Ustępstwa resortu albo manifestacje

Jarosław Królak
opublikowano: 08-11-2006, 00:00

Dziś minister finansów będzie rozmawiać ze związkowcami o podwyżkach. Brak kompromisu oznacza blokadę ministerstwa.

Związki zawodowe pracowników aparatu skarbowego od kilku lat domagają się konkretnych podwyżek płac dla urzędników. Do tej pory ich postulaty i żądania były ignorowane przez kolejnych ministrów finansów. Dopiero minister Zyta Gilowska postanowiła zmierzyć się z tym problemem. Dzisiaj usiądzie do stołu negocjacyjnego z przedstawicielami NSZZ Solidarność Pracowników Skarbowych.

— Jeżeli pani minister nas zlekceważy i odmówi podwyżek, przystąpimy do organizacji protestu polegającego na manifestacji pod gmachem Ministerstwa Finansów w Warszawie — mówi Tomasz Ludwiński, szef „S”.

Równi i równiejsi?

Urzędnicy skarbowi uważają, że tak samo należą im się podwyżki wynagrodzeń jak nauczycielom, służbie zdrowia czy policji. Planem minimum Solidarności fiskusa jest wywalczenie waloryzacji płac o roczną inflację (dotąd uzyskiwali to każdego roku) oraz zagwarantowanie środków finansowych na odprawy dla odchodzących na wcześniejsze emerytury. Tomasz Ludwiński zaznacza, że satysfakcjonująca byłaby podwyżka rzędu 5 proc., czyli taka, jaką mają dostać nauczyciele.

Problem w tym, że projekt budżetu na 2007 r. nie przewiduje ani złotego na podwyżki dla fiskusa (nie ma też mowy o waloryzacji o inflację). To rozsierdziło skarbowców. Zagrozili, że jeśli ich postulaty nie zostaną spełnione, to dojdzie do zablokowania gmachu ministerstwa. Minister Gilowska roztropnie zgodziła się usiąść do rozmów, choć jeszcze wiosną tego roku twierdziła, że płace w administracji państwowej należy obciąć o 10 proc.

Teraz zmieniła zdanie.

— Można spodziewać się, że minister wyrazi głęboką troskę o podległe sobie służby skarbowe i obieca starania o waloryzację płac. Nie obieca zaś, że to się uda — mówi proszący o anonimowość pracownik resortu finansów.

Czyżby chodziło tylko o uspokojenie nastrojów przed wyborami? W aparacie skarbowym pracuje kilkadziesiąt tysięcy ludzi. To spora grupa wyborców.

W poprzednich publikacjach „PB” o sytuacji w aparacie skarbowym eksperci wskazywali, że niesprawiedliwe jest to, iż skarbówka miałaby być de facto jedyną częścią sfery budżetowej, której rząd nie chce podnieść płac.

— Nie jesteśmy gorsi, a przysparzamy dochodów budżetowi państwa. Jesteśmy więc potrzebni i będziemy walczyć o swoje — mówi Tomasz Ludwiński.

Małe szanse

Trudno jednak spodziewać się, że minister Gilowska ugnie się pod żądaniami. Niedawno w Sejmie wskazywała, że podwyżki płac w całej administracji państwowej postawiły pod znakiem zapytania 12 mld zł, jakie w 2007 r. mają pójść na „nasze bezpieczeństwo wewnętrze i zewnętrzne oraz obsługę naszego członkostwa w UE”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu