Uczcie się na polskiej lekcji

Jacek Kowalczyk
29-10-2009, 00:00

Wkroczyliśmy już na drogę ożywienia gospodarczego. Do przodu ruszył cały region

Bank Światowy stawia nas za wzór: Polska pokazała innym krajom, jak unikać recesji

Wkroczyliśmy już na drogę ożywienia gospodarczego. Do przodu ruszył cały region

— twierdzi Kaspar Richter.

Europa Środkowa i Wschodnia kryzys ma za sobą — wynika z opublikowanego wczoraj raportu Banku Światowego. Jego analitycy wierzą, że teraz będzie już tylko lepiej.

— Ożywienie w regionie już się zaczęło. Najczarniejszego scenariusza z początku roku, zakładającego poważne straty w sektorze finansowym, udało się uniknąć. Na 2009 r. w całej dziesiątce państw spodziewamy się spadku PKB o 4,2 proc. To podobny wynik do odnotowanego w samym pierwszym półroczu, więc region osiągnął stabilizację — twierdzi Kaspar Richter, ekonomista Banku Światowego, kierujący pracami nad raportem.

W 2010 r. wzrost PKB ma sięgnąć 1 proc., a w 2011 r. — 3,6 proc. Jednak w najbliższych latach nie należy spodziewać się silnej koniunktury, a perspektywy dla regionu są niepewne.

— Czynnikiem stojącym za obecną poprawą nie jest popyt sektora prywatnego, lecz załamanie importu, (które wspiera rodzimą produkcję i wzrost gospodarczy), oraz programy stymulacyjne w krajach "starej" Unii, na których, dzięki wymianie handlowej, zyskują też gospodarki Europy Środkowej i Wschodniej. Ożywienie jest więc w pewnym sensie sztuczne — zaznacza Kaspar Richter.

Oderwani od peletonu

Mimo że to właśnie nasz region został najmocniej doświadczony przez kryzys, według Banku Światowego, nadal jesteśmy dobrym miejscem do inwestowania.

— Nie zgadzam się, że inwestorzy traktują Europę Środkową i Wschodnią jako toksyczne aktywa. Sektor bankowy okazał się bezpieczny, niezaangażowany w te najbardziej niebezpieczne instrumenty. W dużym stopniu odpowiedzialność za kryzys w tej części świata leży poza nim. Rynki nie straciły zaufania do regionu, nadal będą tu inwestować — mówi Kaspar Richter.

Polska może na tym skorzystać. Nie będziemy wrzucani do jednego worka z krajami będącymi w głębokiej recesji.

— Duże różnice między krajami sprawiają, że inwestorzy będą bardziej uważnie przyglądali się poszczególnym gospodarkom i będą te różnice uwzględniać — uważa Kaspar Richter.

Ekonomista stawia nas w swojej klasyfikacji na samym szczycie.

— Region można podzielić na trzy grupy. Pierwszą jest Polska — jedyny kraj z UE, który od początku kryzysu w żadnym kwartale nie zanotował spadku realnego PKB. To imponujące osiągnięcie. W 2009 r. wzrost gospodarczy ma szansę przekroczyć 1 proc. Druga grupa to pozostałe kraje Europy Środkowej, wraz z Bułgarią i Rumunią, notujące wyraźne spadki PKB, a trzecia — kraje bałtyckie, pogrążone w jeszcze głębszej, dwucyfrowej recesji — mówi Kaspar Richter.

Pomógł, może odejść

Co powoduje te różnice między krajami?

— Warto tu spojrzeć na przypadek Polski. Weszła w kryzys ze znacznie mniejszą nierównowagą makroekonomiczną. Dzięki temu odpływ kapitału z regionu nie przyniósł Polsce takiego spustoszenia jak innym krajom. Z tej lekcji należy wyciągać wnioski — kraje powinny walczyć z inflacją oraz unikać agresywnych akcji kredytowych, zbyt wysokich deficytów na rachunku bieżącym i przesadnego uzależnienia gospodarki od jednego sektora — wylicza Kaspar Richter.

Skutecznie zadziałał też stabilizator, jakim jest płynny kurs walutowy. Osłabienie złotego z jednej strony wsparło eksporterów, z drugiej — ograniczyło import.

