Urząd tropi zmowy w budowlance

Agata Hernik
08-04-2008, 07:37

UOKiK prowadzi kilka postępowań w sprawie zmowy cenowej między producentami materiałów budowlanych. To nie znaczy, że będzie taniej.

Latem 2007 r., gdy ceny materiałów budowlanych poszybowały do góry, Andrzej Aumiller, ówczesny szef resortu budownictwa, sugerował, że są one efektem zmowy cenowej i przepowiadał spadek cen w 2008 r.

— Od początku mówiłem o nienormalnym wzroście cen materiałów budowlanych, które nie wynikały ze wzrostu kosztów energii czy płac. Wynikały tylko z nakręcania koniunktury — mówił minister.

Dziś ceny nie osiągają już zawrotnych poziomów z lata ubiegłego roku, ale to nie oznacza, że przestały iść w górę. To zaś, że różni producenci sprzedają swoje wyroby po niemal identycznych cenach, może mieć związek ze zmową cenową, ale sprawa może być bardziej skomplikowana.

— Ceny materiałów nie powinny rosnąć tak gwałtownie jak w 2007 r. Spodziewamy się, że wzrost będzie, jednak bardziej spowodowany rosnącymi kosztami, jak choćby cenami surowców czy energii i transportu. Nie bez znaczenia może też być niepewna sytuacja w sprawie uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Trudno założyć, że będziemy mieli do czynienia z nadmiernym popytem — mówi Bartłomiej Sosna, analityk rynku budowlanego w PMR Publications.

Cienka granica

Zmowa lub kartel to, mówiąc najprościej, każde porozumienie pomiędzy przedsiębiorcami, które narusza prawo konkurencji. Zwykle jednak poprzez porozumienie kartelowe rozumie się zmowę konkurentów — np. producentów dachówek — w sprawie ustalenia cen towarów, podziału rynku lub ograniczenia wielkości produkcji.

— Niedozwolone porozumienia są groźne dla gospodarki. Głównie dlatego, że ze względu na swój tajny charakter oraz długotrwały okres oddziaływania niszczą konkurencję na danym rynku. Dlatego sankcje za złamanie prawa w tym wypadku są dotkliwe i sięgają do 10 proc. przychodu ubiegłorocznego zmawiających się przedsiębiorców — tłumaczy Małgorzata Cieloch, rzecznik Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Zdarza się, że niedozwolone porozumienia często są mylone z naśladownictwem cenowym, które nie jest zabronione.

— Naśladownictwo cenowe może wynikać z polityki handlowej przedsiębiorców, którzy cenę oferowanych przez siebie produktów lub usług ustalają na podstawie analizy cen konkurencji. Dopóki tego typu działania nie mają charakteru uzgodnionego porozumienia pomiędzy poszczególnymi przedsiębiorcami — nie można ich uznać za zmowę cenową — mówi Małgorzata Cieloch.

Na wokandzie

W styczniu Marek Niechciał, prezes UOKiK, uznał, że spółka Tikkurila, producent farb i lakierów, złamała ustawę antymonopolową. Firma zobowiązywała 84 kontrahentów do sprzedaży swoich wyrobów po cenach nie niższych niż zakupu, podwyższonych jedynie o narzuconą z góry marżę minimalną. Na wszystkie przedsiębiorstwa uczestniczące w porozumieniu nałożono sankcje finansowe. Najwyższą karą 2,17 mln zł obciążono inicjatora zmowy.

Od grudnia toczy się postępowanie antymonopolowe przeciwko spółce Xella Polska oraz dystrybutorom materiałów budowlanych. Urząd chce sprawdzić, czy umieszczane w umowach postanowienia zakazujące stosowania niższych cen odsprzedaży produktów od cen ich zakupu u producenta ograniczały konkurencję na rynku. O zmowę cenową, ustalanie warunków sprzedaży, podział rynku oraz wymianę poufnych informacji handlowych podejrzanych jest również jedenastu producentów cementu.

— Mimo kilku lat gospodarki wolnorynkowej i obowiązywania ustawy antymonopolowej nadal niepokoi liczba postępowań właściwych prowadzonych przez UOKiK w sprawach karteli — w ubiegłym roku było ich 47. To stosunkowo dużo, tym bardziej że na pewno nie wiemy o wszystkich zmowach. Wraz z pojawieniem się w Polsce ponadnarodowych korporacji przyszły do nas również perfekcyjnie przygotowane umowy kartelowe, które dokonują podziału obowiązków i zadań między wszystkie ogniwa porozumienia. Nadal prowadzimy m.in. trzy postępowania przeciwko producentom i dystrybutorom farb oraz jedenastu największym producentom cementu — wszyscy podejrzewani są o zawarcie nielegalnych porozumień — wyjaśnia Małgorzata Cieloch.

Brakuje ludzi

Jednak to nie rosnące ceny materiałów budowlanych, ale brak pracowników może się okazać największą bolączką branży. Z badania przeprowadzonego przez PMR Publications wynika, że przedsiębiorcy właśnie niedobór siły roboczej uważają za najgroźniejszą barierę dla działalności na polskim rynku budowlanym. Trudności z zaopatrzeniem w materiały zajmują dopiero piąte miejsce.

— Główną barierą rynkową dla firm budowlanych w dalszym ciągu pozostaje niedobór pracowników, i trudno temu przeciwdziałać. Jednak mocna złotówka i dynamiczny wzrost wynagrodzeń w budownictwie mogą sprawić, że już wkrótce część budowlańców zacznie się zastanawiać nad powrotem do kraju. Zwłaszcza ci, którzy zostawili w Polsce rodziny. Dodatkowo, zamiast motywować pracowników do powrotu, powinno się także reaktywować część zamkniętych szkół budowlanych lub zwiększać liczbę klas w istniejących. Dzięki temu moglibyśmy wykształcić nowych specjalistów — tłumaczy Bartłomiej Sosna.

Rekordowy spisek

W jednym z postępowań kartelowych zakończonych przez Komisję Europejską w 2007 r. europejski organ ochrony konkurencji dowiódł istnienia kartelu angażującego producentów wind oraz schodów ruchomych, który działał ponad 30 lat.

Agata Hernik, a.hernik@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Hernik

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Urząd tropi zmowy w budowlance