Urban folk na sportowo

Agnieszka Rodowicz
opublikowano: 24-05-2018, 22:00
aktualizacja: 24-05-2018, 23:09

Kiedy umiejętności biznesowe i artystyczne spotykają się w Karpatach, powstaje Slavinia — ubrania typu urban folk inspirowane słowiańskimi motywami. Pomysł Karoliny i Mateusza Szałankiewiczów.

Mieli takie samo nazwisko, mieszkali w Beskidzie Niskim w wioskach oddalonych od siebie o kilka kilometrów, chodzili do tego samego liceum. Ale nie byli rodziną, ani nawet się nie znali. Spotkali się dopiero na studiach w Krakowie. Choć nawet tam wiele razy się mijali, zanim się w końcu poznali. Odtąd są nierozłączni. Znają się od 10 lat, od czterech są małżeństwem. Nie było kłopotu z decyzją, czyje nazwisko będą nosić.

Słowiańskie korzenie. Wzory i kolory ubrań Slavinii mają swoją symbolikę — dla jednych możliwą do odczytania, dla innych po prostu atrakcyjną wizualnie.
Wyświetl galerię [1/9]

Słowiańskie korzenie. Wzory i kolory ubrań Slavinii mają swoją symbolikę — dla jednych możliwą do odczytania, dla innych po prostu atrakcyjną wizualnie. FOT. MACIEJ GOCLON, JULIA SUCH, WOJCIECH SASIELA

Pociąg do rzemiosła

Karolina Szałankiewicz skończyła architekturę na Politechnice Krakowskiej, Mateusz Szałankiewicz — ekonomię międzynarodową na Uniwersytecie Jagiellońskim, a później studia podyplomowe z PR. Pracował w radiu, potem dostał pracę w Google’u, a jeszcze później — w norweskim banku. Ona po studiach wyjechała do Anglii, pracowała w renomowanym biurze architektonicznym. Potem dojechał do niej on — znalazł pracę w fundacji działającej na rzecz dziedzictwa kulturowego. Po roku spędzonym w Wielkiej Brytanii zdecydowali się na ślub i powrót w Beskid Niski, który kochają.

Wtedy Karolina Szałankiewicz, która sztuką ludową interesowała się od dawna, postanowiła zrobić coś dla siebie i zapisała się na studia podyplomowe rzemiosła artystycznego na Uniwersytecie Ludowym w Woli Sękowej.

— Była to nauka rozmaitych technik, rzemiosł, wymiana doświadczeń z ludźmi z różnych stron Polski i świata oraz kopalnia inspiracji, pomysłów — opowiada projektantka.

Dało jej to impuls do rozmów z mężem o stworzeniu wspólnego przedsięwzięcia.

— Mamy bardzo różne temperamenty, umiejętności, sposoby patrzenia na świat. Ale oboje od najmłodszych lat byliśmy otoczeni rzemiosłem, lubiliśmy je i ceniliśmy. Ponieważ od jakiegoś czasu byłem znużony pracą dla innych, coraz częściej rozmawialiśmy o własnej firmie — wspomina Mateusz Szałankiewicz.

Kiedyś, wracając z wakacji w Norwegii, czekali na lotnisku w Warszawie na autobus. Pili kawę, oglądali sklepowe wystawy. I wpadli na pomysł Slavinii, marki ubrań casual z wzorami inspirowanymi motywami słowiańskimi.

Razem i osobno

Od początku podział był jasny. Karolina Szałankiewicz miała odpowiadać za część kreacyjną, jej mąż — za biznesową. Slavinia zaś miała łączyć tradycyjne motywy z nowoczesnym wzornictwem i zastosowaniem.

— Chcieliśmy też wyjść do liczniejszych odbiorców, nie tylko pasjonujących się folklorem i tradycyjnymi wzorami, ale też do mieszkańców miast, młodzieży, zainteresować ją szeroko rozumianą słowiańskością — mówią Szałankiewiczowie.

