Urzędy ustrzeliły Gazelę Biznesu

Mira Wszelaka
04-03-2008, 00:00

Błędna decyzja urzędnika czy próba wyłudzenia odszkodowania przez firmę? Skutkiem jest śledztwo prokuratorskie, likwidacja zakładu i wyrok sądu.

Nie tylko Optimus i JTT. Zakłady mięsne Rol-Banc stoją, 120 osób zostało bez pracy

Błędna decyzja urzędnika czy próba wyłudzenia odszkodowania przez firmę? Skutkiem jest śledztwo prokuratorskie, likwidacja zakładu i wyrok sądu.

To gorzej niż zbrodnia, to błąd — mawiał Napoleon. Trudno się z nim nie zgodzić, zwłaszcza gdy za błędy urzędników słono płacą nie tylko przedsiębiorcy. Czy tak było w przypadku Rol-Bancu, firmy która wielokrotnie otrzymała od naszej redakcji statuetkę Gazeli Biznesu?

Czerwiec 2007 r. W zachodniopomorskim wybucha panika. Placówki służby zdrowia przeżywają oblężenie. U ponad 150 osób pojawiły się objawy zarażenia włośnicą. Zgłaszają się kolejni poszkodowani. Służby sanitarne ujawniają, że jedli surową kiełbasę polską. Po kilku dniach sanepid podaje, że jej producentem jest Rol-Banc, rodzinna firma przetwórstwa mięsa ze Świerzna.

Sprawę badają służby weterynaryjne. Trwa gorączkowe poszukiwanie winnego. Czy ktoś podłożył zarażoną świnię, czy w zakładzie prowadzono nielegalny ubój, czy też może zawinił człowiek, który niedokładnie zbadał mięso?

Szlaban na produkcję

Decyzje zapadają szybko. Inspekcja weterynaryjna przeprowadziła kontrolę zakładu i choć nie stwierdziła uchybień (poza brakami w dokumentacji), 11 czerwca wydała decyzję o zakazie wprowadzania na rynek wyrobów surowych (nie- poddanych obróbce termicznej), do których należała kiełbasa polska.

— Nakazano także usunięcie z rynku surowych wyrobów — mówi Przemysław Kaczorowski, radca prawny reprezentujący spółkę.

Było to zastosowanie tzw. środków zapobiegawczych do czasu wyjaśnienia sprawy. 16 czerwca do Szczecina przyjeżdżają Andrzej Wojtyła, główny inspektor sanitarny, i Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza weterynarii, aby na miejscu ocenić działalność podległych im służb. Podczas briefingu Krzysztof Jażdżewski stwierdza, że „należałoby szukać źródła zarażenia w obrocie nielegalnym”. Andrzej Wojtyła informuje, że po kontroli 624 sklepów, do których mogła trafić podejrzana wędlina, znaleziono jedynie 3 kg z Rol-Bancu, w których nie wykryto włośnia.

— Tego samego dnia, czyli 16 czerwca, lekarz powiatowy po przebadaniu dużej partii nowej dostawy mięsa wręczył spółce drugą decyzję, tym razem o wstrzymaniu produkcji z rygorem natychmiastowej wykonalności. Co więcej — okres wstrzymania działalności uzależnił od zakończenia postępowania wyjaśniającego przyczynę zatrucia — opowiada Leszek Łukowski, ojciec i pełnomocnik właściciela firmy Tomasza Łukowskiego.

Zdaniem lekarza

Zakład, który dziennie przerabiał 28 ton mięso, zatrudniający około 120 osób, stanął. Od obu decyzji spółka odwołała się do wojewódzkiego lekarza weterynarii, który podtrzymał decyzję lekarza powiatowego. Co więcej — Tomasz Grupiński, wojewódzki lekarz weterynarii, składa zawiadomienie do prokuratury. Rusza śledztwo.

Spółka broni się, że nie prowadzi uboju, a każda docierająca do niej sztuka mięsa powinna być wcześniej przebadana przez nadzór weterynaryjny.

— Wstrzymanie produkcji jest najbardziej radykalną formą działań administracyjnych, obciążoną dużym prawdopodobieństwem wyeliminowania zakładu z rynku. Taką decyzję usprawiedliwić może jedynie sytuacja, kiedy organ wydający decyzję jest w stanie bezwzględnie udowodnić, że zakład stwarza zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzi. W naszym przypadku argumentem uzasadniającym był zarzut niekompletnej dokumentacji związanej z identyfikacją mięsa (HACCP) — podkreśla Janina Wolny, była prezes firmy.

Dodaje, że zarzut ten mógł wzbudzić jedynie zdziwienie, gdyż nigdy ta kwestia nie była podnoszona przez nadzorującego zakład, a teraz wstrzymującego jego działalność powiatowego lekarza weterynarii.

