Uroczystość na pół gwizdka

Jerzy Turbasa
opublikowano: 30-06-2006, 00:00

Już Chaplin stwierdził, że „Na cudze błędy patrzymy jak na cudze żony. Mamy z nich dużo więcej radości niż ze swoich własnych”. Na ubraniowe błędy nikt już nie zwraca uwagi...

Nie widzę powodu, dlaczego nie powinno się za nie karać — tak jak za wtargnięcie na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Wyznaję dość staroświecką zasadę, że ubiór to jednak element kultury. Można to rozumieć jako kulturę dnia codziennego. Jest ona, jak to nieźle określił Honoriusz Balzak, „zwierciadłem rzeczywistości”. I o rzeczywistości najlepiej to niestety nie świadczy.

Stosowny ubiór jest jednak tu nad Wisłą problemem mentalnościowym, bo przecież nie zawsze finansowym. Myślę tu o niektórych przedstawicielach dość znacznych organizmów gospodarczych, decydujących o wielkich pieniądzach lub podejmujących strategiczne decyzje. Jeżeli na pewną ważną uroczystość, w której miałem okazję uczestniczyć, podjeżdżają mercedesy — i to nie te z dolnej półki, a ramiona dyrektorów poważnych banków i biznesmenów, dyrektorów wielkich centrów handlowych i to obojga płci, okrywa coś z klasy skody fabia czy fiata punto, no to nie może budzić to jakiegoś przesadnego zachwytu. Ubiór (bo wcale nie kostiumy dominowały) niektórych pań sugerował, że dopiero co urwały się z pracy i wpadły tu tylko na chwilę lub zrobiły sobie przerwę na zakupy czy też na lody z bitą śmietaną i rodzynkami.

Garnitury panów reprezentowały niemal pełną gamę kolorystyczną, ba!, ich rozmiary wskazywały, że niektórzy zamierzają jeszcze urosnąć — i to we wszystkich kierunkach. A niektórzy jakby już przerośli... W większości, ku memu przerażeniu — marynarki z buchalterską dokładnością pozapinane były na wszystkie przyszyte do nich guziki, co od czasu księcia Windsoru, późniejszego króla Edwarda VII, jest zdumiewające. Ale niestety nie u nas.

Przygnębiający staje się absolutny brak stosowności ubioru do okoliczności, jako fundamentu elegancji. Skoro więc spotkać można adidasy w filharmonii, to czemu nie smoking na Giewoncie?

Zatem stale budzi się we mnie duch misjonarski, każący zanosić, gdzie tylko to możliwe kaganek zasad (by przypominać bez końca ów kanon o niezapinaniu ostatniego guzika, tego poniżej talii). Nie byłbym sprawiedliwy, gdym nie dodał, że na wspomnianej wyżej uroczystości spotkałem jednak trzy wyjątki, chwalebnie wyróżniające się na tle opisywanego zjawiska. To pocieszające... Ale czy ta uroczystość odbiegała od tysiąca innych?

Zatem skazany jestem, by pisać i powtarzać banały, licząc, że jednak kiedyś ta moja pisanina dotrze pod właściwe adresy i osiągnie skutek. Pewnie moja naiwność nie należy do tych najmniejszych... Wiele wskazuje na to, że tematów do pisania nie zabraknie mi przez wiele lat. „Rozsierdziłem się” nieco i — jak zwykle — niesprawiedliwie przekonuję już przekonanych, a za takich oczywiście uważam czytelników „Business Class”.

Niestety nie wszyscy zainteresowani zawracają sobie głowę zasadami, opartymi na socjotechnice, a panującymi w okolicach Wall Street w Nowym Jorku. W tym świecie, decydującym o ogromnych pieniądzach, obowiązuje styl korporacyjny, a jego zasady opisują specjalnie napisane ubraniowe kodeksy pracy. Niestety, to wyspa w amerykańskim morzu pragmatyzmu. Raczej do wielu bardziej przemawia przesadny styl wszechpanującej amerykańskiej prowincji, nie dysponującej gustem w nadmiarze. Pojawia się tam przesadna nadwaga, idąca pod pachę z ubraniową nieroztropnością. Najcenniejszą wartością wydaje się dobre samopoczucie.

Zatem się nie dziwmy znów tu przywołanemu Charlesowi Chaplinowi, gdy zauważa: „Najmądrzejszy naród na świecie, to niewątpliwie Chińczycy. Wynaleźli druk, ale nie gazety, proch, ale do sztucznych ogni, wynaleźli wreszcie kompas — ale powstrzymali się przed odkryciem Ameryki”. Choć samo Wall Street przecież odkryć mogli...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jerzy Turbasa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu