Tym razem ekonomiści bankowi unikają paniki

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 19-08-2011, 00:00

Tylko o 0,3 pkt proc. banki obcięły prognozy wzrostu gospodarczego na przyszły rok — wynika z ankiety "PB".

W poprzedniej fali kryzysu analitycy masowo obcinali prognozy dla Polski. Teraz są dobrej myśli

Tylko o 0,3 pkt proc. banki obcięły prognozy wzrostu gospodarczego na przyszły rok — wynika z ankiety "PB".

Kiedy pod koniec w 2008 r. nasilił się kryzys gospodarczy, ekonomiści bankowi lawinowo zaczęli obniżać prognozy dla polskiej gospodarki. Wystarczyły dwa miesiące, by przeciętny obstawiany przez analityków na 2009 r. wzrost PKB spadł z ponad 4 proc. do niespełna 2 proc. Cięcie okazało się zresztą słuszne — ostatecznie gospodarka urosła o 1,6 proc.

Tym razem, choć na rynkach finansowych w ostatnich miesiącach znowu powiało grozą jak po upadku banku Lehman Brothers, ekonomiści są znacznie bardziej spokojni o przyszłą koniunkturę. Też rewidują w dół swoje prognozy, ale na znacznie mniejszą skalę niż trzy lata temu. Jak wynika z ankiety "PB" przeprowadzonej wśród 13 cenionych zespołów analitycznych, przez ostatnie dwa miesiące przeciętny analityk obniżył prognozę wzrostu gospodarczego na 2011 r. zaledwie o 0,3 pkt proc.

Mediana prognoz rynkowych na przyszły rok wynosi obecnie 3,5 proc. (rozciągają się między 2,9 proc. a 3,7 proc.). Kiedy niepokoje na rynkach finansowych zaczynały się zaostrzać (przyjęliśmy umowną datę 1 czerwca br.), konsensus ten wynosił 3,8 proc. (przedział 2,9-4,5 proc.).

Siła spokoju

— Rewizje są niewielkie, co pokazuje, że ekonomiści nie panikują i dość spokojnie patrzą w przyszłość. Po ostatnim kryzysie biorą poprawkę na to, że polska gospodarka jest bardziej odporna na zewnętrzne zawirowania, niż się wydawało. To pozwala wierzyć, że zbliżające się spowolnienie gospodarcze będzie w Polsce dość łagodne — mówi Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH.

Należy ona do grupy analityków, którzy przez ostatnie trzy miesiące nie obniżyli prognoz PKB. Cały czas obstawia, że w przyszłym roku wzrost gospodarczy wyniesie 3,6 proc.

— Nie musieliśmy rewidować prognozy, bo była ona dość ostrożna. Już kilka miesięcy temu, kiedy ją tworzyliśmy, założyliśmy wyhamowanie gospodarki. Teraz nasz scenariusz się realizuje — tłumaczy Maja Goettig.

Z tego samego powodu prognozy nie rewiduje Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas.

— Na wiosnę założyliśmy pesymistyczny rozwój wydarzeń na świecie, więc i prognoza dla Polski była dość niska. Dzięki temu teraz nie musimy jej na gwałt rewidować. Być może zrobimy to za miesiąc, ale korekta pewnie będzie nieznaczna — mówi ekonomista.

W poprzedniej fali kryzysu jako pierwszy zapowiedział on recesję w Polsce (w listopadzie 2008 r. prognozował -0,4 proc. w 2009 r.). Tym razem też jest pesymistą, ale znacznie mniejszym niż wówczas — prognozuje 2,9 proc. To najniższy wynik w ankiecie (tyle samo ma Citi Handlowy).

Ale nie tylko ekonomiści rynkowi zachowują prognostyczny spokój — rewizji unika też Ministerstwo Finansów. Wczoraj minister Jacek Rostowski stwierdził, że według jego resortu w przyszłym roku gospodarka wzrośnie o 3,8-4 proc. W budżecie na 2012 r. rząd założył 4 proc.

— Jesteśmy przygotowani na gorszy scenariusz, ale w tej chwili nie powinniśmy go zakładać — przekonuje minister finansów.

Drobna korekta

Część ekonomistów dość wyraźnie zrewidowało jednak przez ostatnie dwa miesiące swoje prognozy. O około 1 pkt proc. obcięły przyszłoroczny wzrost: Bank Pocztowy, BGK, Citi Handlowy, PKO BP i Raiffeisen Bank.

— W ostatnich tygodniach sytuacja w kraju i za granicą dość wyraźnie się zmieniła. Okazało się, że zarówno polska gospodarka, jak i gospodarki głównych partnerów handlowych rosną wolniej, niż się spodziewano. Już teraz mamy więc gorszy start na najbliższe kwartały. W dodatku zawirowania na rynkach finansowych sprawiły, że perspektywy dla świata i Polski się pogorszyły — tłumaczy Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK.

Spowolnienie gospodarcze na Zachodzie, ale też zalew informacji o spadkach na giełdzie czy kolejnych rekordach franka szwajcarskiego sprawiają, że nastroje przedsiębiorców się pogarszają. Choć to tylko subiektywne odczucia, przekładają się na realną gospodarkę.

— Szefowie firm, czując spadek popytu zagranicznego i widząc niepokoje na rynkach finansowych, ograniczają swoje plany inwestycyjne. Nakłady firm na rozwój mogą więc znowu wyhamować i pociągnąć w dół dynamikę PKB — argumentuje Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

W dodatku, tym razem polska gospodarka nie może liczyć na "kroplówkę". W poprzedniej fali kryzysu koniunkturę wspierała obniżka PIT i miliardy euro wpompowane w niemiecką gospodarkę w ramach pakietów stymulacyjnych (np. dopłaty do nowych samochodów, co nakręcało produkcję w polskich fabrykach).

Zagraniczna dekoniunktura osłabia polski przemysł

Ekonomiści rewidują prognozy, bo na rynkach znowu wrze, a z gospodarki napływa coraz więcej złych informacji. Wczoraj przykrym zaskoczeniem były dla analityków dane Głównego Urzędu Statystycznego o produkcji przemysłowej. Okazało się, że obroty były w lipcu 2011 r. tylko o 1,8 proc. wyższe niż przed rokiem — to najgorszy wynik od października 2009 r., a jeszcze pół roku temu dynamika produkcji przekraczała 10 proc. Przed publikacją danych mediana prognoz rynkowych wynosiła 3,4 proc.

— Słabe wyniki przemysłu w lipcu pokazały, że prawie równie złe dane za czerwiec nie były jednorazową wpadką, ale początkiem dłuższej, negatywnej tendencji. Musimy być przygotowani na to, że z powodu słabnącego popytu zagranicznego w kolejnych miesiącach dynamika produkcji będzie utrzymywać się na niskim poziomie — komentuje Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.

W niezłym tempie nadal rośnie produkcja budowlana — w lipcu była o 16,4 proc. wyższa niż przed rokiem. Tu jednak też widać wyhamowanie. Jeszcze kilka miesięcy temu dynamika przekraczała 20 proc.

— Dobre wyniki budownictwa pozwalają sądzić, że spowolnienie gospodarcze w Polsce będzie łagodne — twierdzi Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

1,8%

Taki był w lipcu roczny wzrost produkcji przemysłowej. Firmy nie zanotowały tak niskiej dynamiki od października 2009 r. Analitycy spodziewali się spowolnienia obrotów, ale nie tak mocnego, jak pokazały to dane.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu