Tusk: zmiana na stanowisku premiera nie przysporzy popularności PiS

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 08-07-2006, 20:09

Lider PO Donald Tusk uważa, że zmiana na stanowisku premiera nie przysporzy popularności PiS wśród wyborców. Jak dodał na sobotniej konferencji prasowej w Gdańsku, jego partia raczej nie obdarzy kredytem zaufania rządu Jarosława Kaczyńskiego.

Lider PO Donald Tusk uważa, że zmiana na stanowisku premiera nie przysporzy popularności PiS wśród wyborców. Jak dodał na sobotniej konferencji prasowej w Gdańsku, jego partia raczej nie obdarzy kredytem zaufania rządu Jarosława Kaczyńskiego.

W sobotę Rada Polityczna PiS zarekomendowała Jarosława Kaczyńskiego na to stanowisko, a dotychczasowego premiera, który w poniedziałek ma złożyć dymisję, jako kandydata PiS na prezydenta Warszawy.

"Zobaczymy, jaki tryb konstytucyjny przyjmą władze PiS-u" - powiedział lider Platformy. Zaznaczył, że jego partia nie jest na razie pewna, "kto komu złoży dymisję" i "w jaki sposób będzie rekonstruowany gabinet".

"Nie wiemy, czy będzie kolejny, czwarty minister finansów, a wiadomo jak ważna jest to dziedzina życia. Czy pani minister Fotyga dalej będzie obniżała pozycję Polski na świecie, czy też bracia Kaczyńscy znajdą lepszego kandydata" - zastanawiał się Tusk.

"Nic dzisiaj nie wskazuje na to, nic, aby rząd premiera Kaczyńskiego zyskał na starcie zaufanie Platformy" - podkreślił. Zapowiedź zmiany na stanowisku premiera Tusk określił jako "tajemniczą". Według niego, "kryzys, konflikt, tajemnica, zła niespodzianka - to będą główne cechy tego rodzinnego układu rządzącego".

"Dzisiaj Polacy słusznie obawiają się koncentracji władzy w czterech rękach dwóch braci. Dzisiaj mamy do czynienia z koncentracją władzy w układzie rodzinnym, którego intensywność jest nieporównywalna z czymkolwiek co dzieje się w Europie i cywilizowanym świecie" - zaznaczył.

W ocenie lidera Platformy, prezes PiS nie będzie dobrym premierem, "a duet braci Kaczyńskich to nie jest dobra sprawa dla Polski".

"Obawiam się, że to wszystko co jako tako funkcjonowało w Polsce, zawdzięczamy łagodnemu charakterowi i niechęci do konfliktowania się z całym światem Kazimierza Marcinkiewicza. Teraz jego rolę będzie odgrywał Jarosław Kaczyński, a wszyscy w Polsce wiemy, że jest to polityk zdolny do wypowiedzenia każdej wojny każdemu" - powiedział Tusk. Zaznaczył jednocześnie, że dokonania Kazimierza Marcinkiewicza jako szefa rządu "nie są imponujące".

Według lidera PO, jest tylko jedna korzyść ze zmiany na stanowisku premiera. "Od dzisiaj stuprocentową odpowiedzialność, w tym prawną i konstytucyjną biorą ci, którzy de facto zza kurtyny rządzili Polską od dziewięciu miesięcy w tym sensie ta odpowiedzialność to jest jedyny pożytek z tego zamieszania" - tłumaczył.

Dziennikarze pytali Tuska, jaki wpływ zmiana premiera będzie miała na koalicję PiS, Samoobrony i LPR. Jak zauważył Tusk, "Andrzej Lepper nie ukrywał, że wyrzucenie Marcinkiewicza to dla niego znakomity pretekst dla powiększenia jego obszaru władzy".

"Andrzej Lepper powie teraz, że jeśli chcecie, żebym zaakceptował nowy rząd z Kaczyńskim na czele, to proszę więcej, więcej" - zaznaczył Tusk. Podkreślił, że - jego zdaniem - zgoda na "więcej" dla Samoobrony już zapadła.

Według Tuska, bracia Kaczyńscy w polityce zagranicznej "w dwójnasób mogą się przyczynić do pogorszenia naszych relacji". "Wizerunek Rzeczpospolitej na świecie i w Europie doznał uszczerbku już kilkukrotnie w ostatnich miesiącach. Nie ulega wątpliwości, że pogarszająca się pozycja Polski na świecie związana jest z nieudolnością, czy z obsesjami polityków obozu rządzącego, w tym szczególnie braci Kaczyńskich" - zaznaczył.

Lider PO przyznał, że faktycznie prezes partii rządzącej powinien być premierem. "Ale dlaczego do tego wniosku dochodził aż przez dziewięć miesięcy? - zastanawiał się.

Tusk, jak mówił, nie czuje się odpowiedzialny za dymisję premiera Marcinkiewicza. Odniósł sie w ten sposób do sugestii, że zdecydować o tym miało jego czwartkowe spotkanie z premierem. "Odniosłem wrażenie, że prośba pana premiera - wielokrotnie powtarzana o spotkanie ze mną była, jak wszystko na to dzisiaj wskazuje, próbą odwleczenia tego, co się dzisiaj stało" - powiedział szef PO.

Jak dodał, miał wrażenie, że Marcinkiewicz, spotykając się z nim, szukał dodatkowych argumentów w wewnętrznych rozmowach. "O tym, że pan premier Marcinkiewicz zaczyna być problemem dla braci Kaczyńskich było wiadomo od wielu tygodni" - mówił Tusk.

"Chciałbym także przez moment uwierzyć w to, że mam taką władzę, że jeśli się spotkam z urzędującym premierem to on zostanie odwołany. Gdyby tak było to najbliższe spotkanie zaplanowałbym z Jarosławem Kaczyńskim" - żartował Tusk.

Zdaniem szefa Platformy, propozycja złożona premierowi, by został kandydatem na prezydenta Warszawy, była "propozycją nie do odrzucenia". Jak dodał, nie sądzi, by warszawiacy przyjęli z dumą, że na kandydata na prezydenta stolicy idzie się za karę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane