UE: trzeba trzymać nerwy na wodzy

Mira Wszelaka
18-07-2002, 00:00

Negocjacje to trudna sztuka kalkulacji korzyści i kosztów. Tu nie obowiązują zasady z piaskownicy, że jak nie chcą nam dać wszystkich zabawek, to zawsze możemy się obrazić. Negocjacje nie oznaczają także, że na wszystkie mniej lub bardziej stanowcze propozycje należy się zgadzać, bo zawsze istnieje ryzyko, że możemy wszystko stracić (lub inaczej — nic nie zyskać). Uległość partnera rzadko działa na jego korzyść. Negocjacje z Unią mają jednak przynajmniej jedną wyjątkową cechę — partnerzy startują z wyjątkowo różnych pozycji. Dlatego tak ważną sprawą jest ustalenie bilansu korzyści i kosztów z integracji, zapewnienie warunków równej konkurencji oraz korzystnej pozycji finansowej od pierwszego roku członkostwa. Trzeba bowiem pamiętać, że upokorzony naród nigdy nie pogodzi się ze zbyt trudnymi warunkami.

Polscy negocjatorzy już przyzwyczaili się do tego, że jadąc do Brukseli muszą być zaopatrzeni nie tylko w cierpliwość i bagaż podręczny. To, co jest w stanie przekonać unijnych urzędników, to potężne opracowania, analizy i raporty. Tematów jest przecież wiele: od sprawy przepływu osób, ceny gruntów, sytuacji budownictwa, specjalnych stref ekonomicznych, rzeczywistego zysku w pierwszym roku integracji po całe tomy ekspertyz rolno-środowiskowych. Takie już są reguły tej gry. Bezduszna brukselska biurokracja już od dawna nie wierzy na słowo i piękne oczy, i nie słucha zapewnień w stylu „weźmiemy się… i zrobicie”.

Teraz czeka nas najtrudniejszy etap negocjacji, kiedy praktycznie wszystko się rozstrzygnie: i warunki, i data członkostwa. Większość kluczowych decyzji zapewne zapadnie niemal w ostatnich dniach roku. Dobrze by było, żeby żadnej ze stron nie puściły nerwy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / UE: trzeba trzymać nerwy na wodzy