Umowy negocjujemy w garniturach

Marta Nowicka
25-11-2004, 00:00

Krzysztof Ptasiński był w drugiej klasie liceum, gdy postanowił kupić sobie topór. Teraz jego firma organizuje pokazy historyczne.

Prezes Knights for Profit, na życie zarabia jako tłumacz międzynarodowej korporacji. Od 9 lat aktywnie działa w ruchu rycerskim. Wciągnęła go rekonstrukcja historyczna i postanowił z kolegami założyć własną grupę. Jako Swawolna Brać Szlachecka w 2002 r. mocno weszli na rynek, wygrali kilka turniejów. Na jednej z imprez Krzysztof Ptasiński poznał Tomasza Michalskiego z Lotnej Kompanii Szlacheckiej, studenta warszawskiej SGH.

— Zdecydowanie bardziej podobała mi się atmosfera w nowej grupie — twierdzi Tomasz Michalski, odpowiedzialny za PR w Knights for Profit.

Przypadek sprawił, że zaczęli dawać płatne pokazy. Na numer telefonu podany na stronie internetowej zadzwonił przedstawiciel warszawskiej agencji Entertainment Group. Za pośrednictwem firmy zorganizowali prezentację walk szlacheckich na forum informatyków. Z Entertainment Group współpracują do tej pory.

Potrzebne były faktury

W październiku 2003 r. Krzysztof Ptasiński postanowił zarejestrować działalność. Od tej pory grupa zaczęła funkcjonować pod nową nazwą Knights for Profit.

— Niektórzy klienci mieli nas za zwykłych przebierańców. Organizator festynu w Góraszce chciał zapłacić za pokaz kiełbaską i piwkiem. Wiele osób nie ma świadomości, że do przygotowania profesjonalnej walki potrzebne są miesiące ćwiczeń. Zaczęliśmy prowadzić negocjacje w garniturach, pod krawatem, legitymować się wizytówkami. Firmę założyliśmy wyłącznie po to, aby dostosować się do standardów naszych klientów, tak by ludzie, którzy chcą skorzystać z naszych usług traktowali nas z szacunkiem. To budzi wiarygodność. Poza tym inne firmy wymagają czegoś takiego, jak faktura — mówi Krzysztof Ptasiński.

To on, wraz z Tomaszem Michalskim, zajmowali się pozyskiwaniem zleceń na pokazy.

Tajne porozumienie

Kiedy prezes wyłączył się na krótki czas z kierowania biznesem, jego PR-owiec wykonał posunięcie, które w znacznym stopniu zaważyło na dalszej działalności firmy.

— Popyt na tego typu przedsięwzięcia jest co prawda ogromny, ale o klientów bije się też znaczna liczba bractw. Rywalizacja może być motywująca, ale współpraca daje znacznie większe możliwości rozwoju. Dlatego zamiast walczyć postanowiliśmy porozumieć się z dwiema najlepszymi konkurencyjnymi drużynami — Grupą fechtunku i tańca dawnego Lorica i Regimentem Jego Królewskiej Mości — informuje Tomasz Michalski.

Lorica wniosła wykwalifikowanych tancerzy i fechmistrzów, Regiment wysokiej klasy strzelców. Dzięki temu firma mogła powiększyć swoją ofertę. Współpracowała z Warner Bros. Poland przy organizacji premier filmowych dla VIP-ów — trzeciej części „Władcy Pierścieni” i „Ostatniego Samuraja”.

Jedna firma, jedna osoba

Knights for Profit to firma jednoosobowa. W zależności od charakteru i rozmiaru zleconej imprezy ze skupionych wokół niej bractw wybierani są konkretni osobnicy. Biuro działa całkowicie wirtualnie, stali współpracownicy, zajmujący się prowadzeniem przedsiębiorstwa, spotykają się w sieci i omawiają bieżące kwestie. Nie ma też stałych pensji. Są pieniądze, jak są pokazy. Z tym drugim jednak bywa różnie. Knights for Profit w przypadku pokazu z tańcami, walkami i konferansjerką nie schodzi poniżej 3-4 tys. zł za jeden. Pracuje dla agencji turystycznych, artystycznych, reklamowych, pojawia się na targach, konferencjach, imprezach integracyjnych dużych przedsiębiorstw.

— Najwięcej zleceń otrzymujemy pod koniec roku, kiedy firmy starają się szybko wydać nadwyżki funduszy — tłumaczy Łukasz Kamiński, odpowiedzialny za marketing w Knights for Profit.

Zresztą zysk, jak deklarują rycerze, nie jest najważniejszy.

— Tak naprawdę poprzez pracę w tej firmie finansujemy hobby. Tego typu zainteresowanie pochłania ogromne środki, gdyż wszystko jest robione na zamówienie. Zarobione pieniądze ładujemy w sprzęt — mówi Krzysztof Ptasiński.

Rycerze nie wyobrażają sobie jednak takich zarobków, które pozwoliłyby na dostatnie życie.

— Nie traktuję tego jako stałą pracę, jedną już mam. Ale jeśli zarobiłbym milion dolarów, to kupiłbym gród, jak na szlachcica przystało — dodaje Krzysztof Ptasiński.

Bez kampanii

Firma nie ucieka przed reklamą. Nie planuje jednak szeroko zakrojonej kampanii. Obecnie przygotowuje szczegółową ofertę i bazę firm, do których ją roześle.

— Najważniejsze jest bezpośrednie uderzenie do klienta, na którym nam zależy — twierdzi Tomasz Michalski.

Nie obca firmie jest też działalność charytatywna. W tym roku dała kilka bezpłatnych pokazów w Domach Dziecka z okazji Dnia Dziecka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Nowicka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Umowy negocjujemy w garniturach