponownie wybrany zostanie na przewodniczącego partii. Według niego, Platforma jest obecnie jedyną realną alternatywą dla rządzących.

Platforma Obywatelska musi stać się podstawą ruchu obywatelskiego na rzecz zmiany władzy - mówi w wywiadzie dla PAP Donald Tusk, który w niedzielę na konwencji PO zapewne ponownie wybrany zostanie na przewodniczącego partii. Według niego, Platforma jest obecnie jedyną realną alternatywą dla rządzących.

Tusk uważa, że Platforma musi stać się "kręgosłupem" ruchu obywatelskiego zrzeszającego tych, którzy z jednej strony nie chcą rządów lewicy, z drugiej natomiast nie chcą władzy "czworokąta": Lech Kaczyński, Jarosław Kaczyński, Andrzej Lepper, Roman Giertych.

Zdaniem szefa PO, w ostatnich miesiącach Platforma przeszła najcięższą próbę: zmierzyła się z przegraną w wyborach i wytrzymała "bardzo brutalną kampanię ze strony PiS".

Tusk mówi, że wolałby mieć konkurencję do fotela szefa PO. Ale - jak podkreśla - fakt, iż jest faworytem świadczy, że przez ostatnie trzy lata dobrze kierował partią, która w ostatnich wyborach otrzymała dwukrotnie wyższe poparcie (24,14 proc.), niż w 2001 r. (12,68 proc.)

Poniżej pełny tekst wywiadu:

PAP: W 2003 r. po wyborze na szefa PO powiedział Pan: "Dla milionów Polaków Platforma Obywatelska jest ciągle wielką nadzieją. Pójdę do politycznego piekła, jeśli to zmarnuję". Jest Pan teraz dalej, czy bliżej tego piekła?

Donald Tusk: Dziś Platforma bardziej niż kiedykolwiek jest znakiem nadziei dla tych wszystkich, którzy są rozczarowani przebiegiem zdarzeń w ostatnich kilku miesiącach.

Czuję się człowiekiem odpowiedzialnym za te nadzieje i podobnie, jak bardzo wielu Polaków czuję, że sprawy idą w złym kierunku. Dlatego dobrze rozumiem to pytanie - bo miało być inaczej i ta nadzieja, jaką dawała Platforma - przynajmniej części opinii publicznej - w 2003 i w 2004 roku miała się zmaterializować po ostatnich wyborach.

Jeśli partia polityczna jest znakiem nadziei, to może oznaczać, że właśnie ta formacja przejmie władzę. Zdaję sobie sprawę, że Polacy oczekują od Platformy nie tylko tego, żeby była znakiem, ale by nadszedł moment przejęcia odpowiedzialności - zwycięstwa i rządzenia lub współrządzenia.

PAP: Nie żałuje Pan więc, że negocjacje z PiS nie trwały dłużej, że Platforma nie przyjęła warunków PiS i nie doprowadziła do tego, by mieć realny udział we władzy?

D.T.: To nie przypadek, że dla braci Kaczyńskich podstawowym politycznym zadaniem w ostatnich miesiącach jest próba przekonania opinii publicznej, że to PO jest odpowiedzialna za to, co się dziś w Polsce dzieje.

Jeśli Polacy zrozumieją, że jeszcze przed wyborami PiS zakładało możliwość współrządzenia z Samoobroną i LPR, jeśli ta prawda dotrze przede wszystkim do wyborców PiS, będzie to początek końca władzy Jarosława i Lecha Kaczyńskich.

Pojedynek o prawdę jest potwierdzeniem starej tezy, że kto ma władzę nad przeszłością, nad interpretacją zdarzeń, ten skutecznie sięga po władzę w przyszłości. Wielkim atutem Platformy jest to, że na dłuższą metę prawdy nie da się ukryć.

Dlaczego negocjacje między PiS i Platformą były krótkie, dość gwałtowne i bez efektu, mimo że starałem się w imieniu PO wrócić do nich kilka razy? Ponieważ od przełomowego momentu, jakim było poparcie Andrzeja Leppera dla Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, PiS zakładało alternatywę w postaci współrządzenia z Samoobroną.

PAP: Ale na samym obnażaniu strategii politycznej PiS nie można budować przyszłości Platformy i mieć pewności wygranej w przyszłych wyborach. Czy niedzielna konwencja krajowa rozpocznie ofensywę PO na scenie politycznej?

D.T.: Często padają pytania, czy Platforma nie powinna zawrzeć koalicji z PiS, a skoro się to nie udaje, szukać porozumienia z lewicą, np. z SLD. A my zakładaliśmy Platformę po to, aby Polskę ostatecznie wydobyć z tych pozostałości PRL.

