UPS-y nie są lekarstwem na całkowite zaniki zasilania

Kamil Kosiński
09-07-2001, 00:00

UPS-y nie są lekarstwem na całkowite zaniki zasilania

Prowadzenie działalności e-commerce wymusza zakup zarówno zasilaczy awaryjnych typu UPS, jak i agregatów prądotwórczych. Pierwsze podtrzymują pracę komputerów zaledwie przez kilkanaście minut od zaniku napięcia w sieci. Drugie zaś włączają się z takim opóźnieniem, że komputery zdążą już przerwać pracę.

Komputery stały się podstawowym narzędziem pracy. Podłączane do nich urządzenia peryferyjne, takie jak drukarki, skanery czy modemy, pozwalają na wykorzystanie ich do zadań z zakresu małej poligrafii i telekomunikacji. Wszystkie te narzędzia zasilane są jednak z sieci energetycznej. Ich działanie może więc być narażone na zakłócenia pochodzące z tej sieci. W skrajnych przypadkach może to prowadzić do uszkodzeń sprzętu komputerowego i utraty przechowywanych danych.

— Komputer biurkowy lub serwer jest narażony na skoki napięcia 4-5 razy dziennie. Większość z nich nie powoduje żadnych przykrych konsekwencji. Spadek napięcia poniżej 170 V może jednak doprowadzić do zawieszenia systemu operacyjnego, a wzrost napięcia powyżej 600 V może nie tylko uszkodzić sam moduł łączący komputer z siecią elektryczną, ale poprzez wytworzenie fali elektromagnetycznej doprowadzić do zniszczenia twardych dysków — tłumaczy Wojciech Jarząbski, wiceprezes EST Energy, spółki będącej lokalnym przedstawicielem firmy Invertomatic Victron Energy Systems.

— Komputery nie ulegają częstym awariom związanym ze zmianami parametrów napięcia. Stosowane w nich zasilacze mają dość duży zakres tolerancji na wahania parametrów napięcia i radzą sobie z typowymi zakłóceniami. Uszkodzeniom ulegają częściej urządzenia peryferyjne, zwłaszcza stosunkowo kosztowne monitory — dodaje Paweł Strączek, pracownik działu technicznego firmy Fideltronik, będącej krajowym producentem UPS-ów.

Aglomeracje i prowincja

Aby wyeliminować problemy związane z wahaniami parametrów napięcia, wymyślono zasilacze awaryjne, zwane UPS-ami. Obecne na rynku urządzenia tego rodzaju dzielą się na trzy zasadnicze grupy, różniące się liczbą eliminowanych zakłóceń. Najprostsze modele reprezentują grupę off-line zwaną też stand by. Nieco bardziej zaawansowane UPS-y zalicza się do kategorii line-interactive, a szczytem techniki w tej dziedzinie jest sprzęt klasy on-line. Choć wybór konkretnego rozwiązania zależy głównie od tego, czy chce się zabezpieczyć pojedynczy komputer biurkowy, serwer, małą czy dużą sieć, to przedstawiciele dostawców tego typu sprzętu zwracają jeszcze uwagę na konieczność wzięcia pod uwagę tego, jakie konkretnie problemy z napięciem występują w danym przypadku. Generalną zasadą jest, że im dalej do transformatora, tym więcej problemów.

— Poza dużymi miastami kłopoty z zasilaniem wynikają często z samego stanu sieci energetycznej. Istnieją tam zazwyczaj tylko wybudowane kilkadziesiąt lat temu, pojedyncze nitki zasilające. Nie spełniają one dzisiejszych reżimów technologicznych. Tolerancja błędów stosowanych ówcześnie urządzeń elektrycznych była bowiem większa niż sprzętu komputerowego. W największych miastach problemem są zazwyczaj zakłócenia generowane przez same podłączone do sieci urządzenia i tzw. awarie koparkowe, czyli przecięcia kabli w trakcie prowadzonych budów — zaznacza Marek Brzeziński, dyrektor handlowy w spółce BPS, sprzedającej UPS-y Powerware.

— Generalnie jakość sieci energetycznej w dużych miastach jest dużo lepsza niż na prowincji. Nie przypominam sobie, aby którykolwiek z naszych warszawskich czy krakowskich klientów zgłaszał problemy z siecią powstałe z winy zakładu energetycznego. Dużo gorzej jest w mniejszych miejscowościach. Rozwijają się one bardziej żywiołowo i zdarza się, że wahania napięcia w przedziale 160-260 V są tam na porządku dziennym. Najprostsze UPS-y nie poradzą sobie z takimi problemami — twierdzi Paweł Strączek.

Wymaganie e-commerce

Na pozór jest to rozwiązanie problemu. Urządzenia typu UPS jednak przeznaczone do eliminowania zakłóceń napięcia, a nie podtrzymywania go w przypadku awarii sieci. Stąd ich baterie wystarczają zazwyczaj na kilkanaście do kilkudziesięciu minut pracy. Do podtrzymywania pracy przez dłuższy czas przeznaczone są zaś agregaty prądotwórcze. Rozwój przedsięwzięć typu e-commerce spowodował zresztą, że są one coraz częściej integralną częścią systemów korzystających również z UPS-ów.

— UPS-y podejmują pracę natychmiast po zaniku napięcia. Jednak standardowo dołączane do nich baterie pozwalają na podtrzymanie pracy sprzętu komputerowego zaledwie przez kilkanaście minut. Antidotum na dłuższe awarie są agregaty prądotwórcze. Podejmują one jednak pracę dopiero po kilku sekundach od zaniku napięcia w sieci. Komputery nie są zaś w stanie przechowywać tak długo danych w pamięci operacyjnej. Wyłączają się, gdy przerwa w zasilaniu jest dłuższa niż 10 milisekund. Idealnym rozwiązaniem jest więc połączenie w jeden system UPS-ów i agregatów prądotwórczych. Rozwój projektów e-commerce spowodował, że robi się tak coraz częściej. Brak zasilania powoduje bowiem, że prowadzenie transakcji elektronicznych staje się w ogóle niemożliwe — wyjaśnia Marek Brzeziński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Technologie / UPS-y nie są lekarstwem na całkowite zaniki zasilania