Uszyj spółkę na swoją miarę

Albert Stawiszyński
26-10-2006, 00:00

O statucie spółki akcyjnej i o umowie spółki z o.o. mówi się, że to „konstytucje” tych podmiotów.

„Puls Biznesu”: Jakie błędy pojawiają się najczęściej w umowach czy statutach spółek?

Prof. Grzegorz Domański: Często źle są ukształtowane relacje między zarządem a radą nadzorczą. Ten drugi organ jest obligatoryjny tylko w spółce akcyjnej. Zdarza się jednak, że przyznaje się radzie nadzorczej pewne prerogatywy wobec zarządu, których rada nadzorcza nie może w ogóle posiadać. Na przykład ogranicza się możliwość decydowania przez zarząd o pewnych sprawach w ten sposób, że rada nadzorcza narzuca mu dyrektywy co do bieżącego prowadzenia spraw spółki. To jest zabronione w spółce akcyjnej (ale już niekoniecznie w spółce z o.o.). Inna sytuacja pojawia się przy sprawowaniu osobistej kontroli przez wspólników. W spółce z o.o. jest ona dopuszczalna, ale w spółce akcyjnej całkowicie wyłączona. Wszelkie próby wprowadzania dodatkowego czynnika kontrolnego na poziomie statutu, poza kontrolą sprawowaną przez radę nadzorczą, w spółce akcyjnej są niedopuszczalne.

Czy problemy powstają też przy określaniu zasad reprezentacji spółki?

Tak, ale tylko wtedy, gdy powołujemy zarząd wieloosobowy. Wówczas trzeba się zdecydować na zasadę reprezentacji łącznej albo przyznać niektórym albo wszystkim członkom zarządu reprezentację jednoosobową. W gruncie rzeczy zależy to od zaufania wspólników do przyszłych zarządców, czyli od tego, w jakim stopniu chcieliby patrzeć im na ręce.

Delikatną materią okazuje się relacja między reprezentacją sprawowaną przez członków zarządu a pełnomocnikiem spółki. Powstaje problem, czy członek zarządu może być jednocześnie pełnomocnikiem. Niekiedy wygodniej jest umocować członka zarządu, który np. pojedzie do innego miasta i podpisze kontrakt, niż wysyłać tam dwóch członków zarządu, żeby uczynić zadość reprezentacji łącznej. Jedno z najświeższych orzeczeń Sądu Apelacyjnego w Katowicach opowiada się za niedopuszczalnością udzielania członkowi zarządu pełnomocnictwa spółki.

Dlaczego?

Mogłoby się okazać, że członek zarządu, który przy reprezentacji łącznej nie ma prawa dokonywać samodzielnie czynności prawnych, jako pełnomocnik mógłby takich czynności dokonywać sam, nie pytając nikogo o zgodę. A to byłoby obejściem przepisów.

Czy można w umowie lub statucie ograniczyć kompetencje członka zarządu?

Można manipulować sposobem reprezentacji, ale już nie jej zakresem. Sądy opowiadają się — co jest dyskusyjne — za dopuszczaniem tutaj kryterium wartościowania. Czyli np. w umowie lub statucie można określić, że członek zarządu samodzielnie zawiera umowy o wartości do 500 tys. zł. Powyżej tej kwoty musi współdziałać z innym członkiem zarządu (lub prokurentem), czyli wchodzi w grę kwestia reprezentacji łącznej. Natomiast absolutnie nie można uzależnić zakresu reprezentacji od przedmiotu transakcji.

Czy zasady odpowiedzialności członków zarządu można zamieścić w umowie lub statucie spółki?

Pole manewru jest niewielkie. Kwestie odpowiedzialności majątkowej są w zasadzie wyczerpująco uregulowane w kodeksie spółek handlowych. W umowie spółki lub statucie nie wolno ograniczyć odpowiedzialności członków zarządu wobec spółki. Jest to jednak dopuszczalne w przypadku odpowiedzialności organizacyjnej. Np. odwołanie członka zarządu spółki z o.o. może być możliwe tylko w razie zaistnienia ważnych powodów, a te są zdefiniowane w umowie spółki.

Czy warto korzystać z gotowych wzorów umów i statutów spółek?

„Gotowce”, jeśli są profesjonalnie opracowane, mogą być przydatne. Zawsze jednak powstaje ryzyko, że w pewnych szczegółowych kwestiach przedsiębiorca uszyje ubranie niepasujące do figury. Błędy w umowie lub statucie można wprawdzie poprawiać później, ale każda taka zmiana musi być np. poddawana ocenie sądu rejestrowego. Potrzebę takich zmian należy minimalizować już na starcie.

Z tego, co pan mówi, wynika, że nie ma dwóch takich samych spółek…

…zwłaszcza od strony układu interesów w spółce. Stąd warto dołożyć staranności w takim ukształtowaniu „wewnętrznego prawa”, aby odpowiadało ono układowi interesów, ze względu na wspólny cel, jaki wspólnicy chcą osiągnąć. Treść umowy lub statutu jest jednak w dużym stopniu przesądzona przez przepisy bezwzględnie obowiązujące. Nasuwa mi się takie porównanie, że spółka kapitałowa jest niczym budynek. Możemy przestawiać ścianki działowe, ale ścian konstrukcyjnych ruszyć nie można.

Co jeszcze należy brać pod uwagę, projektując „prawo wewnętrzne” spółki?

Trzeba mieć na względzie nie tylko przepisy, ale również dobre obyczaje, które wypełniają się swoją treścią dopiero w konkretnym przypadku, a także naturę spółki kapitałowej.

Prof. Grzegorz Domański, prawnik

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Albert Stawiszyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Uszyj spółkę na swoją miarę