Stąd pomysł na odzież typu sportowego. Karolina Szałankiewicz zaprojektowała wzory i fasony, które konstruktorka pomogła dostosować do profesjonalnych wykrojów. Motywy na ubraniach są bardzo różne, inspirowane huculszczyzną, bojkowszczyzną, łemkowszczyzną, całą kulturą Karpat: haftem krzyżykowym, biżuterią koralikową, motywami geometrycznymi, koronkami, kwiatowymi zdobieniami gorsetów strojów ludowych. Ale pokazane są w sposób nowoczesny, uproszczony, pasujący zarówno do wypadu za miasto, jak i spaceru po miejskich chodnikach. Karolina Szałankiewicz jest też autorką logo i całej identyfikacji wizualnej firmy.

— Czuliśmy, że nie chodzi o to, by bezpośrednio kopiować wzory, ale w sposób współczesny je przetworzyć — wyjaśnia Mateusz Szałankiewicz.

Osadzili je na dobrze przyjętych i sprawdzonych fasonach bluz, tiszertów, bluzek, koszulek polo, ale z ich własnymi detalami i oversizowym charakterem. W rezultacie powstały m.in. męskie koszulki ze stójką nawiązującą do tradycyjnych słowiańskich koszul i bluzy z wysokim golfem. W kwietniu 2016 r. zaczęli pracować nad modelami ubrań, w lipcu zarejestrowali działalność, w listopadzie odpalili sklep internetowy. Ponieważ startowali wiosną, zaczęli od zaprojektowania kolekcji lekkich bluzek, potem przyszedł czas na tiszerty, na końcu bluzy. Wszystkiego na temat produkcji ubrań, współpracy ze szwalniami i drukarniami musieli się nauczyć. Wybór materiałów, elementów wykończenia (guziki, metki, ściągacze) wymagał wielu spotkań, konsultacji, godzin spędzonych w internecie. Od początku Szałankiewiczowie chcieli, by cała produkcja odbywała się w Polsce, najlepiej na Podkarpaciu. I tak się stało. Ubrania Slavinii są w 100 proc. made in Poland i w 90 proc. produkowane w Rzeszowie i okolicach.

— Także dlatego, że jesteśmy bardzo zaangażowani w cały proces i chcieliśmy móc w każdym momencie podjechać, by zobaczyć rezultat i wspólnie podjąć decyzję — dodaje Karolina Szałankiewicz. Bo mimo że mają jasny podział kompetencji, wszystkie kroki, decyzje podejmują razem, wspierają się i konsultują nawzajem swoje pomysły. Dzięki temu szybko się uczą nowej branży.

Tradycja z nowoczesnością

Marzanna, Wiedra, Żywia, Dziwanna, Mokosz, Płon, Rod, Trojan — nazwy modeli Slavinii zaczerpnięte są z mitologii słowiańskiej, a wzory i kolory mają swoją symbolikę. Dla jednych możliwą do odczytania, dla innych — atrakcyjną wizualnie.

Charakterystyczne są też cztery, intensywne kolory ubrań: błękit, żółć, zieleń i czerwień wpadająca w róż na dwóch tłach, czarnym i białym, powtarzające się nie tylko we wzorach ubrań, ale w całej identyfikacji.

Nawiązują do życia, jego cykliczności i harmonii: dzień i noc, kobieta i mężczyzna… Slavinia to dziś 44 modele ubrań męskich i damskich. Bluzy są w formie unisex dla mężczyzn i kobiet. Wszystkie szyte z wysokiej jakości włókien syntetycznych.

— Zdecydowaliśmy się na taką dzianinę, bo gwarantuje wysoką jakość druku sublimacyjnego. A na taki druk zdecydowaliśmy się, by kolory były żywe, trwałe i odzwierciedlały mnogość detalu, wyjątkowość i oryginalność słowiańskich wzorów — mówią Szałankiewiczowie.

Wybrane przez nich dzianiny mają znakomite parametry oddychania, pochłaniania wilgoci i są bardzo miłe w dotyku.

Pierwszą sesję zdjęciową pod hasłem „Slavinia wychodzi z korzeni” zrobiła kuzynka Szałankiewiczów, zajmującą się fotografią. Sesja została osadzona w plenerach Beskidu Niskiego, na zdjęciach wystąpili znajomi. Drugą sesję, „Slavinia wkracza do miast”, zrealizowano w Krakowie, w postindustrialnej scenerii dawnej fabryki tytoniu. Zrobili ją już profesjonalny fotograf i modele, finaliści konkursu Top Model.

Na razie Szałankiewiczowie zainwestowali ponad 100 tys. zł, z czego 23 tys. mieli dzięki unijnej dotacji, co częściowo pokryło koszty zakupu dzianin i innych surowców. Reszta to ich oszczędności i dochody z innych rodzajów działalności, bo Karolina Szałankiewicz nadal pracuje jako architekt, oboje prowadzą też pensjonat.

Od początku weryfikują różne kanały dystrybucji. W 2017 r. w zasadzie w każdy weekend jechali na jakieś targi. W tym roku wybierają przede wszystkim targi, kiermasze i festiwale związane z tematami etno i folk. Krakowski Kiermasz, Etnomanię pod Krakowem czy festiwal muzyki folk w stolicy. Częściej wystawiają się w regionie, bo nie mogą już tak często i daleko wyjeżdżać.

— Zdecydowaliśmy się przede wszystkim na sprzedaż internetową i bezpośrednią na targach, bo żaden sprzedawca w butiku nie jest w stanie zareklamować naszych produktów tak jak my sami. Szybko odpowiadamy też na pytania klientów, bardzo aktywnie działa czat na naszej stronie internetowej — wyjaśnia Mateusz Szałankiewicz.

Do odbiorców docierają przede wszystkim przez social media, swój sklep internetowy i platformy sprzedaży internetowych partnerów. Ich ubrania reklamuje też warszawski folkowy duet elektroniczny Cukierki. Sprzedaż każdego miesiąca jest inna.

— Mocno uzależniona od nakładów marketingowych. Wszystko budujemy bardzo sukcesywnie, działajac PR-owo i promocyjnie na własną rękę. Taką wybraliśmy strategię rozwoju i małymi krokami idziemy do przodu — mówi Mateusz Szałankiewicz.

— Ale mamy dobry odzew z rynku, nasze ubrania cieszą się dużym zainteresowaniem, jesteśmy rozpoznawalni — twierdzi jego żona.

Mieli założenie, że skierują ofertę do młodych Polaków. Tymczasem ubrania Slavinii kupują i nastolatki, i ludzie w wieku 50 plus. Mężczyźni i kobiety. Z Polski, ale też z Anglii, Holandii, Belgii, Niemiec, Norwegii, Rumunii, Ukrainy, Słowenii. Mieli zapytania z USA i Singapuru, ale cena doręczenia przekracza koszt produktu, więc tak daleko ich ubrania na razie nie docierają. Nie mają natomiast żadnych zwrotów, poza związanymi z rozmiarówką. W tym roku planują umocnienie marki na rynku.

— Chcielibyśmy, żeby Slavinia była rozpoznawalna, kojarzyła się z wartościami, które są dla nas ważne. Czyli jakością i słowiańską symboliką. Jesteśmy lokalnymi patriotami, więc chcemy też poprzez naszą markę promować Beskid Niski, nasze miejscowości, lokalne wartości. Jeśli do tego dojdzie sukces finansowy, to tym lepiej — mówią Szałankiewiczowie.

Slavinia, jako wspólny projekt, jest dla nich wartością samą w sobie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Rodowicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Urban folk na sportowo