— W najtrudniejszym momencie, czyli na przełomie 2008 i 2009 r., złoty tracił znacznie szybciej niż waluty regionu. Inwestorzy pozbywali się wówczas polskich aktywów w oderwaniu od fundamentów gospodarczych. Teraz złoty się umacnia, co oznacza powrót do realnej wartości waluty — twierdzi ekonomista BŚ.

Mimo to radzi Polsce konsekwentne dążenie do euro.

— Na początku dekady data 2004 r. jako cel przystąpienia do UE była dla Polski ważną kotwicą motywującą władze do przeprowadzenia niezbędnych reform. Podobną funkcję będzie spełniał cel, jakim jest przyjęcie euro — mówi Kaspar Richter.

W przyszłym roku gospodarka

przyspieszy — prognozuje NBP

Firmy mają się coraz lepiej, dlatego stopy procentowe zostały bez zmian. I nie zmienią się jeszcze długo.

Nie tylko Bank Światowy mówi o nadchodzącym ożywieniu. W przyspieszenie polskiej gospodarki coraz mocniej wierzy też Narodowy Bank Polski (NBP). Wyraźnie podniósł wczoraj przewidywaną przez siebie ścieżkę wzrostu gospodarczego. Zgodnie z najnowszą projekcją, w 2009 r. z największym prawdopodobieństwem dynamika PKB wyniesie między 1,1 proc. a 1,5 proc. Centralny punkt tego przedziału (1,3 proc.) jest o cały punkt procentowy powyżej projekcji z czerwca (wówczas najbardziej prawdopodobny był wzrost o 0,3 proc.).

W 2010 r. wzrost gospodarczy ma zamknąć się w dość szerokim przedziale 0,8-2,8 proc., jednak centralny jego punkt (1,8 proc.) również jest wyraźnie powyżej czerwcowej projekcji (1,2 proc.). Prognoza na 2011 r. została niemal bez zmian — centrum przesunęło się z 3,4 na 3,3 proc.

— Dane za trzeci kwartał 2009 r. o produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej oraz sprzedaży detalicznej sygnalizują poprawę aktywności gospodarczej — tłumaczą członkowie Rady Polityki Pieniężnej w komunikacie po zakończonym wczoraj posiedzeniu.

Niestety, wyższy wzrost gospodarczy oznacza też wyższą inflację. Według najnowszych prognoz NBP, w 2009 r. ceny będą rosły w średnim tempie 3,3-3,5 proc. rocznie. W czerwcu analitycy banku obstawiali 2,8-3,5 proc. Nieco wyżej niż w poprzedniej projekcji znajduje się też prognozowana inflacja na 2010 i 2011 r.

— Utrzymywanie się inflacji na podwyższonym poziomie wynika w znacznym stopniu z dotychczasowych podwyżek cen regulowanych oraz osłabienia się złotego — wyjaśniają członkowie RPP.

Nowe prognozy utwierdziły władze monetarne w przekonaniu, że nie można dalej obniżać stóp procentowych. RPP zostawiła je wczoraj na niezmienionym poziomie. Główna wynosi nadal 3,5 proc. Analitycy spodziewają się, że najbliższy ruch — tym razem w górę — zobaczymy najwcześniej w II połowie 2010 r

Aleksandra Świątkowska, ekonomistka PKO BP

Było lepiej, więc będzie lepiej

Korekta prognoz NBP w górę bierze się przede wszystkim z zaskakująco wysokiego wzrostu w II kwartale (przy poprzedniej projekcji wynik nie był jeszcze znany), oraz utrzymywania się niezłych wyników w III kwartale. Nasza prognoza na 2009 r. wynosi 1 proc., a więc o 0,3 pkt proc. mniej, niż obstawia NBP. Na 2010 r. nasze prognozy pokrywają się, ale nie musi to oznaczać, że spodziewamy się tego samego scenariusza. Według nas, w pierwszej połowie przyszłego roku nie zobaczymy wyraźnego przyspieszenia. To będzie raczej stabilizacja. Ożywienie zobaczymy dopiero w drugim półroczu. Jak widzi to NBP? Tego dowiemy się jutro, kiedy bank przedstawi szczegóły swojej analizy.

Jacek

Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Uczcie się na polskiej lekcji