— Wręcz przeciwnie, zaświadczał on bowiem, że „... funkcjonowanie systemu HACCP w Rol-Banc objęte jest nadzorem Inspekcji Weterynaryjnej”, a także stwierdzał w protokołach z kontroli, że prowadzenie dokumentacji dotyczącej surowca i produktu jest „prawidłowe”. Nasze zdziwienie było tym większe, że każdego miesiąca Rol-Banc obciążany był sporymi kosztami za nadzór nad rozbiorem i przetwórstwem mięsa wprowadzonego do zakładu — przypomina Janina Wolny.

Innego zdania jest Tomasz Grupiński.

— Unijny pakiet higieniczny nawet w przypadku podejrzenia daje możliwość podjęcia najbardziej radykalnych decyzji, łącznie z zamknięciem zakładu. Inspekcja sanitarna oficjalnie nas zawiadomiła, że zakażoną kiełbasę wyprodukowano w Rol-Bancu — ucina wojewódzki lekarz weterynarii.

Dodaje, że 10 lipca lekarz powiatowy poinformował firmę, iż może wznowić produkcję, pod warunkiem że wycofa swoje produkty z rynku i zweryfikuje niedociągnięcia w HACCP.

— Wtedy sprawa byłaby załatwiona. Właściciele firmy działali jednak ze złą wolą. Przypuszczam, że chcieli wyłudzić pieniądze (odszkodowanie za wstrzymanie produkcji i zamknięcie zakładu — przyp. red.), bo i tak 30 listopada firmie kończył się kolejny odraczany okres przejściowy na dostosowanie do wymogów unijnych — konkluduje Tomasz Grupiński.

Osobne postępowanie prowadzi Urząd Kontroli Skarbowej.

— Zgłosiłem tam zawiadomienie, że liczba ubijanych na zlecenie i przyjmowanych do zakładu zwierząt nie są jednakowe — mówi Tomasz Grupiński.

Sąd odwiesza

Właściciele postanowili szukać sprawiedliwości w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Szczecinie. 30 stycznia tego roku zapadają wyroki. Sąd oddala skargę Rol-Bancu na decyzję z 11 czerwca. Uchyla natomiast decyzję wojewódzkiego lekarza weterynarii, na mocy której 16 czerwca 2007 r. zawieszono działalność firmy.

— Obie strony mają czas na odwołanie do NSA w ciągu 30 dni od dnia doręczenia decyzji. Takich spraw jest tysiące i, jeśli na skutek odwołania nie utkną w Warszawie, to pokrzywdzeni przedsiębiorcy mogą dochodzić swoich praw na drodze powództwa cywilnego. To jednak trwa latami — mówi przedstawicielka Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie.

Leszek Łukowski będzie walczył o sprawiedliwość.

— Ten wyrok otwiera firmie możliwość ubiegania się o odszkodowanie. Urzędnicy wyrządzili nam krzywdę. Obliczymy straty i wystąpimy z roszczeniem do skarbu państwa. Nie wykluczamy możliwości dochodzenia naszych praw w strukturach unijnych — zapowiada ojciec właściciela firmy.

Udokumentowane straty mogą sięgnąć 20 mln zł.

— Dużą część zamówień realizowaliśmy dla wojska, gdzie startowaliśmy w przetargach. W takich przypadkach żądano gwarancji. Tylko wczoraj otrzymaliśmy wezwanie do zapłaty z towarzystwa ubezpieczeniowego na 120 tys. zł — wylicza Leszek Łukowski.

Słynne ofiary złych decyzji urzędników

Problem przebił się do świadomości za sprawą dwóch biznesowych rekinów branży informatycznej.

Optimus

W latach 1998-2000 Optimus, lider w produkcji komputerów, eksportuje je na Słowację. Potem były one przywożone dla resortu edukacji z zerową stawką VAT. Urzędy skarbowe nie kwestionują procedury. W lipcu 2002 r. Roman Kluska, prezes Optimusa, jest wyciagnięty z domu przez CBŚ i aresztowany. Skarbówka stawia mu zarzut wyłudzenia zwrotu VAT na 14,5 mln zł. W listopadzie 2003 r. NSA orzekł, że Optimus nie łamał prawa i uchyla błędne decyzje. Prokuratura umarza śledztwo przeciwko Klusce. Nagonka spowodowała zamknięcie produkcji Opimusa.

JTT Computer

Podobną jak Optimus procedurę stosował wrocławski JTT Computer. Wywoził komputery na Słowację i sprowadzał je z zerową. stawką VAT. Dzięki temu otrzymywał zwrot nadpłaconego podatku. Fiskus zarzucił firmie, że nie miała prawa stosować zerowej stawki VAT i wyłudzała zwrot podatku. JTT musi wpłacić wielomilionową karę. W czerwcu 2003 r. NSA oczyszcza firmę z zarzutów łamania prawa i nakazuje fiskusowi zwrot kary z odsetkami. To jednak nie uratowało JTT, która wypadła z rynku. W czerwcu 2004 r. sąd ogłasza upadłość JTT Computer.

