U Pana Tunga wszystko jest nadzwyczaj tanie

Julia Kafka
opublikowano: 19-01-2001, 00:00

U Pana Tunga wszystko jest nadzwyczaj tanie

Restauracja Mr. Tunga na pewno nie nadaje się na biznesowe spotkania. Lokal ma wiele wad, a kuchnia nie wyróżnia się niczym specjalnym. Jedyny atut to niskie ceny, które jednak nie są argumentem, szczególnie dla biznesmenów.

Do Mr. Tunga sprowadził mnie ślepy los. Sięgnęłam po jeden z darmowych miesięczników i wybrałam lokal na chybił trafił. W dziale kuchnia indochińska znalazłam tylko jedną restaurację — Mr. Tung. Postanowiłam zaryzykować. Zadzwoniłam, aby zarezerwować stolik, na wszelki wypadek pytając, ile potraw jest w menu. W odpowiedzi usłyszałam, że pond 50. Nie najgorzej pomyślałam.

Niedbały wystrój...

Na miejscu okazało się, że rezerwacja była zbędna, ponieważ prawie cała restauracja świeciła pustkami. Pierwsze wrażenie mogło przyprawić o dreszcz mniej odporne osoby. Na szczęście do restauracji Mr. Tunga nie zabrałam ważnego kontrahenta... mógłby salwować się ucieczką.

Gdyby bohaterowie filmów Stanisława Barei mogli chodzić do indochińskich przybytków, na pewno odwiedziliby ten lokal. Stoliki w stylu Sajgon lata 70., plus śpiewane po chińsku przeboje Elvisa Presleya w tle spowodowały, że przez chwilę sama chciałam uciekać. Poza tym na drzwiach nadal jeszcze dyndał kolorowy napis 2001 (pamiątka po sylwestrowym przyjęciu), a w środku można było podziwiać balony! Pomyślam, ślepy los nie mógł się aż tak pomylić! Sięgnęłam więc po kartę dań (żółte kartki odbite na ksero i oprawione w plastikowe koszulki).

...i takaż kuchnia

Wśród sałatek znalazłam grecką. Grecja w Indochinach? Chciałam spróbować, jednak okazało się, że nie ma na to szansy. Nie było zresztą większości sałatek figurujących w karcie. Zdecydowałam się w końcu na sałatkę z makaronu sojowego. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że znalazłam w niej spory kawałek plastikowego opakowania!

Mile zaskoczyły mnie natomiast zupy. Rosół won-ton i zupa z pędami bambusa były bardzo smaczne. Królewskie krewetki w maśle ucieszyły podniebienie, jednak wrażenie zepsuły uzupełniające danie mrożony groszek i marchewka. Na uwagę zasługiwała natomiast wyśmienita, chrupiąca ryba. Niestety ryż w miseczkach podawany niemalże do każdego dania był lekko zeschnięty, co budzi podejrzenia, że odgrzano go w mikrofalówce.

Na koniec spróbowałam poprawić sobie humor deserem. Niestety nie udało się. Galaretka z zielonej herbaty byłaby niezła, gdyby nie to, że dodano do niej bitej śmietany w sprayu.

Obsługa u Mr. Tunga jest miła, choć nie do końca profesjonalna. Kelner zapomniał np. o sosie do sajgonek i przyniósł go, kiedy kończyłam jeść. Wychodząc z restauracji ślubowałam nigdy więcej nie ufać ślepemu losowi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Julia Kafka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / U Pana Tunga wszystko jest nadzwyczaj tanie