Tylko wzrost produktywności w USA wzmocni dolara i rynki akcji

Przemysław Kwiecień
10-03-2008, 00:00

Niecałe siedem lat temu za euro płaciliśmy 84 centy. Dziś 1,54 dolara, co oznacza wzrost ceny euro o 83 proc. Gdzie leżą granice słabości dolara? Już dziś europejczycy latają do Nowego Jorku na zakupy. Arbitraż cenowy jest jednym z automatycznych stabilizatorów kursów walutowych, ale ten czynnik teraz nie wystarczy. Potrzebne jest odwrócenie oczekiwań, co do dysparytetu stóp procentowych i wzrost produktywności gospodarki USA.

Warto zauważyć, że w siedem lat dolar umacniał się tylko w 2005 r., właśnie dzięki oczekiwaniom na podwyżkę stóp procentowych w USA. Obecnie dysparytet działa przeciwko dolarowi. Rynki ciągle oczekują obniżek stóp w strefie euro, a tych może po prostu nie być.

Możliwe są dwa scenariusze, w których dolar mógłby się istotnie wzmocnić. Czarny zakłada silne spowolnienie w strefie euro, co zrodziłoby konieczność kopiowania ruchów Fed przez ECB. Optymistyczny przewiduje wyraźne przyspieszenie wzrostu gospodarczego w USA, co mogłoby nastąpić w czwartym kwartale i umożliwiłoby szybkie odwracanie obecnych decyzji przez Fed.

Scenariusze te mają

skrajnie różną wymowę dla rynków akcji. Aby zrealizował się optymistyczny, konieczna jest powtórka z lat 90. Ameryka zaskoczyła wtedy świat innowacyjnością i efektywnością wykorzystania czynników produkcji. Inwestorom trudno jednak wyobrazić sobie, że przy obecnym sentymencie w USA raz jeszcze obudzi się ten duch przedsiębiorczości. I dlatego na razie dolar pikuje solidarnie z giełdami.

Przemysław Kwiecień

X-Trade Brokers DM

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemysław Kwiecień

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Tylko wzrost produktywności w USA wzmocni dolara i rynki akcji