Jeśli PO ma stać się nowym otwarciem nadziei na prawdziwą, głęboką, pozytywną zmianę, musimy - i to jest głównym zadaniem Platformy - zmobilizować normalną większość, która na pewno nie chce powrotu Leszka Millera do władzy i na pewno nie chce, aby Polską rządził czworokąt: Lech Kaczyński, Jarosław Kaczyński, Andrzej Lepper i Roman Giertych.

Nasze doświadczenie, badania, wiedza wynikająca z codziennych kontaktów mówi, że ta normalna Polska, zdecydowana większość obywateli, chciałaby innej władzy i musimy ludziom dać wiarę, ramy organizacyjne, środki, aby ich nadzieja się spełniła.

Platforma musi sięgnąć do energii, która była tak widoczna w dniach jej narodzin, to znaczy musi być nie tylko partią polityczną, ale także trzonem, kręgosłupem ruchu obywatelskiego na rzecz pożytecznej zmiany w Polsce.

PAP: To wymaga wielkiej pracy i zaangażowania. Czy Platformie wystarczy samozaparcia? Nie obawia się Pan frustracji i zniechęcenia w partii będącej ciągle w opozycji?

D.T.: Ostatnie miesiące pokazały wielką dojrzałość środowisk, które tworzą Platformę i zaskakującą spójność. Mimo tej poważnej presji i ciągłej, bardzo brutalnej kampanii ze strony PiS, Platforma przez ostatnie pół roku przetrzymała najcięższą - moim zdaniem - próbę.

Dziś, w przeddzień zjazdu, można powiedzieć, że nie tylko udało się zachować Platformę w dobrej kondycji, ale że bardzo szybko kapitał zaufania publicznego do PO wzrósł, a nie zmalał.

Dla obecnej władzy, która - moim zdaniem - prowadzi polskie sprawy źle, jedyną realną alternatywą jest Platforma. Realną nie dlatego, że mamy dziś dobre notowania - choć to ważne, bo buduje takie wewnętrzne poczucie sensu działania i własnej siły - ale dlatego przede wszystkim, że to Platforma na serio formułuje te główne kierunki zmian, co do których PiS w ostatniej kampanii udawał, że je podziela, a dziś zachowuje się dokładanie tak, jak ich przeciwnicy, których kiedyś usiłował zwalczyć.

Problem polega na tym, że dziś państwo Jarosława Kaczyńskiego w bardzo wielu szczegółach przypomina państwo Leszka Millera. Czyli większość zadań, które miała Platforma w czasie rządów Millera, jest dziś aktualna.

PAP: Żeby sprawnie działać partia musi być jednolita, zwarta wewnętrznie. Temu ma służyć usunięcie z Platformy grupy warszawskich działaczy?

D.T.: Nie. Platforma to dziesiątki tysięcy ludzi w całym kraju. Ludzi, którzy ze sobą konkurują, walczą między sobą - w ramach pewnego obyczaju i zasad - o własną pozycję. Ale to nie jest problem - wręcz przeciwnie. Im większa partia, im większe szanse ma przed sobą, tym większa konkurencja i ciśnienie wewnątrz.

Tego typu sytuacji, jaka jest w Platformie w Warszawie, nie ma nigdzie w Polsce. (W ostatnich latach często pojawiały się zarzuty pod adresem grupy warszawskich działaczy PO dotyczące udziału w aferach samorządowych m.in. z czasów tzw. układu warszawskiego, czyli rządów stolicą koalicji SLD-PO. Ponadto w 2005 r. warszawska struktura PO została rozwiązana, po tym jak część warszawskich radnych PO, wbrew stanowisku władz partii, zagłosowała za budżetem przygotowanym przez Lecha Kaczyńskiego-PAP)

Problem grupy warszawskich działaczy samorządowych i partyjnych to jest problem wiarygodności i wizerunku Platformy. Jeśli ja mam powiedzieć Polakom: "zaufajcie Platformie, nam naprawdę zależy na normalnej, przyzwoitej władzy budzącej zaufanie, szanującej człowieka i zasady", to mówiąc o tym, muszę mieć pewność, że Platforma gwarantuje taką zmianę.

Przebudowa PO w Warszawie to proces, który trwa już dwa lata. Decyzje zapadły teraz, ponieważ zbliżamy się wielkimi krokami do wyborów samorządowych. Nasze decyzje nie mają żadnego związku ze zjazdem Platformy.

