Twórcy Artmana inwestują w e-handel

  • Anna Pronińska
opublikowano: 05-06-2012, 00:00

Bracia Bajołkowie i Jan Pilch poszukają kapitału dla Answear.com. Być może na giełdzie

Zbudowali i sprzedali Artmana, przejęli Reportera, a teraz budują pozycję Answear. com, multibrandowej platformy e-handlu sprzedającej ubrania m.in. marek Adidas, Calvin Klein czy Hilfiger Denim. Bracia Bajołkowie i Jan Pilch uruchomili ją półtora roku temu i — choć serwis jeszcze nie zarabia — jego potencjał dostrzegli już inwestorzy finansowi.

— Otrzymaliśmy sporo propozycji i nie wykluczamy, że z nich skorzystamy. Jednocześnie pod uwagę bierzemy opcję wejścia na GPW. Ten biznes potrzebuje jeszcze finansowego wsparcia — mówi Krzysztof Bajołek.

— To jedna z niewielu firm w Polsce tworzonych w stylu amerykańskim. Jej założyciele agresywnie reklamują się we wszystkich kanałach promocyjnych w myśl strategii „get big fast”. Nie dziwi zainteresowanie inwestorów, bo to jest rodzynek w polskim e-handlu, to powiew świeżości — mówi Tomasz Karwatka, prezes Divante. pl, opracowującego strategie dla e-handlu. Jego zdaniem, Answear.com będzie gorącym kąskiem.

— Ale to też ryzykowna inwestycja, która potrzebuje czasu. Amazon znajdował się pod wodą 10 lat, ale jak już wypłynął, konkurencjinie chce się nawet podnosić rękawicy. Answear.com może być dobrze wyceniany, bo w Polsce nie ma konkurenta, który wszedłby na tę ścieżkę na taką skalę. Jego zakupem mogliby być zainteresowani: Otto Group, Amazon, Allegro, a może Empik — mówi prezes Divante.pl.

Teraz Polska

Na razie projekt finansują jego założyciele. — Dobrze wystartowaliśmy. Jednak do tego biznesu trzeba jeszcze dopłacać, bo nie jest to etap, w którym już się zaczyna zarabiać. Liczę, że ten moment nastąpi po trzech latach od uruchomienia projektu — mówi Krzysztof Bajołek. Nie ujawnia kosztów inwestycji, ale twierdzi, że są liczone w milionach. — Biznes internetowy można tworzyć małymi nakładami lub z rozmachem. W Answear.com stawiamy na dynamiczny rozwój — mówi Krzysztof Bajołek. Koszty rozwoju sprzedaży internetowej w porównaniu z tradycyjną siecią są dużo niższe. — Ale to nie jest darmowy biznes. Większość nakładów wiąże się z pozyskiwaniem ruchu na stronie i przekładaniem go na sprzedaż — tłumaczy inwestor. Jego zdaniem, serwis ma około 0,5 mln użytkowników miesięcznie. Zapewnia, że tendencja jest wzrostowa. — A za tym idzie sprzedaż. Na razie w kraju, bo serwis jest polskojęzyczny. Docelowo chcemy pozyskać klientów także w krajach ościennych. Obierzemy kierunek na południe i wschód — mówi Krzysztof Bajołek.

Bariera do pokonania

Rywalami Answear.com są m.in. Gomez, Texland-Butik i Shaffashoes.

— Rynek jest rozdrobniony, ale największym sprzedawcą e-handlu, w tym odzieży, pozostaje Allegro. W Polsce segment rynku odzieżowego w sieci dopiero się tworzy, bo ludzie nie są przyzwyczajeni do kupowania obuwia i odzieży online. Dopiero się tego uczą. To jest pewna bariera rozwoju, którą chcemy pokonać — mówi Krzysztof Bajołek.

— Przykład Answear.com pokazuje potencjał internetu w branży odzieżowej. W porównaniu z portalami handlującymi książkami czy elektroniką, gdzie wszyscy się wyrzynają, w odzieżówce Answear.com ma dużo przestrzeni. Konsumenci chcą kupować przez sieć, są lojalni, a marże wysokie — uważa Tomasz Karwatka. Spółka ma też dwa tradycyjne sklepy w galeriach handlowych w Poznaniu i Kielcach.

— Notują zwyżki sprzedaży. Jednak ostatnie lata są trudne w handlu detalicznym. Przede wszystkim kryzys spowolnił rozwój gospodarki i ludzie ostrożniej wydają pieniądze — przyznaje Krzysztof Bajołek.

W tym roku spółka raczej nie otworzy trzeciego sklepu, choć jej właściciele chętnie widzieliby taki np. w stolicy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy