Czytasz dzięki

Twórcy internetowi zmieniają świat

Joanna Rubin
opublikowano: 05-12-2019, 22:00

Influencerzy z branży mody, sportu, lifestyle’u są bardzo wpływową grupą społeczną. Wiedzą, jak dotrzeć do ludzi, rozumieją ich, potrafią mówić ich językiem. Niektórych śledzi w mediach społecznościowych nawet 150 mln osób. Te spersonalizowane i lojalne grupy docelowe nie umknęły uwadze reklamodawców.

Dobrze przygotowany post w mediach społecznościowych jest w stanie wielokrotnie zwiększyć sprzedaż produktu. Siła influencer marketingu wynika z naturalności i autentyczności. Relacjonowanie swojego życia sprawia, że odbiorcy śledzący konkretnego influencera zaczynają się z nim utożsamiać, dzięki czemu łatwiej wpłynąć na ich opinię o produktach czy trendach. Już w 2016 r. 50 proc. ankietowanych przez Infuture.institute przyznało, że dzięki treściom znalezionym w internecie wprowadzają zmiany w swoim stylu życia.

Co zrobić, aby być kimś

W filmie Lauren Greenfield „Pokolenie pieniądza” z 2018 r. jeden z bohaterów mówi, że dla niego media społecznościowe to rodzaj przemocy psychicznej. Kiedyś ludzie porównywali się do najbliższego sąsiada, dziś — do całego świata. Joanna Malinowska-Parzydło, przez wiele lat związana z Grupą TVN autorka książek „Jesteś marką” i „Zespół wygrany czy przegrany?”, uważa, że internetowy twórca tak jak profesjonalny dziennikarz powinien być odpowiedzialny społecznie i świadomy swojego wpływu, powinien też dbać o jakość udostępnianych treści, ich weryfikację, język i cel.

— Oczekiwałabym od osób, które nie boją się być wzorami dla innych, aby promowały wartości, które budują kapitał społeczny, a nie jedynie kapitał entuzjastów wokół swojej osoby i własnego medium — wyjaśnia Joanna Malinowska-Parzydło.

Według niej nie można być wiarygodnym, czyli obiektywnym, a równocześnie prezentować się jak pusty słup ogłoszeniowy na sprzedaż. Może chwilowo takie działanie się opłaca, ale z pewnością nie warto, jeśli dba się o reputację i silną markę. Bycie autorytetem dla innych to nie przyjemność, lecz przede wszystkim ogromna odpowiedzialność za wpływ, jaki wywieramy. To odpowiedzialność społeczna, bo dotyczy dużej sieci relacji społecznych i wpływu na ludzi, którzy na podstawie naszych opinii wyrabiają sobie zdanie o świecie, zmieniają postawy, a tym samym wpływają na jakość życia.

Przykład? 19-letnia blogerka modowa Win Lae Phyu Sin swoją pracą kwestionuje sposób, w jaki muzułmanie są postrzegani w Birmie. A są tam dyskryminowani. Win Lae Phyu Sin stała się ikoną muzułmańskiej mniejszości, gdy jedna z birmańskich firm zaprosiła ją do kampanii promocyjnej kosmetyków. Wystąpiła wtedy w długiej sukni i hidżabie, tradycyjnym muzułmańskim nakryciu głowy. W buddyjskiej Birmie było to społecznie nieakceptowalne. Tutoriale Win Lae Phyu Sin są o tym, jak zrobić świetny makijaż, ale przede wszystkim nawiązują do budowania zaufania i dumy z tożsamości, która jest ciągle kwestionowana. W mediach społecznościowych obserwuje ją kilkadziesiąt tysięcy osób, blogerka prowadzi również warsztaty dla kobiet.

Moda też ma głos

Win Lae Phyu Sin wpływa na społeczność w miejscu, w którym żyje. Karolina Żebrowska, 26-letnia autorka książek „Modowe rewolucje” i „Polskie piękno. Sto lat mody i stylu”, vlogerka, twórczyni „Domowej kostiumologii”, mówi, że kobiety od wielu lat działały w podobny sposób.

— Te, które nie mogły się bezpośrednio zaangażować w ruch sufrażystek w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, walcząc o prawa wyborcze dla kobiet na początku XX w., manifestowały swoje poglądy polityczne przez dodawanie do strojów kolorów tego ruchu: fioletowego, zielonego i białego. Inne wyrażały swój patriotyzm przez noszenie czerni. Nie było to dobrze widziane przez ówczesne władze, które nakazały zdobywanie specjalnych zezwoleń na noszenie żałoby — przypomina Karolina Żebrowska.

Jej kanał prowadzony na YouTubie pod własnym nazwiskiem śledzi 448 tys. obserwatorów, a konto na Instagramie 82,9 tys. Autorka w rozrywkowy sposób łączy historię ubioru i tematykę kostiumu historycznego ze współczesnością. Stara się oswoić widza z historią i zwrócić uwagę także na aspekty, które często pomijamy. Karolina Żebrowska jest po filmoznawstwie na krakowskim UJ, reżyserię studiowała w Szkocji. Lubi wyszukiwać historyczne niuanse, obalać mity i inspirować ludzi do zdobywania wiedzy, aby nie umykały im szczegóły, by byli poszukiwaczami ciekawostek, a nie ślepo wierzyli uproszczeniom i utartym schematom publikowanym w magazynach modowych. Wyjaśnia, że moda lat dwudziestych to nie tylko złote cekinowe sukienki z frędzelkami, i obala mity na temat koszmarnej niewygody dziewiętnastowiecznych sukni. Jeden z komentatorów na YouTubie nazywa ją Gordonem Ramsayem historii mody — jest sarkastyczna, nie oszczędza filmowych i internetowych produkcji prezentujących widzom błędy i stereotypy. Produkcje Karoliny Żebrowskiej mają fanów na całym świecie, niektóre osiągają nawet 1,5 mln wyświetleń.

— Niezwykle ważne jest dla mnie, by swoją pasją pozytywnie wpływać na społeczność, edukować i pokazywać zmiany społeczne i obyczajowe przez historię ubioru. Wszystkim zajmuję się sama: reżyserią, scenografią, scenariuszem, jestem też aktorką. Jeśli biegam przed kamerą w sukni z XIX w., to wtedy proszę siostrę, by filmowała — twierdzi Karolina Żebrowska.

Chętnie współpracuje z instytucjami kultury, z mediami, które sięgają po tematykę minionych trendów i mody przeszłych epok. Ma wrażenie, że historia ubioru coraz bardziej intryguje odbiorców.

Szeryf internetu

Joanna Glogaza ma 30 lat, jest autorką trzech książek: „Slow Fashion”, „Slow Life”, „W to mi graj” i pracuje nad kolejnym tytułem. Zarządza z mamą Lunaby — firmą z piżamami, stworzyła też kurs online „Jak założyć własną markę odzieżową”. Zgromadziła 16,7 tys. obserwatorów na YouTubie, 37,7 tys. na Instagramie i 100 tys. miesięcznych odwiedzin na blogu joannaglogaza.com. Optymalizuje, edukuje, jak kupować odpowiedzialnie ubrania i w jaki sposób organizować szafę. W swoich produkcjach na YouTubie zachęca, by kupować tylko to, co jest nam naprawdę potrzebne i co będziemy długo nosili. Pokazuje, jak sklepy oszukują klientów, odpowiada na pytania, czy było jej trudno przez rok nie kupować nowych ubrań, i wylicza rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebujemy — Polacy wydają na ubrania przeciętnie 10 proc. miesięcznego dochodu, przy czym co roku wyrzucają ze swoich szaf 2,5 mln ton koszulek, spodni czy swetrów. Ponad 40 proc. z nas kupuje nowe ubrania przynajmniej raz w miesiącu. Konta influencerek to popularne miejsca poszukiwania informacji zakupowych, dlatego jednym z największych zarzutów wobec blogerek modowych jest to, że są chodzącymi banerami reklamowymi, narzędziami w rękach marketingowców z odzieżowych korporacji. Joanna Glogaza uważa, że trudno wzbudzić odpowiedzialność u twórców internetowych, jeśli nie mają swojego wewnętrznego kompasu.

