Unia Europejska krytykuje jakość polskich tłumaczeń

Inga Rosińska
26-04-2001, 00:00

Unia Europejska krytykuje jakość polskich tłumaczeń

Podczas spotkania polsko-unijnego komitetu w sprawie telekomunikacji, UE skrytykowała Polskę za złą jakość tłumaczeń dokumentów. Nie tylko w branży telekomunikacyjnej nasze przekłady dokumentów są krytykowane przez Unię. Niedawno główna unijna negocjatorka Francoise Gaudenzi zwróciła uwagę ministrowi Janowi Kułakowskiemu, iż ostatnie plany implementacyjne przekazał Komisji Europejskiej w języku... polskim. Pod presją terminu nasi negocjatorzy po prostu nie widzieli innego wyjścia.

Jeżeli tłumaczenia już istnieją, to pozostawiają wiele do życzenia. Podczas marcowego posiedzenia komitetu ds. rynku wewnętrznego KE uprzejmie zapytywała: „Czy byłoby możliwe otrzymanie zrozumiałego tłumaczenia tej części ustawy o powszechnych ubezpieczeniach zdrowotnych (Law on Universal Health Insurance), która odnosi się do wprowadzania dyrektywy 89/105/EEC?” W przypadku zaś kodeksu spółek handlowych: „Prosilibyśmy o angielską wersję ustawy”. Podobne przykłady można by mnożyć, zaglądając do kolejnych uwag przekazywanych przez KE. Wręczanie unijnym urzędnikom dokumentów po polsku wywołuje ich pobłażliwy uśmiech lub irytację.

To oczywiste, że Bruksela nie zrezygnuje z warunku wiernych i zrozumiałych tłumaczeń, ponieważ do momentu przyjęcia Polski do UE musi sprawdzać, czy nasze prawo staje się rzeczywiście zgodne z unijnym. Nawet polscy negocjatorzy przyznają, że taka weryfikacja przepisów jest potrzebna, albowiem pozwala wychwycić... błędy polskich ustawodawców. Tłumaczenia wadliwe lub spóźniane nie tylko dowodzą braku profesjonalizmu naszej strony, ale powodują opóźnienia i psują atmosferę negocjacji.

Jak zauważają przedstawiciele KE, Polska zajmuje w negocjacjach pozycję petenta. Niepokorny kandydat, który słynie z najbardziej ciętego języka i najgwałtowniej popędza Unię, nie powinien pozwalać sobie na techniczne wpadki. Rozmach zadań translatorskich jest niewątpliwie imponujący i pozwala dobrze zarobić wielu firmom. Jednak w Polsce tłumaczenie przepisów dla UE wciąż stanowi rodzaj partyzantki. Zdarza się, że to urzędnicy po godzinach tłumaczą akty prawne, albo co najmniej je sprawdzają, ponieważ trudno znaleźć profesjonalnego tłumacza, który jednocześnie jest specjalistą od prawa polskiego, prawa unijnego i dziedziny regulowanej przez daną ustawę.

Nasuwa się więc pytanie — czy nie warto byłoby poszukać droższych, ale lepszych tłumaczy w samej Brukseli? Społeczeństwu powtarza się nie bez racji, że Polska na wejściu do Unii Europejskiej więcej zyska niż straci. Dlatego pozorne oszczędności w procesie negocjacyjnym wydają się niezrozumiałe.

Zakłócenia na linii: Teoretycznie obie wysokie negocjujące w Brukseli strony korzystają z tych samych słowników...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Inga Rosińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Unia Europejska krytykuje jakość polskich tłumaczeń