Komentarz

Adam Szejnfeld

wiceminister gospodarki

Błędy bez bata

Czy powrócimy do projektu o odpowiedzialności urzędników za ich błędy? Powiem tak: nie wykluczamy tego. Jednak najpierw chciałbym się skupić na przeprowadzeniu przez uzgodnienia międzyresortowe kilkunastu projektów, których celem jest zwiększenie swobody gospodarczej i ograniczenie biurokracji. Zależy nam na tym, aby zostały one szybko uchwalone przez parlament. Gdy już się z tym uporamy, zapewne powrócimy do tematu odpowiedzialności urzędniczej za błędy. Na razie takiego projektu nie ma.

Oczami ekspertów

Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich

Niech urzędnicy zapłacą

W Polsce koniecznie trzeba wprowadzić finansową odpowiedzialność urzędników za wydawane przez nich błędne decyzje. Przez wiele lat z powodu ich bezkarności ucierpiało mnóstwo firm. Urzędnicy wydają bezprawne decyzje, przedsiębiorcy stają na krawędzi bankructwa lub są zmuszeni do zawieszania działalności. Cóż z tego, że po kilku latach sądy administracyjne orzekają, iż decyzje były błędne, skoro przedsiębiorcy wypadają z rynku? Tak dłużej być nie może. Prawo powinno tak dyscyplinować urzędnika, by ten kilka razy się zastanowił, zanim wyda pochopną decyzję. PO powinna powrócić do projektu o odpowiedzialności urzędniczej, który w poprzedniej kadencji Sejmu był już po pierwszym czytaniu.

Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego

Duży problem małych

Błędne decyzje urzędników dotykają szczególnie małych i średnich przedsiębiorców. Oni jednak rzadko się odwołują. Jeżeli nawet to robią, a sądy przyznają im rację, to i tak, aby uzyskać odszkodowanie, muszą dochodzić swoich praw w drodze procesu cywilnego. Aby choć trochę poprawić sytuację przedsiębiorców, zwróciliśmy się z wnioskiem, aby w noweli ustawy o działalności gospodarczej umieścić zapis o zawieszeniu wszystkich zobowiązań przedsiębiorcy do czasu wydania ostatecznego wyroku. Gdyby wyrok był niekorzystny dla skarżącego, oczywiście musiałby zapłacić wszystkie zobowiązania wraz z odsetkami. Obecnie przedsiębiorca, któremu wstrzymano działalność, nawet po wygranym procesie nie ma prawa się podnieść.

Zbigniew Żurek, wiceprezes BCC

Lekka ręka urzędnika

Z jednej strony mamy do czynienia z bezkarnością urzędów, z drugiej — z niedoskonałym prawem i obyczajem. Prawo jest bowiem tak skonstruowane, że jeżeli urzędnik się pomyli na niekorzyść podatnika, to nic mu nie grozi, jeżeli zaś na korzyść, to może być posądzony o korupcję. Dlatego urzędnicy podpisują niekorzystne dla przedsiębiorcy decyzje lekką ręką. Urzędnicy powinni być lepiej opłacani, ale powinni także odpowiadać za decyzje, jeżeli nie osobiście, to instytucjonalnie. Jeżeli nawet przedsiębiorca wygra, to najczęściej pozostaje mu tylko satysfakcja, bo firma już dawno nie istnieje. Dlatego wielokrotnie postulowaliśmy zawieszenie względem przedsiębiorcy wszelkich należności do czasu prawomocnego wyroku.

Gazela dynamiczna i uczciwa

Tytuł Gazeli Biznesu może otrzymać firma, która bardzo szybko się rozwija, choć nie należy do największych. O jego przyznaniu decydują twarde kryteria ekonomiczne, a o miejscu na liście rankingowej — przyrost obrotów osiągnięty w ciągu trzech lat.

Gazela Biznesu jest też firmą o nieskazitelnej reputacji, uczciwą wobec kontrahentów, pracowników, a także skarbu państwa.

Wątpliwa świnia

Wiele wskazuje na to, że poważne zagrożenie włośnicą wystąpiło w woj. zachodniopomorskim już w maju 2007 r. 8 maja Rol-Banc, który nie prowadził działalności ubojowej, a produkcję opierał na zewnętrznych zakupach, nabył u rolnika 9 sztuk żywca wieprzowego. Ubój został zlecony ubojni w Sztuchowie, w tej samej gminie. W trakcie badania poubojowego lekarz weterynarii badający mięso w Sztuchowie stwierdził włośnicę u ośmiu świń. Zakażone tusze zostały zutylizowane, a mięso pochodzące z dziewiątej sztuki zostało dostarczone do zakładu 9 maja zgodnie z obowiązującymi zasadami, wraz z handlowym dokumentem identyfikacyjnym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Urzędy ustrzeliły Gazelę Biznesu