Ubiór zdobi prezydenta

Jerzy Turbasa, krawiec
opublikowano: 27-06-2008, 00:00

O ile z pewną przesadą możemy uznać, iż Lech Wałęsa zmienił życie milionów Polaków (bo przecież nie sam), o tyle w przypadku odmiany losu Hanny Gronkiewicz-Waltz będzie to już stwierdzenie bez uproszczenia.

To dzięki staraniom prezydenta z pracownika naukowego stała się w 1991 roku prezesem Narodowego Banku Polskiego i przewodniczącą Rady Polityki Pieniężnej, by w cztery lata później zostać jego konkurentem w wyborach głównego lokatora Belwederu. Kolejne kroki w karierze to prezesowanie EBOR-owi i zasiadanie w ławach sejmowych. W 2005 roku, pokonując w elekcji ekspremiera Kazimierza Marcinkiewicza, znalazła się w fotelu prezydenta Warszawy. Czy to trampolina do realizacji wyznania sprzed 12 lat: „Będę dla narodu jak ojciec i matka”?

Lepiej

Zerkaliśmy regularnie na postać Hanny Gronkiewicz-Waltz przez te lata jej polityczno-bankowej kariery. I widać było radykalną zmianę wizerunku. Nosi kruczoczarne włosy, z których grzebień układał niegdyś nie tak małą, jakże japońską w formie fryzurę (nadawała sylwetce pewną lekkość). Figura była nienaganna, co niestety nie zawsze można było powiedzieć o kostiumach, a zwłaszcza o ich jakości.

Z czasem zaczyna obowiązywać zasada: „do trzydziestki za wygląd kobiety odpowiada Pan Bóg, a później ona sama”. Owa maksyma to podstawa świadomego kreowania wyglądu, służącego określonym celom. Przykład prosto z brzegu? Gdy walcząca o fotel prezydenta USA Hillary Clinton zwracała się do chrześcijan, na jej szyi nie przez przypadek pojawiał się duży rubinowy krzyż, a gdy do męskiego elektoratu — zakładała spodnie.

Kampania o prezydenturę warszawską spro- wokowała niebywałą wręcz mobilizację i przemianę wizerunku Hanny Gronkiewicz-Waltz. Objawiło się to m.in. zmianą fryzury i korzystnym skróceniem włosów. Pojawiła się oto mała głowa — „twarzowa” i korzystna dla sylwetki. A do tego delikatny, „niewidoczny” makijaż i ograniczenie biżuterii do niemal śladowych precjozów — i to dyskretnych w tonie.

Pani prezydent ma w swojej garderobie żakiety o kołnierzach odsuniętych od szyi, które znakomicie nadają sylwetce lekkości. Gdy zakłada płaszcz, zawiązuje wokół szyi dość obszerne chusty lub szale, które skupiają uwagę na twarzy. Jednakże dół płaszcza winien zejść nieco niżej: wysmukliłoby to linię, a szanse, że falbanki sukienek będą dekorowały przestrzeń nad butami, zmniejszyłyby się wtedy do zera.

Gorzej

Nie mogę jednak powstrzymać się od spostrzeżenia, że wraz z mobilizacją wyborczą — w dużej części — w kąt poszła mobilizacja ubraniowa. Zgubne bywają bezkrytycyzm i nadmierna wiara w to, co oferują sklepy. Bywa, że stają się powodem kłopotów. Otóż żakiety są zdecydowanie ze zbyt niskiej półki, o czym świadczą odstające od szyi kołnierze czy „wiszące” pachy. Dobrze, gdy — jak dotychczas — są jasne i zestawiane z ciemnymi spódnicami, choć te w jednolitym kolorze o ciemnej tonacji na pewno są korzystniejsze. Spódnice schodzą do połowy łydki, co jest i praktyczne, i korzystne dla oka.

Jeżeli obwód bioder zaczyna przyjmować określone wartości, należy korzystać z rozlicznych sztuczek, skutecznie oszukujących oko. Wracając do żakietów pani prezydent: spostrzec można, iż są modne, czyli krótkie, a ta akurat cecha bezlitośnie podkreśla linię bioder. Szczególnie ostatnio rzuca się to w oczy, gdy zestawiane są ze spodniami; spodnie lubią — w przeciwieństwie do spódnic — żakiety troszkę dłuższe. Zresztą pomysł z noszeniem spodni nie wydaje się najszczęśliwszy, choć w wypełnionym mężczyznami stołecznym ratuszu miał być zapewne panaceum na poprawę samopoczucia.

Z antypodów

Pierwsze feministki, by zademonstrować, iż są równe wobec mężczyzn, wkładały spodnie. Jeszcze na początku XX wieku groziło to aresztowaniem lub grzywną… A dziś? Zakładanie spodni w świecie polityki przez sekretarz stanu USA Condoleezzę Rice jest przejawem miłego dla oka pragmatyzmu i jeżeli czymś grozi przy jej znakomitej figurze, to najwyżej stratą wątku przez adwersarza. W przypadku Angeli Merkel grozi jednakże kontrowersyjnymi doznaniami estetycznymi. Niestety, pani kanclerz znajduje coraz liczniejsze grono naśladowczyń... Czy przy dylemacie — estetyka czy poczucie równości — musi zwyciężać pragmatyzm? l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jerzy Turbasa, krawiec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu