Czytasz dzięki

Unia Europejska daje Polsce złoty róg

  • Ignacy Morawski
opublikowano: 21-07-2020, 22:00

Od wielu lat komentatorzy ekonomiczni powtarzają, że trzecia dekada XXI w. będzie dla polskiej gospodarki trudna, bo wyraźnie obcięte zostaną fundusze europejskie.

Wprawdzie ich wpływ bywa przeceniany, nie ulega jednak wątpliwości, że są głównym czynnikiem decydującym o modernizacji infrastrukturalnej kraju. Ich cięcie mogłoby więc być bolesne.

Ostatnie decyzje podjęte w ramach UE zmieniają tę perspektywę o 180 stopni. Pieniędzy dostaniemy nie mniej, lecz znacząco więcej. Przez cztery lata funduszy będzie ponad dwa razy tyle, ile oczekiwano. Licząc bieżące transfery netto, mieliśmy dostać ok. 1,5 proc. PKB rocznie z tradycyjnych tzw. wieloletnich ram finansowych, a otrzymamy ok. 4-5 proc. PKB z budżetu tradycyjnego oraz specjalnego funduszu rekonstrukcji. To potężne kwoty, które mogą nie tylko umożliwić Polsce znaczną rozbudowę infrastruktury, ale również ułatwić poradzenie sobie z największym wyzwaniem XXI w. — transformacją energetyczną z węgla na OZE.

Z Unii przez cztery lata otrzymamy mniej więcej tyle, ile łącznie wydajemy na inwestycje publiczne. Jest szansa, że dzięki tym funduszom uda się szybciej nadrobić straty gospodarcze po kryzysie epidemicznym. Przypomnę, że według projekcji Narodowego Banku Polskiego roczny ubytek PKB wskutek epidemii to ok. 6 proc. przez kilka lat — o tyle niższy niż w scenariuszu bez wirusa będzie nasz dochód krajowy co najmniej do 2022 r. Fundusze europejskie pozwolą odrobić dużą część tej straty — nie tyle dzięki zwiększeniu inwestycji publicznych, ile dzięki impulsowi popytowemu, który podniesie ogólną oczekiwaną ścieżkę dochodów w gospodarce, co zachęci do inwestycji także firmy prywatne. Ta potężna stymulacja nadchodzi akurat w momencie, gdy tzw. mnożniki fiskalne, czyli wpływ wydatków budżetowych na PKB, są wyjątkowo wysokie.

Nie wszystkie fundusze UE otrzymamy w formie grantów. Część będą stanowiły pożyczki, które będziemy zwracali w latach 2028-58. Nie uwzględniłem zwrotów w transferach netto, bo nastąpią dopiero w kolejnych dekadach, więc nie będą miały wpływu na sytuację makroekonomiczną Polski w najbliższych latach.

Z perspektywy dekady nie ma znaczenia, czy otrzymamy granty czy pożyczki. Jest to zagraniczny transfer podnoszący dochody możliwe do przeznaczenia na inwestycje bez obniżania stopy konsumpcji. Mówiąc obrazowo, żeby wymienić kocioł grzewczy w domu, nie musimy rezygnować z kupna samochodu.

Z perspektywy długookresowej udział pożyczek w funduszach UE ma już jednak pewne znaczenie. Skoro część pieniędzy będziemy musieli oddać, to wydać je musimy na projekty przynoszące maksymalne możliwe zyski. W kolejnej dekadzie możemy się stać krajem, który łącznie otrzymuje z UE niewiele więcej, niż wpłaca, więc tę dekadę musimy wykorzystać na 100 procent. Unia Europejska daje nam złoty róg i nie możemy tego zaprzepaścić.

Jestem bardzo daleki od przekonania, że fundusze UE są kluczowym czynnikiem decydującym o rozwoju kraju. Onetylko wspierają kraj, który ma wystarczającą dozę szczęścia i jest odpowiednio zarządzany. Jako gospodarka niewytwarzająca najważniejszych światowych technologii nie jesteśmy panami własnego losu. Możemy jednak zadbać o trzy elementy: otwartość na świat, stabilność instytucji i stabilność makroekonomiczną. Jeżeli spełnimy te warunki — co obecnie robimy na szkolne cztery z minusem (czwórka z otwartości, pała z instytucji, piątka ze stabilności makro) — jest duża szansa, że fundusze europejskie znacząco podniosą standard życia w Polsce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ignacy Morawski, SpotData

Polecane