Żeby sprawa była jasna. Każdy kto obserwuje te zdarzenia z bliska dobrze wie o tym, że osoby usunięte z Platformy zostały wykluczone za swoją działalność z przeszłości. Głęboko wierzę, że wygramy wybory samorządowe, także w Warszawie. Nie mogę więc narazić Warszawy na to, żeby to Platforma doprowadziła do powrotu złych obyczajów w samorządzie warszawskim.

PAP: Ale wykluczeni mówią inaczej o powodach ich usunięcia z partii. Według nich, musieli odejść bo nie byli związani ze środowiskiem Pana i pańskich najbliższych współpracowników.

D.T.: Mówią tak, bo nie mają innego wyjścia. Muszą tak to przedstawiać. Ale każdy, kto się bliżej przyglądał warszawskiej PO dobrze wie, że akurat ta grupa była gotowa mi pomagać.

Chciałbym dać do zrozumienia tym wszystkim, którzy nie mają czystego sumienia i nie mają odpowiednich kwalifikacji etycznych i zawodowych, by zajmować się polityką - a ja tak oceniam tę grupę wykluczonych - żeby nie liczyli na to, iż nawet deklarując wsparcie dla mnie uzyskają odpuszczenie win.

Rozsądnie oceniam własne możliwości i sytuację wewnątrz Platformy. Zdecydowałem się na ten krok (wykluczenie grupy warszawskich działaczy - PAP), choć dobrze zdaję sobie sprawę, że to nie ułatwi mi życia na zjeździe. Ale decyzje, które wymagają hartu ducha trzeba umieć brać na siebie i to także w sytuacji, która nie jest dla mnie przyjemna.

PAP: Będzie Pan jedynym kandydatem na szefa PO na niedzielnej konwencji. Czy to dobrze dla partii, że nie ma Pan kontrkandydata?

D.T.: Wolałbym, żeby pojawiła się konkurencja. Uważam ją za coś bardzo pozytywnego. Wszędzie tam, gdzie jest ostra konkurencja, ale zgodna z zasadami, wszyscy na tym korzystają. Ale czy na zjeździe będzie alternatywa dla mojego szefostwa w Platformie? Wydaje się to dziś mało prawdopodobne.

Jedni powiedzą, że to jest zaufanie dla przywódcy, drudzy że to ład i porządek, a trzeci stwierdzą, że nic ciekawego się nie dzieje, bo nie ma jakiegoś atrakcyjnego pojedynku.

To jest też taki moment, w którym ludzie będą podsumowywali co się z Platformą zdarzyło. Powiem nieskromnie: chyba w żadnej partii politycznej nikt nie myśli o zmianie szefa, jeśli doprowadza on do stuprocentowego wzrostu poparcia dla niej.

Mamy oczywiście wspólną odpowiedzialność, ale moja jest największa, za to że Platforma nie wygrała ostatnich wyborów i nie rządzi. Ale ludzie dobrze też wiedzą, że w 2001 r. w wyborach zdobyliśmy niecałe 13 proc., a w następnych - dwa razy więcej. Nie mamy pełnej satysfakcji, to nie będzie zjazd euforyczny. Ale mamy wszyscy poczucie wzrostu zaufania publicznego - a to jest bezcenne.

PAP: Czy są jakieś decyzje, posunięcia z tych trzech lat szefowania Platformie, których Pan żałuje?

D.T.: Z dzisiejszej perspektywy można by wskazać wiele decyzji, zdarzeń, zaniechań, które doprowadziły do jego, że nie wygraliśmy wyborów parlamentarnych i prezydenckich.

Co do wyborów prezydenckich - dotarłem do drugiej tury i zdobyłem niemal 50-proc. poparcie, a jeszcze rok wcześniej nikt nie zakładał tak dobrego wyniku. Wybory parlamentarne? Te kluczowe 2 proc. (różnica miedzy wynikiem PiS i PO) spowodowały, że dziś Polską rządzi Lepper.

Analizowaliśmy dziesiątki decyzji, które doprowadziły do tego, że Platforma dała się wyprzedzić na finiszu i jednego wszyscy żałujemy - że tak późno zareagowaliśmy w kampanii wyborczej na ataki PiS.

Nie przewidzieliśmy, i to mogę mówić także o sobie, że cała kampania PiS będzie wymierzona w Platformę, a nie w rządzące SLD, i za późno na to zareagowaliśmy. Ten brak reakcji na atak symbolicznymi pluszakami i lodówką wynikał z naszego wielkiego przywiązania do idei współrządzenia z PiS.

Nie byliśmy - i dziś uważam to za błąd - przygotowani do tego, że finał kampanii będzie polegał na tym, że PiS wypowie wojnę Platformie, a nie układowi, który chciał zwalczać. Tu zabrakło nam refleksu.

Rozmawiała Monika Kielesińska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane