USA: Bernanke hiperoptymistyczny, ale Fed optymistyczny nie za bardzo

Piotr Kuczyński
opublikowano: 25-04-2008, 00:00

Sytuacja na globalnych rynkach akcji zaczęła się klarować w okolicy świąt Wielkiej Nocy. Reakcja graczy sygnalizowała, że sprawa Bear Stearns (Fed musiał pomóc JP Morgan wykupić tę spółkę) jest już zdyskontowana, a oni liczą na kolejną pomoc, która w końcu podziała.

I rzeczywiście. Fed znowu obniżył stopy: główną stopę procentową o 75 pkt baz., do 2,25 proc., a dyskontową do 2,50 proc. Było to cięcie, jakiego oczekiwała większość analityków, choć nie brakło też takich, którzy spodziewali się cięcia o 100 pkt. Można więc powiedzieć, że Fed zrobił prawie to, czego oczekiwały rynki, ale jak wejdzie się w szczegóły decyzji, to już tak dobrze nie wygląda.

Otóż Fed stwierdził, że obniżka stóp w powiązaniu z wcześniejszymi działaniami powinna zapewnić „umiarkowany wzrost gospodarczy”, ale nadal istnieje możliwość, że gospodarka będzie zwalniała. Poinformował też, że napływające dane pogarszają prognozy dla gospodarki USA, a „problemy rynków finansowych, pogorszenie sytuacji na rynku kredytowym i pogłębienie kryzysu na rynku nieruchomości będą ważyły na sytuacji gospodarczej jeszcze przez kilka kwartałów”. Fed poinformował też, że inflacja jest wysoka, a kilka wskaźników oczekiwań inflacyjnych sygnalizuje tendencję wzrostową.

Można stanowisko Fed podsumować tak: obniżyliśmy jeszcze raz stopy, ale — choć sytuacja gospodarki jest trudna — ostrzegamy, że na razie na więcej liczyć nie możecie. Tak ja odebrałem ten komunikat, ale lojalnie ostrzegam, że większość analityków mówi o „furtce, która w przyszłości może pozwolić na obniżkę stóp”.

Zupełnie inaczej, co może dziwić, brzmiały wypowiedzi Bena Bernanke, szefa Fedu. Co prawda, twierdził, że gospodarka przechodzi „bardzo trudny okres” i dopuścił możliwość pojawienia się recesji w pierwszej połowie roku, ale ma to być recesja łagodna.

Gracze od dawna spodziewali się recesji, a określenie jej mianem „łagodnej” musiało poprawiać nastroje. Tym bardziej że zdaniem Bernanke, w drugim półroczu gospodarka ma wrócić na ścieżkę wzrostu. Stwierdził, że Fed niepokoi się rosnącymi cenami, ale podtrzymał tezę o spadku inflacji w kolejnych kwartałach. Powiedział też, że Fed nie spodziewa się, żeby musiał ratować kolejną firmę z Wall Street. Oznajmił, że należy zwiększyć nadzór na rynkami finansowymi, ale zapewnił, że nic fundamentalnie złego na Wall Street się nie stało — odrobina regulacji i zachęty do większej uczciwości wystarczy, żeby wszystko wróciło do normy.

Czytałem te wynurzenia z mieszanymi uczuciami. Bernanke jest hiperoptymistą, a może zaraził się hipokryzją od polityków. l

Piotr Kuczyński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu