Urzędnik ma czytać ustawy i poznawać akta sprawy

Joanna Barańska
opublikowano: 29-06-2006, 00:00

Przepraszam, że jesteśmy czasem zgryźliwi i kąśliwi, ale taka jest nasza rola. Musimy odkryć prawdę — rzekł kiedyś sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego Edward Kierejczyk. I oto znowu aż sądu, co prawda niższej instancji, było potrzeba, żeby odkryć dwie prawdy fundamentalne: urzędnik ma czytać ustawy i ma czytać akta konkretnego przypadku.

Wyzłośliwiałam się tu miesiąc temu na temat warszawskiego urzędu celnego, który utkwił, jeśli nawet nie w głębokim PRL-u, to w każdym razie w czasach przedunijnych. Unia Europejska, jak wiadomo, opiera się m.in. na zasadzie swobodnego przepływu towarów i wymyśliła kilka sposobów na wprowadzanie jej w życie, czyli ułatwianie życia przedsiębiorcom. Do takich należą instytucje składu podatkowego i zarejestrowanego handlowca.

Przypomnijmy, że chciał z nich skorzystać Shell Polska. I skład, i handlowiec opierają się na tym, że przedsiębiorca nabywający w krajach Unii towary obłożone akcyzą nie płaci jej od razu, lecz dopiero wtedy, gdy towar znajdzie się w miejscu prowadzenia działalności. Różnica między składem podatkowym a zarejestrowanym handlowcem polega na tym, że skład — jak sama nazwa wskazuje — składuje towar, a także może go rozdzielać, przepakowywać i przetwarzać. Zarejestrowany handlowiec tylko dostaje towar i zaraz posyła go dalej, bez magazynowania. I właśnie taki status chciał otrzymać Shell, ale polscy, a dokładniej warszawscy urzędnicy celni mu nie pozwolili. Zażądali zainstalowania urządzeń pomiarowych.

Próżno Shell tłumaczył, że takie mierniki i zbiorniki są potwornie drogie. Że musiałby rozplombowywać cysterny, które zapieczętowane przyjeżdżają z Niemiec, i przelewać paliwa. Że właściwie nie ma do tego prawa, bo nie jest składem podatkowym. Że chce zostać tylko zarejestrowanym handlowcem i zamierza podawać towar dalej, bez przelewania go, mierzenia i pakowania na nowo. Warszawski urząd celny i izba celna pozostały nieugięte — nie ma mierników, nie ma statusu zarejestrowanego handlowca. Dla odmiany szczecińscy celnicy nie robili problemów i dali Shellowi status w Kołbaskowie.

Shell zaskarżył warszawską izbę do sądu. Ten powiedział, że po pierwsze urzędnicy mają czytać ustawę o akcyzie. Napisano tam, że zarejestrowany handlowiec musi przedłożyć mniejszą liczbę dokumentów niż skład podatkowy i że nie jest związany z miejscem: kto raz dostał status, ten go ma. I stąd drugi aspekt — urzędnicy mają czytać akta. W dwóch instancjach organów celnych, w urzędzie i w izbie, nikt się jakoś nie zainteresował, co w aktach robi status z Kołbaskowa.

Sygnatura sprawy w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie: VI SA/Wa 486/06

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Joanna Barańska

Polecane