Uwaga, jeszcze nie wszystko gra

Jacek Kowalczyk
04-01-2010, 00:00

Wycofywanie pakietów stymulacyjnych, pędzące długi publiczne i krucha konsumpcja — to może zepsuć humory w 2010 r.

Droga do ożywienia będzie kręta i pełna pułapek. Niebezpieczeństw jest wiele

Wycofywanie pakietów stymulacyjnych, pędzące długi publiczne i krucha konsumpcja — to może zepsuć humory w 2010 r.

Przyszłość gospodarki wydaje się z grubsza znana. Stany Zjednoczone już prawie pozbierały się po kryzysie i będą wracać do wzrostu gospodarczego, strefa euro też będzie konsekwentnie wygrzebywać się z recesji, więc w konsekwencji także Polska będzie przyspieszać. Tak przynajmniej twierdzą bazowe scenariusze ekonomistów (opisane na stronach 2 i 3). Ale żeby się sprawdziły, gospodarka nie może natknąć się na miny pozostałe po kryzysie.

Bez znieczulenia

A jest ich kilka. Pierwszy, najczęściej wymieniany przez ekonomistów na całym świecie, dotyczy najbardziej rozwiniętych gospodarek. Od roku żyją na kroplówce — pakietach stymulacyjnych rządów i banków centralnych — a tę w tym roku prawdopodobnie trzeba już będzie odstawić. Reakcja może być nieciekawa.

— Wiele pakietów wspierających zatrudnienie było zaplanowanych do końca 2009 r. Rządowa pomoc właśnie się kończy. Banki centralne również będą musiały wycofywać się z rekordowo niskich stóp procentowych. Nie wiadomo, jak gospodarka zareaguje na odstawienie tej kroplówki. Trudno ocenić, w którym momencie pacjent jest już wystarczająco silny, by radzić sobie samemu. Może się okazać, że sektor bankowy na świecie jeszcze nie poradził sobie ze wszystkimi stratami i mogą pojawiać się kolejne trupy w szafach — ostrzega Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomistka Międzynarodowego Funduszu Walutowego, była wiceminister finansów.

Na wycofywaniu się z pakietów stymulacyjnych może ucierpieć realna gospodarka, ale też nie wiadomo, jak zareagują rynki finansowe.

— Moment zacieśniania polityki monetarnej i fiskalnej może zwiększyć ostrożność instytucji finansowych w inwestowaniu. Mogą nie chcieć trzymać bardziej ryzykownych aktywów, np. polskich — mówi Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

Dodatkowo sytuację w globalnym systemie finansowym może skomplikować to, że największe banki mają coraz większy problem z niespłacanymi kredytami. Europejski Bank Centralny niedawno ostrzegał, że może to spowodować jeszcze większe straty niż toksyczne akcje, które były źródłem kryzysu finansowego.

— Firmy i gospodarstwa domowe cały czas odczuwają skutki recesji. Coraz większa część kredytobiorców może mieć problem z regulowaniem należności, a to będzie pogarszać bilanse banków — mówi Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.

Świat na kredycie

W tym roku globalnym zagrożeniem, które może odbić się również na Polsce, są potężne potrzeby pożyczkowe największych państw. Ich deficyty są już liczone w bilionach dolarów.

— Szybko rosnące długi publiczne oznaczają, że prędzej czy później w największych gospodarkach władze będą musiały zaciskać politykę fiskalną. Żeby natomiast uniknąć inflacji, władze monetarne będą podnosić stopy procentowe. Wszystko to w jakimś stopniu będzie hamować wzrost gospodarczy — tłumaczy Łukasz Tarnawa.

Nie wiadomo tylko, w jakim. Gospodarka światowa nigdy takiej operacji nie przechodziła. Ponadto niektóre państwa mogą mieć problem z zaspokojeniem tych potrzeb pożyczkowych lub ich spłacaniem. Przypadek Grecji, która ujawniła bardzo złą sytuację fiskalną, pokazał, jak duże globalne skutki może mieć niepowodzenie jednego państwa. Na informację o wysokim deficycie w Grecji giełdy na całym świecie i waluty rynków wschodzących poleciały w dół.

Tymczasem zagrożenia dla świata to też zagrożenia dla Polski. Problemy gospodarcze na Zachodzie zwiększyłyby niechęć inwestorów do ryzyka, co zmniejszyłoby dostęp do kapitału polskiemu rządowi, firmom i gospodarstwom domowym. Kłopoty miałaby też giełda i złoty. Prognozowane umocnienie o kilkadziesiąt groszy do euro i dolara może się nie zrealizować. Problemy realnej gospodarki na Zachodzie mogą natomiast odbić się na niższych dochodach naszych eksporterów.

Kaprys konsumenta

Tymczasem w kraju też czają się zagrożenia. Pierwszym jest nastawienie przeciętnego Kowalskiego.

— Przyszłość rynku pracy jest niepewna. Kryzys cały czas będzie w tym roku odciskał piętno na poziomie bezrobocia. Ponadto wzrost płac pozostanie znikomy. To sprawi, że konsumpcja może być niższa, niż mówią prognozy — zaznacza Marcin Mróz.

W dłuższej perspektywie niebezpieczne dla gospodarki może być gwałtowne narastanie długu publicznego. Jeśli w tym roku zadłużenie wyrwie się rządowi spod kontroli i przekroczy poziom 55 proc. w relacji do PKB, uruchomiona zostanie procedura sanacyjna, czyli minister finansów będzie zmuszony drastycznie ograniczać wydatki i podnosić podatki. A to w następnych latach również podkopie koniunkturę i mocno wyhamuje wzrost gospodarczy.

Jacek

Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Uwaga, jeszcze nie wszystko gra