U Trumpa od hossy do bessy krótka droga

Spekulacje o możliwym rozpoczęciu procedury impeachmentu wobec nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych wzbudziły na rynkach strach

Tak jak na rynkach po wyborach w listopadzie ubiegłego roku utarło się hasło „hossa Trumpa”, tak teraz do słownika może wejść to z bessą i nazwiskiem 45. prezydenta USA. Wczoraj indeksy giełdowe poszły wyraźnie w dół, dolar był najsłabszy od czasu wyborów, zyskiwały natomiast bezpieczne przystanie — frank, złoto i amerykańskie obligacje skarbowe. Zapomniany już nieco VIX, zwany indeksem strachu, odzwierciedlający oczekiwania inwestorów co do wahań notowań na Wall Street, odnotował w środę największy skok od listopada 2016 r.

Wyświetl galerię [1/2]

SĄ EMOCJE: Nikt z inwestorów chyba nie wątpił, że prezydentura Donalda Trumpa dostarczy sporych emocji, ale chyba też niewielu się spodziewało, że o impeachmencie zacznie się mówić tak szybko. Bloomberg

W pierwszych godzinach handlu za oceanem indeks wzrósł o 1,92 pkt., do 12,57 pkt. Zmienność amerykańskiego rynku akcji była niezwykle niska w ostatnich miesiącach wbrew obawom o wpływ niestabilnej sytuacji politycznej oraz wzroście ryzyka za granicą. Pomimo wzrostu, VIX w dalszym ciągu utrzymuje się znacznie poniżej średniej od roku 1990, która wynosi 20 pkt., ale sytuacja może nabrać dynamiki.

Wszystko przez to, że według nieoficjalnych doniesień Donald Trump ujawnił Rosji tajne informacje dotyczące amerykańskich służb specjalnych. Jakby tego było mało, z notatki sporządzonej po spotkaniu w Białym Domu przez Jamesa Comeya, zwolnionego przez Trumpa szefa FBI, wynika, że prezydent wywierał presję na służby i domagał się zakończenia śledztwa w sprawie powiązań z Rosją, jakie rzekomo miał Michael Flynn, były już doradca ds. bezpieczeństwa. Biały Dom zaprzecza tym rewelacjom, ale inwestorzy tym razem „sprzedają plotki”.

Do odwołania daleko

Analitycy radzą, by trzymać nerwy na wodzy. Zdaniem Przemysława Kwietnia, głównego ekonomisty X-trade Brokers DM, impeachment Trumpa jest bardzo mało prawdopodobny. Rozpoczęcie procedury mogłoby się rozpocząć po stwierdzeniu, że doszło do poważnego naruszenia prawa, w tym przypadku — ingerencji w wymiar sprawiedliwości.

— Potrzeba byłoby dużo cięższego przewinienia, by do tego doszło, czyli by republikanie rozważyli poparcie takiej idei. Kongresmen, który wystąpił z takim wnioskiem, to demokrata i on po prostu wykorzystuje sytuację do pewnego spektaklu politycznego. Ale w mojej ocenie rynki nie obawiają się impeachmentu, tylko reagują na to, że całe to zamieszanie oddala nas od realizacji obietnic gospodarczych Donalda Trumpa, które wcześniej były już zdyskontowane — mówi Przemysław Kwiecień.

Konrad Białas z DM TMS Broker uważa, że nie można bagatelizować ryzyka impeachmentu, choć w tym przypadku karty rozdaje partia republikanów, a do przegłosowania wniosku o odwołaniu Donalda Trumpa z urzędu prezydenta konieczne jest uzyskanie minimum dwóch trzecich głosów w Kongresie.

— Na ten moment nie widać jednak poparcia ze strony partii republikańskiej. Żeby to się zmieniło, za impeachmentem musiałoby opowiedzieć się co najmniej 70, a nie jak obecnie 40 proc. społeczeństwa — dodaje Konrad Białas.

Sedno problemu

Ekonomiści zgodnie podkreślają, że największym problemem z perspektywy rynków jest to, że Biały Dom będzie marnować czas i energię na kwestie niezwiązane z gospodarką.

— Z perspektywy rynków finansowych ryzykowne jest przede wszystkim to, że administracja USA nie będzie skupiona na wprowadzaniu zapowiadanych przez Donalda Trumpa reform. Zmniejsza to do zera szanse na dodatkowy impuls dla gospodarki, a w ślad za tym na przyspieszenie inflacji i szybszezacieśnienie polityki pieniężnej przez Fed — mówi Konrad Białas.

— Rynek po prostu widzi, że nie realizuje się wizja drugiego Ronalda Reagana, jakim miał być Donald Trump — dodaje ekonomista XTB. W kampanii wyborczej Trump obiecał m.in. uproszczenie systemu podatkowego, zwolnienie z podatku osób najmniej zarabiających, ochronę rodzimego rynku dzięki cłom oraz zwiększenie nakładów na cele obronne oraz duże inwestycje infrastrukturalne. Na renowację dróg, mostów i lotnisk miały iść miliardy dolarów. Powyborcza rzeczywistość okazała się bardziej wymagająca, dlatego zdecydowana większość tych obietnic pozostaje na razie hasłem wyborczym i nie przerodziła się w konkretne decyzje. Marcin Kiepas, analityk rynków, uważa, że spekulacje o impeachmencie posłużyły za pretekst do realizacji zysków w sytuacji, gdy wyczerpały się impulsy, które mogłyby pchać giełdy w górę.

— Donald Trump, jaki jest, każdy widzi. Natomiast amerykańska demokracja jest ugruntowana i jego impeachment jest mało realny. Gdyby do tego jednak doszło, to kolejny prezydent byłby zapewne bardziej przewidywalny. W krótkim terminie jednak pretekst do realizacji zysków byłby doskonały, bo sama procedura jest czasochłonna, a rynki po prostu nie lubią niepewności. Druga sprawa to kwestia reform. Cały ostatni rajd na giełdach bazował na tym, że republikański prezydent z republikańskim kongresem będą wprowadzać wiele reform wolnorynkowych. Bez tego może się zdarzyć, że indeksy cofną się do poziomów z listopada 2016 r. — mówi Marcin Kiepas. Indeks S&P500 znajdował się wówczas na poziomie 2100 pkt., około 12 proc. niżej niż obecnie. WIG20 zmagał się z barierą 1800 pkt. Obecnie jest 500 pkt. wyżej.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński, współpraca KA, JDB

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / U Trumpa od hossy do bessy krótka droga