Uparli się, że nie dadzą

Monika Niewinowska
16-05-2005, 00:00

Firma Caterina jest zdesperowana w walce o unijne pieniądze. Po nieudanych odwołaniach w PARP i MGiP zamierza interweniować w Brukseli.

— Jestem wielką entuzjastką korzystania z unijnego wsparcia. Pierwszym programem, który wsparł nas w działaniach rozwojowych, był Exprom. To było już 5 lat temu. Pozytywne efekty tej dotacji odczuwamy do dziś. Później wielokrotnie korzystaliśmy z różnych możliwości dofinansowania, jakie niosły kolejne edycje Phare: 2000, 2001, wreszcie 2002. Nasze wnioski zawsze były rozpatrywane pozytywnie, a ponieważ przygotowywaliśmy je bardzo starannie, ważąc dokładnie każde nowe przedsięwzięcie, byliśmy przekonani, że środki unijne rozdzielane są sprawiedliwie, a o ocenie projektu decyduje jedynie jego zawartość merytoryczna i zgodność z wymogami programowymi — takie słowa padały z ust Lucyny Sołtanowicz, właścicielki firmy Caterina, jeszcze kilka tygodni temu.

Co mówi dziś na temat systemu udzielania unijnego wsparcia?

— Niestety, jesteśmy bardzo rozczarowani, zarówno ja, jak i osoby bezpośrednio zaangażowane w przygotowanie projektu. Nasz wniosek o dotację inwestycyjną przeszedł co prawda pomyślnie wszystkie etapy oceny — najpierw w regionalnej instytucji finansującej, potem w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) — od oceny formalnej, przez techniczno-ekonomiczną aż po merytoryczną, ale członkowie Komitetu Sterującego w Ministerstwie Gospodarki i Pracy uznali — po konsultacjach z komisją oceniającą PARP — że dotacji dostać nie powinniśmy. Zostaliśmy potraktowani bez mała jak niedouczeni oszuści, którzy domagają się unijnych pieniędzy, a te wcale im się nie należą. To dla nas krzywdzące, tym bardziej że jeszcze niedawno wskazywano naszą firmę jako wzór przedsiębiorstwa, również pod względem umiejętności wykorzystywania unijnych środków pomocowych. I to nie tylko takiego, które doskonale pozyskuje unijne pieniądze, ale i rzetelnie rozlicza się z otrzymanego wsparcia — mówi Lucyna Sołtanowicz.

Dodaje, że w pierwszej chwili myślała, że zaszła pomyłka, tym bardziej że w piśmie o odrzuceniu wniosku znalazł się tytuł jakiegoś obcego projektu. Potem złożyła odwołanie od decyzji i dodatkowe wyjaśnienia. Kolejne pismo z PARP przyniosło negatywną odpowiedź, ale ponieważ firmie zarzucono znowu uchybienia, które nie miały miejsca, co faktycznie mogła udowodnić, przywołując umowę podpisaną w ramach innego programu dotacyjnego, Lucyna Sołtanowicz postanowiła wyjaśnić sprawę w Ministerstwie Gospodarki i Pracy.

— Wyszłam stamtąd zdruzgotana, uświadamiając sobie, że żadne logiczne argumenty nie trafiają do urzędników — wspomina Lucyna Sołtanowicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Niewinowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Fundusze unijne / Uparli się, że nie dadzą