— Przykład idzie też z góry. Niedawno w gazecie, która słynie z tworzenia treści wspierających kobiety, czytałam artykuł zachęcający panie, by nie ubierały się dla mężczyzn, żyły w zgodzie ze sobą i doceniały siebie. Tylko co z tego, skoro między tekstami są reklamy klinik medycyny estetycznej i produktów na odchudzanie... Dokładnie w tym samym numerze była reklama laserowej korekty oczu, z której wynikało, że okulary nie są modne, wyglądamy w nich brzydko i trzeba je wyrzucić do kosza. Trudno więc oczekiwać od 18-latki, która dostała smartfona od rodziców i robi zdjęcia na insta, że od razu będzie czuła odpowiedzialność za treści, które tworzy. Gazety, wielkie tytuły — przecież one też tego nie robią. Kto więc miałby być szeryfem internetu? — pyta Joanna Glogaza.

Blogerka skupia się na produkcjach własnych, na kursach online i pisaniu książek. Podejmuje współpracę reklamową tylko wtedy, gdy jest przekonana do produktu. Tak było w przypadku bielskiej firmy rodzinnej Loman, z którą promuje limitowaną kolekcję czapek z wełny merino. 50 proc. kwoty uzyskanej z ich sprzedaży jest przekazywana na rzecz zwierząt pozostających pod opieką Fundacji dla Braci Mniejszych.

Bardziej przedsiębiorczy influencerzy wychodzą poza internet, budują marki odzieżowe. Jessica Mercedes, którą na Instagramie śledzi niemal milion osób, jest twórczynią marek Veclaim i Moiess Swimwear. Właśnie otwiera butik przy ul. Mokotowskiej w Warszawie. Większość twórców internetowych zarabia jednak na AdSense, serwisie reklamowym Google’a, którego działanie polega na wyświetlaniu reklam na filmach na YouTubie. Udostępniają przestrzeń reklamową, a Google dopasowuje reklamy do treści odcinka i użytkowników, którzy odwiedzają kanał. Potem wypłaca 55 proc. kwoty zebranej od klientów, których reklamy zostały wyświetlone przy wybranym filmie. Ich wysokość zależy od popularności, rozpoznawalności i reputacji twórców. Mniej znani za pojedyncze lokowanie produktu mogą dostać około 8 tys. zł, ci najbardziej rozpoznawalni np. 160 tys. zł. Influencerzy podpisują też kontrakty reklamowe z firmami i zarabiają na sprzedaży produktów własnych: książek, kolekcji ubrań, kursów, gadżetów.

— Tym bardziej warto wziąć odpowiedzialność za bycie wiarygodnym wzorem do naśladowania dla młodych ludzi, dla których staliśmy się autorytetem. Zwłaszcza w świecie rozwarstwienia społecznego, konsumpcjonizmu traktowanego jako hobby i zaczerpniętych z mediów wzorów piękna i sukcesu — sumuje Joanna Malinowska-Parzydło.

JOANNA RUBIN

Dziennikarka i blogerka (www.nakawie.pl) zainteresowana przedsiębiorczością. Autorka książki „Twarze polskiego biznesu. Rozmowy »na kawie«”. Współorganizowała konferencję popularnonaukową TEDxPoznań. Niemal 10 lat była zawodowo związana z instytucjami finansowymi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Joanna Rubin

Polecane